Błądzę przez padół egzystencji,
Trzymając jedynie słabą latarkę,
Co potrafi szwankować.
Oświetla mi jedynie trochę mgły,
Którą próbuje badać.
Nawet z tym światłem nie wiem gdzie iść.
W oddali słyszę chrupanie patyków –
Coś po nich chodzi.
Co to jest?
Nie mogę jednak dosięgnąć światłem za mgłę.
Jest zbyt gęsta.
Muszę jednak się stąd ruszyć,
Muszę się dowiedzieć, co to jest.
Co jeśli to coś jest groźne?
Ale co jeśli się zgubię?
Choć chciałbym pobiec za tym dźwiękiem,
Muszę zostać na miejscu,
Bo tu czuję się bezpiecznie.
Ostatecznie zasypiam na skale,
Z nadzieją, że rano się obudzę,
Gdy będzie trochę jaśniej.