Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czuję, że się rozsypałam. Lepszym określeniem w tym wypadku będzie: rozpłatałam.
Gdzieś między kuchnią a przedpokojem leży moja skóra — przymarza na kafelkach.
Gdzieś w łazience leżą kości — cicho, ale tak bardzo licho.
Tkanki wszelkie zgubione, kopnięte gdzieś pod grzejnikiem.
Układ krwionośny — zwinięty, zawinięty, skulony i przemielony.

Tak leżę, pełna wstydu. Jak mogłam znów pozwolić sobie tak się rozpaść?
Widzę siebie gdzieś z góry — moją skórę, moje kości, mój układ krwionośny — i tak mi żal.
Żal mi samej siebie, bo przecież wiem, że nie zasłużyłam.

Ale głowa moja, odizolowana, siedzi prosto — niby prosto — na krześle.
Krzesło stoi przy drzwiach, pilnuje, rygor utrzymuje.

Żal mi tak, żal mi tak samej siebie.

Za drzwiami da się usłyszeć ciche, niepewne, co chwilę przerywane pukanie.

Moja skóra, moje kości, mój układ krwionośny.
Leżą. Leżą cicho. Czuwają.

Moja skóra.
Moje kości.
Mój układ krwionośny.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


×
×
  • Dodaj nową pozycję...