RABATKA
Kilka dni temu,
Nie wiedzieć czemu,
Wprost mi znajoma wyznała,
Że moje wiersze
Są coraz gorsze,
I że to wszystko jest chała.
Gdzie się nie wczyta,
Tylko krytyka,
Tylko by komuś dowalić.
- Mógłbyś czasami
Ruszyć zwojami
I delikatnie pochwalić.
Jako krwiożerca,
Biorę do serca,
Od dzisiaj tworzę w kolorze.
Teraz napiszę,
Bębniąc w klawisze,
Coś o kwiatuszkach (o Boże!).
***
Przy miedzy stara
Stoi kopara.
I przy silniku męt dłubie.
Czasem zapali,
Wówczas dym wali,
Zwłaszcza, gdy czuje coś w czubie.
Otóż krok dalej,
W kierunku alej,
Wielka, kwiecista rabatka.
Co znakomicie
Umila życie,
Fajna dla pieszych to gratka.
Rosną obficie,
Ciesząc się życiem
Kwiaty, porosty i zioła.
Wszystkie pod rękę,
Nucą piosenkę,
Śpiewają chórem dokoła:
Cynie i bratki,
Wilce, bławatki,
Malwy, szarłaty, stokrotki,
Dalie, rumianki,
Astry, kocanki,
Ślazy, złocienie, pachnotki.
Maki, lewkonie,
Fiołki, piwonie,
Dzwonki, petunie, orliki,
Chabry, titonie,
Bzy, pelargonie,
Floksy, nasturcje, goździki,
Ale wśród tego,
Tego wszystkiego,
Życie po prostu się toczy.
Ktoś nie dowierza,
Ile tam zwierza,
Jakiż ten wiersz jest uroczy.
Pszczoły, komary,
I żuczek stary,
Żabki, motyli tysiące.
Ćmy, nawet ważki,
Kreciki, ptaszki,
A wszystko to na tej łące.
Natury czary,
Piękno bez miary,
Niebiański świat kolorytu,
Cudności wszędzie,
Na pewno będzie
Znajoma pełna zachwytu.
Zero krytyki,
Ni polityki,
Żegnam, oddalam się tyłem.
Kwiatki, motyle,
Śliczności tyle,
Zdrówka! Ja swoje zrobiłem.
***
Potem, niestety,
Krzyknąłem „rety”!
Powiem wam, jasna cholera,
Że ten męt starą,
Wstrętną koparą,
Zjeździł rabatkę do zera …
***
Chłopcy, dziewczęta,
Wnuki, wnuczęta,
Inne stworzenia nam miłe:
By cię głaskali,
Maltretowali,
Nie rób niczego na silę!