Miodunki
o urocznych oczkach,
plamiste jak czesane chmury,
bladuchne rzeżuchy łąkowe,
kwitnące pokrzywy przed murem.
Możemy
z obsydianu czasu
wychylić nad najstarszą z sioła
oliwkę i balsamy wetrzeć,
poruszyć do lotu rękoma.
Sztaludze
dać zetrzeć się w farbę
i umrze z nas cząstki połowa.
Ktoś inne odtworzy znów związki,
by uśmierzać ból, jeśli zdoła.
Miodunki plamiste,
rzeżucha łąkowa,
gdy czesane chmury
światłem, w aureolach
lesistość polany
kwitnącej po krzywych,
każdej odrobinę
symfonii, obrywam.