Zapytasz: skąd się tam wzięła
ta odrealniona istota?
Gdybym go sam nie zobaczył,
a on nie prosił mnie o pokarm,
uznałbym go za nocną zjawę
sunącą poprzez uroczą Grenadę.
Zlazł bezszelestnie z płótna Dalego,
ogonem zawijając — flamenco tańczy.
Skacze ponad dachami złotej Malagi,
zwinny jak kot Don Kichota z Manczy.
Piękny rycerz o pociągłej twarzy
siedzi tam ciągle i o czymś marzy.
Jakże chciałoby się do niego podejść,
zahaczyć w tańcu o gorącą Kordobę.
Uczuciem uderzyć w pierś bailaory,
wytrącić jej ze zwinnej dłoni kastaniety,
na kopię nadziać wszystkie podniety
i tobie je podarować, piękna Sewillo.