Lubię
Tych moich ludzi bezdomnych
Tych co o szóstej rano
Kręcą się pod blokiem
W wyciągniętych dresach
Z włochatym kolegą przy nodze
Zbierają Kupy
W czapkach kapturach lub
Artystycznym piorunem na głowie
nie próbują się ukryć
tylko jakoś przetrwać
ten pierwszy w dniu
spacerniak
zresztą znamy się
A jakże
po ksywkach
jak więźniowie w pierdlu
my ludzie bezdomni
z wyboru
Na powitanie
macham ręką
Idąc dalej
bo czas jak zwykle nagli