Pamiętasz, przyjacielu, gdy będąc dziećmi kwiatów,
przeszliśmy przez bramę do sztucznych rajów?
Nie potrzebowaliśmy kluczy od archanioła,
bo mając otwarty umysł
każde drzwi percepcji stoją otworem.
Las, w którym się zatrzymaliśmy
opowiadał nam straszne historie o tym,
jak to nikt od dawna się w nim nie powiesił.
Tańczyliśmy na przydrożnych
nieskończonościach, żeby złapać stopa
do najbliższej osobliwości.
Ludzie bali się naszego namiotu
rozstawionego na stacji paliwowej
A przecież każdy był w nim mile widziany
Pamiętasz, przyjacielu, jak napisałam
ten piękny wiersz na pudełku od pizzy?
A ty musiałeś na nim machnąć farbami
swoją Mona Lisę – bo rozjechany wzrok
nie pozwalał ci zobaczyć małych liter.
Pamiętasz, przyjacielu, gdy rzucaliśmy
kamieniami w nocne niebo?
To był wtedy jedyny sposób,
by dotknąć tej upragnionej przez nas
hollywoodzkiej Alei Gwiazd.
Nie żyliśmy przeciwko temu światu
lecz dla świata
który jeszcze nie nadszedł.
Nazwaliśmy się Psychonautami
Każdy z nas miał swoją własną Misję Apollo