rozpoczynamy się
wędrując
dookoła maminych ud
po coś
do kogoś
gdzieś i przed czymś
posiadamy pewność
bez potrzeby wątpliwości
potem coś nam się przydarza
i obudzeni złym snem
nie przytulamy misia
tylko znajomy zapach kobiety
jest piękna
ale od kogoś trzeba w końcu odejść
upewniamy się że wyłączyliśmy żelazko
i wychodzimy
posiadamy pewność
dla potrzeby wątpliwości
potem opowiadamy
znajomym w barze scenki z "rejsu"
bo zaczyna być drętwo
znajdujemy kumpla i wątpliwość
bez potrzeby pewności
nie uzależnia nas nic
bo tylko bóg jeden wie
ile trzeba zapłacić
za jednoosobowy spokój na ziemi
więc znów wychodzimy
mając wątpliwą pewność
że oprócz tego co w sercu
coś jeszcze zostało