Odrzucili kołderki z piasku —
bo cóż to — w tym bladym blasku?
ktoś przez morze pomyka rowerem.
Przetarli oczy — jak kapitan nad sterem,
gdy wyspa wyrasta na opak.
Nie pyta, który ptak
ich tu przywiódł —
ni czemu jak jabłka w kałuży — wydęci.
Spójrzcie za siebie i — już:
mapy chyże w skorupce pamięci!
-----
Płynąc po niebie, zarzucamy sieci:
dłońmi w złotej obwódce koraliki niecisz,
co tak dzwonią, spadając na ogrody szumne.
Łódkę — oddamy rzece, ale komu — trumnę?