Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane


 

Na strychu półmrok pot oblał ciało

schodzę po deskach stromą powałą

mijam kolumny w białej alkowie

wciąż jeszcze myślę o odbudowie 

 

A w sercu boleść by czas wiekowy

nie odciął tlenu z rozgrzanej głowy

chcę go zostawić o nim nie myśleć

powrócić na dół i z dworu prysnąć

 

I znaną drogą szary pagórek

wchodzę po gzymsie na samą górę

szybko przechodzę przez czeluść okna

staję na ziemi ku Tobie wzrok mam

 

W ramiona chwytam do piersi tulę

lecz czuję tulę samą koszulę

w auto wstępuję silnik zapuszczam

prysnęła chwila w drodze wiatr ustał

 

Słyszę za sobą w fali popędzie

jak drzwi trzasnęły w wielkim rozpędzie

Dwór pomruk wydał w trawy zamęcie

jakby się zapadł w czarcie tąpnięcie

 

Z mostku wyjeżdżam a za mną stawy

są już bez wody w ten dzień plugawy

nagle deszcz lunął samochód płynie

jak tratwa wątła w rwącej kotlinie

 

I rzeką spływam bezwiednie tonę

wchłania mnie żywioł wodne podwoje

hamulec duszę skroni nie czuję

w otchłań spienioną zawirowuję

 

A rozczulenia wciąż nie pojmuję

 

 

 

 


 

Na strychu półmrok pot oblał ciało

schodzę po deskach stromą powałą

mijam kolumny w białej alkowie

wciąż jeszcze myślę o odbudowie 

 

A w sercu boleść by czas wiekowy

nie odciął tlenu z rozgrzanej głowy

chcę go zostawić o nim nie myśleć

powrócić na dół i z dworu prysnąć

 

I znaną drogą szary pagórek

wchodzę po gzymsie na samą górę

szybko przechodzę przez czeluść okna

staję na ziemi ku Tobie wzrok mam

 

W ramiona chwytam do piersi tulę

lecz czuję tulę samą koszulę

w auto wstępuję silnik zapuszczam

prysnęła chwila w drodze wiatr ustał

 

Słyszę za sobą w fali popędzie

jak drzwi trzasnęły w wielkim rozpędzie

Dwór pomruk wydał w trawy zamęcie

jakby się zapadł w czarcie tąpnięcie

 

Z mostku wyjeżdżam a za mną stawy

są już bez wody w ten dzień plugawy

nagle deszcz lunął samochód płynie

jak tratwa wątła w rwącej kotlinie

 

I rzeką spływam bezwiednie tonę

wchłania mnie żywioł wodne podwoje

hamulec duszę skroni nie czuję

w otchłań spienioną zawirowuję

 

A rozrzewnienia wciąż nie pojmuję

 

 

 

 


 

Na strychu półmrok pot oblał ciało

schodzę po deskach stromą powałą

mijam kolumny w białej alkowie

wciąż jeszcze myślę o odbudowie 

 

A w sercu boleść by czas wiekowy

nie odciął tlenu z rozgrzanej głowy

chcę go zostawić o nim nie myśleć

powrócić na dół i z dworu prysnąć

 

I znaną drogą szary pagórek

wchodzę po gzymsie na samą górę

szybko przechodzę przez czeluść okna

staję na ziemi ku Tobie wzrok mam

 

I w ręce chwytam do piersi tulę

lecz czuję tulę samą koszulę

w auto wstępuję silnik zapuszczam

prysnęła chwila w drodze wiatr ustał

 

Słyszę za sobą w fali popędzie

jak drzwi trzasnęły w wielkim rozpędzie

Dwór pomruk wydał w trawy zamęcie

jakby się zapadł w czarcie tąpnięcie

 

Z mostku wyjeżdżam a za mną stawy

są już bez wody w ten dzień plugawy

nagle deszcz lunął samochód płynie

jak tratwa wątła w rwącej kotlinie

 

I rzeką spływam bezwiednie tonę

wchłania mnie żywioł wodne podwoje

hamulec duszę skroni nie czuję

w otchłań spienioną zawirowuję

 

A rozrzewnienia wciąż nie pojmuję



×
×
  • Dodaj nową pozycję...