(tryptyk)
Piszesz wiersze piękne, czułe
I rytmiczne.
Od niechcenia, tak przypadkiem
Rzucasz słowa.
I przeplatasz swe tęsknoty
Spontaniczne,
Z takim wdziękiem, że je można
Zacałować.
Chociaż wersy jednym ciągiem
Są pisane,
To przestrzenie między nimi,
Pustką krzyczą.
A te zwrotki niby razem
Układane,
Nigdy siebie nie zobaczą,
Nie usłyszą.
Wybacz proszę mą brutalną
Ingerencję
I przepraszam, że się wtrącam,
Tu akurat.
Lecz pozbieram Twoje słowa
Bardzo skrzętnie,
By je potem wszystkie razem
Poprzytulać.
Bardzo chłodno, ze złą miną,
Patrzysz bokiem,
Że zostawię twoje strofy
Gdzieś na drodze.
Jeszcze tylko się zatrzymam
Rzucę okiem,
Może zgarnie zabłąkany
Ten przechodzień.
Już pochyla się niechętnie
I je czyta.
Zebrał szybko wszystkie wersy
W jedną całość
I uśmiecha się serdecznie,
Bo jak widać
W słowach szczęście, na tej drodze
Go spotkało.
Za pazuchę skrzętnie schował
Twoje wiersze
I do serca je przytulił
Tak ochoczo.
Bo zrozumiał że miłości
Są cenniejsze,
Niż pieniądze, splendor, sława
Oraz złoto.
Idę dalej, a nade mną,
Świeci księżyc.
Mleczna droga gdzieś mnie wiedzie
Wokół cisza.
W dali wodnik wraz z pannami
Wozem pędzi,
Lecz hałasu ani rozmów
Tu nie słychać.
A przy drodze wartkim prądem
Strumień płynie;
Próśb, uczynków oraz marzeń
Niespełnionych.
Czy pragnienia ktoś wysłucha
I je przyjmie,
By nasycić i napoić
Tych spragnionych?
W dali ziemia swym błękitem
Jeszcze mami.
Tam się kończy i zaczyna
Coś od nowa.
Ktoś pamięta i wspomina
Żeś kochany,
Póki żyją - rozrzucane
Twoje słowa.
wspomnienia do których wracam właśnie umuzyczniłem i nie che mi wejść na stonę
proszę o podpowiedź