ze mnie poeta słaby ale spróbowałem coby świat nie był jednorodny.
poemat i miniaturka
poemat nosi płaszcz od burz
w kieszeniach chowa tysiąc dróg
gdy idzie w piersi ogień mruczy
gdy staje świat układa u nóg
on jest jak rzeka co nie pyta
i tylko woła jeszcze idź
ona w kropelce światła skryta
z jego milczenia ciszę wić
on pisze świat szerokim gestem
ona ocala krople chwil
on mówi życiu oto jestem
ona mu ściera kurz z tych mil
choć ona cieniem bywa drogi
w jego ogromie łapie ruch
on niesie w sobie świat szeroki
ona to mały jasny duch
bo są istnienia bardzo ciche
co z wielkich świateł biorą blask
nie chcą nad światem rosnąć pychą
lecz iść przy kimś przez długi czas
to tyle się napisałem.