Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wierzyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej głowy
W koronach drzewa wzrastają chimiery

 

Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresji
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Żeby nie grzebać uczuć w intencji

 

 

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wierzyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej głowy
W koronach drzewa wzrastają chimiery

 

Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresji
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Żeby nie grzebać uczuć w intencji

 

 

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wieżyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej głowy
W koronach drzewa wzrastają chimiery

 

Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresji
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Żeby nie grzebać uczuć w intencji

 

 

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wieżyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej głowy
W koronach drzewa wzrastają chimiery

 

Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresji
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Wierszem co płynie przez brudne żyły

 

 

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wieżyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej głowy
W koronach drzewa wzrastają himiery

 

Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresii
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Wierszem co płynie przez brudne żyły

 

 

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wieżyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej głowy
W koronach drzewa wzrastają himiery

 

Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresii
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Wierszem co płynie przez brudne żyły

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wieżyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej głowy
W koronach drzewa wzrastają himiery

 

 Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresii
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Wierszem co płynie przez brudne żyły

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wieżyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej główki
W koronach drzewa głowy himiery

 

 Przebodźcowane zewsząd synapsy
Palą zalążki wszelkich impresii
Ostatkiem siły trzymam się w garści
Wierszem co płynie przez brudne żyły

Moondog

Moondog

Byłem poetą nie wybitnym nie miernym
Byłem menelem z dziurami w kieszeniach
Byłem zgubiony gdzieś zawsze pomiędzy
Jaźnią i bogiem własnego piekła

 

Nie byłem częścią żadnej z subkultur
A teraz milcząc uczę się słuchać
Czarni panowie mi grożą paluszkiem 
Jak można wieżyć ale nie ufać

 

Nie jestem dorosły choć już nie młody
Gonią mnie długi i mnożą problemy
W chaosie bez przerwy z nad mojej główki
W koronach drzewa głowy chimiery 

×
×
  • Dodaj nową pozycję...