marzy mi się kraina
która nie myśli
o polityce
taka która wstydzi
się jej ma ją w
dupie
marzy mi się kraina
która rozmawia
o porach roku
to one horyzontem
na dziś i jutro
i przyszłe
marzy mi się taka
kraina - lecz jej
nie widzę
mówią że zastrzeżona
tylko dla tych którzy
w nią wierzą
W krainie snu dobre wieści
rozchodzą się znacznie szybciej
niż te złe.
I moje pojawienie się
nad brzegiem płynącej leniwie Skai
uznano za dobry omen
a wręcz długo wyczekiwane święto.
Cztery ziemskie noce błądziłem
po znajomych mi krainach.
Tak tych przyjaźnie nastawionych
jak i tych położonych na rubieżach
jak Thraa czy Kadatheron.
Do Ultharu jednak
zagoniły mnie koszmary
powstałe w wyniku kolejnej
poważnej infekcji i gorączki.
Leczyłem się przez jakiś czas
w krainie ghouli.
Nigdy by mnie nie wypuścili,
gdybym wyjawił im
prawdziwy cel mojej podróży.
Koty Ultharu.
Ich rycerze i zagończycy,
od zawsze zwalczają ghoule.
Polują na nie dla zabawy i treningu
lub po prostu z nudy.
A nuda w Ultharze
potrafi trwać całą ziemską wieczność.
Dlatego ghoule
gardzą snem i jego marzeniami.
Wolą mgielne,
posunięte rozkładem nekropolie
o dusznym wyziewie moru.
Rozkwitłe, krzywo zbitymi krzyżami
na połaciach
zapomnianego ugoru pogranicza.
Odprawiają tam
czarnomagiczne sabaty,
harcują wesoło
po wnętrznościach mogił,
z odgryzionymi dłońmi
lub całymi nogami trupów
w ostrych lecz krzywych zębach.
Ghoule słyną z gościnności
dla mistrzów snu.
Lecz nie warto posilać się u nich
czymś więcej niż wodą.
Na szczęście ziemskie ograniczenia
tutaj nie sięgają.
Człowiek jest jedynie spragniony
przygód i zabawy
a także plotek i wieści.
Nie było mnie przez cztery noce
lecz tu minęło wieleset lat.
Choć czas o jakim zwykle mówimy
i do stosowania jakiego,
się dostosowaliśmy,
nie ma tu zastosowania.
Można powiedzieć,
że wszystko żyje lecz stoi w miejscu.
Nikt się nie rodzi ani nie umiera.
Postaci dzieci i starców
zdarzają się na ulicach.
Lecz są to mistrzowie snu,
odwiedzający jak ja tę krainę.
Ulthar, Celephais czy nawet Kadath,
zawsze wyglądają tak samo.
Zaproszono mnie do sali tronowej.
Byłem w niej setki razy.
Wysokie, marmurowe sklepienie
o żebrowym wzorze,
pokryte było freskami historii królestwa.
Były tam walki w Zaczarowanym Lesie,
wojny z ghoulami
a także podróż kociego króla
za Bazaltowe Słupy Zachodu
ku księżycowi.
Na pokładzie kryształowego galeonu
bez żagli a o anielskich skrzydłach.
Były tam księżycowe istoty
oraz postać Randolpha Cartera
w niewoli u Mi-Go.
Wszędzie
tak wokół tronu
jak i w kątach,
krzątała się kocia arystokracja i służba
a także uzbrojeni w rapiery strażnicy.
Byli tam persowie,
koty brytyjskie, egipskie,
zwykłe dachowce i syberyjskie
o jasnych, przenikliwych oczach.
Tron był wydawać by się mogło,
prostym fotelem o puchowych obiciach,
pełnym wełnistych frędzli i gałganów.
Zaściełał go stos
długowłosych kocy
i miękkich poduszek.
A na ich szczycie
dumnie wypoczywał koci król,
w otoczeniu swego haremu.
Był persem w sile wieku i umysłu.
Ciemną, połyskującą zdrowo sierść
ukrył pod zbroją ze złota a na łebku
spoczywał mu niewielki,
zdobiony najprawdziwszym rubinem
turban o barwie najczystszej bieli.
Panie Tracy,
Ulthar czekał na Pana
z utęsknieniem i można rzec,
że niby czarodziej,
zjawia się Pan idealnie w czas.
Nigdy zbyt wcześnie
i nigdy zbyt późno.
Ukłoniłem się
przed królewskim majestatem.
Koty Ultharu tak samo
jak ich ziemscy krewniacy,
są dumni, pyszni i przekonani
o wyższości swej rasy
ponad wszelkie inne
a w szczególności ludzi.
Tylko osoba o wyjątkowych cechach charakteru i woli,
może pozwolić sobie na to by stanąć
przed obliczem kociego króla
w sali tronowej.
Koty lubią postaci inteligentne.
Naukowców, wynalazców, artystów
czy poetów i bardów.
Uwielbiają ziemskie opowieści
o swoich kuzynach.
Choć trzeba przyznać,
że koty Ultharu są od nich
znacznie większe,
silniejsze, mądrzejsze
no i potrafią pisać i czytać
a nawet malować i rysować.
Koci król podobnie do mnie jest poetą.
Dodatkowo również miał zaszczyt spisać kronikę swego ludu
od dnia pierwszego
marzenia sennego o Ultharze
aż po finał wędrówki kotów
na rubieże krainy snu
do ruin miasta cyklopów.
Gdzie zginął jego chwalebny ojciec,
w walce z nocnymi zmorami.
Śnię o Ultharze bardzo często królu,
bo nie ma dla mnie
jako prostego człowieka,
większej nagrody ponad tą
która daje możliwość
spędzania wśród Was,
doskonałych istot,
czasu jaki oferuje mi
mój niespokojny ostatnio sen.
Tym razem wieleset lat błądziłem
po prastarych borach i krainach.
Górach Pierwszych Bogów,
śnieżnym i bijącym piorunami
Hateg-Kla.
Śniłem tak głęboko,
że wypadłem prawie
poza płaskowyż żalu…
nie karz mi królu mówić o nim
i samotnej górze w zimnej postaci
ostałej nad jego
grozą przeżartym jestestwem.
Król spuszył swe wspaniałe futro
na wspomnienie Kadath
a wzrok jego na mgnienie wręcz
osnuła mgła lęku.
Miast tego dał znak straży
a ci rozwarli wrota.
Wprowadzono o dziwo
kilku ludzkich więźniów,
w kajdanach i brudnych przepaskach.
Jednym z więźniów
bezsprzecznie była kobieta.
Ją rozkazano zakryć szczelnie
od stóp do głów,
a to dlatego,
że ziemskie kobiety
są w Ultharze postrzegane
jako synonim niesamowitego piękna
i seksualnych pragnień.
Wojownicy
gdy tylko spotkają ziemską kobietę
tracą zupełnie głowę i rozsądek.
Zakochują się bez pamięci,
piorą między sobą
a czasami nawet porywają je wywołując zbędne wojny i zatargi.
Słowem, kobieta w Ultharze
przynosi ogromnego pecha.
Więźniowie nie wyglądali mi
na mistrzów snu.
I z pewnością nimi nie byli.
Zdarza się, że niektórych we śnie
prowadzi wspaniała
i barwna wyobraźnia.
Wtedy czasami trafiają przypadkiem
do którejś z krain snu.
Są w niej jednak zupełnie zagubieni.
Nie znają miast, wiosek, postaci.
Trafiają wiedzeni jedynie strachem
do miejsc z których
już nie dane im będzie się obudzić.
Nie potrafią kontrolować snu.
Płyną z falą postępującego marzenia,
raz lądując
w bezpiecznym porcie łóżka,
innym razem
rozbijając się o skały koszmaru.
Więźniów postawiono naprzeciw tronu.
Zaiste prześmiewczy wydawałby się
Wam ten widok.
Koty w zbrojach
i z szablami w dłoniach
prowadzą spętanych, półnagich ludzi
przed oblicze króla kotów.
Dwóch z nich krzycząc,
błagało mnie o łaskę i wstawiennictwo.
Zostali szybko uciszeni
ostrymi pazurami,
które u kotów miejscowych
bardziej przypominały pazury lwa
niż dachowca.
Panie Tracy,
sądzę po pana mimice,
dokładnie tak samo jak ja,
uważa Pan, że nie ma
wśród nich mistrzów snu.
Lecz czy wobec tylu mileniów
spędzonych w krainie,
rozpoznaje Pan kogoś z tego grona?
Widział Pan ich kiedykolwiek na szlaku,
w którymś z
cudownych miast wybrzeża
lub w osadach i miastach
poza Morzem Południowym?
Jeśli nie to proszę się nie obawiać,
nie zostaną straceni, samica również.
Sprzedam ich górnikom,
lub wymienię na rubiny w Kadatheronie.
Ale wolałem zaczekać z tym
do pańskiego przyjazdu.
Nie chciałbym być winny
tak okrutnej zbrodni i zniewagi
jak sprzedaż przyjaciela,
własnego przyjaciela.
A więc czy rozpoznaje Pan
w choć jednym przyjaciela?
Długo patrzyłem
w ich umęczone oblicza.
Wychudzone postury.
Na bose stopy i spętane linami dłonie.
Zatrzymałem się i przy kobiecie.
Czułem podświadomie,
że jest inna niż reszta więźniów.
Nie odzywała się, nie szlochała
nie ruszała się nawet.
Dumnie wyprostowana
i ciskająca gromy
oczyma tak doskonale
zielonymi i dużymi,
że można by wziąć ją
za kuzynkę kotów.
Długo na nią patrzyłem.
Aż wreszcie…
Samicy nie znam
ale odkupię ją mości królu
i zapłacę sowicie
w lepszej walucie niż plugawi górnicy.
Zapłacę informacją dla Ciebie
i rycerskiej świty,
odnośnie tego gdzie
wasi zajadli wrogowie ghoule,
trzymają klejnoty
zrabowane z ciał cmentarnych.
A jest to skarb, który widziałem
nie dalej jak kilkanaście dni temu,
przekraczając bramę głębszego snu.
I rozpali on wręcz Wasze wyobrażenie.
Cały Ulthar będzie iskrzył blaskiem drogocennych kamieni.
A więc ziemska samica za informację?
Szedłem z nią
do kryształowego nabrzeża.
Mój statek o diamentowych żaglach
cumował w doku.
Weszła niepewnie po trapie.
Nie bój się. Już nikt Cię nie skrzywdzi.
Odstawię Cię
bezpiecznie za granicę snu.
Obudzisz się
i już nigdy tu nie wrócisz.
To sen.
Wręcz zdaje się być jawą.
Lecz to sen.
Podróż przez jego
nieskończenie rozległe krainy.
Ufasz mi?
Przytaknęła głową bez słowa.
Była piękna.
Jak sen.
Jak wieżyczki i zamki Celephais.
Jak tajemnicze i senne Ilek-Vad,
ukryte w wiecznym
półmroku zmierzchu.
Jak kamienny, wyniosły i nęcący Thalarion.
Jej oczy jak jego bramy
za które wejdziesz ochoczo
lecz nigdy już nie powrócisz.
Ulecieliśmy w gwiazdy.
Rozsiane po pogodnym nieboskłonie.
Galery pływały w tę i z powrotem
wokół nas
na szlaku ku księżycowi
i Bazaltowym Słupom Zachodu.
Wreszcie po wielu miesiącach żeglugi,
przekroczyliśmy je.
Chwilę przed tym,
pocałowałem ją czule,
zanim brzask
który rodził się nad falami,
zabrał mi jej postać do jawy.
A ja zostałem znów sam
w ukochanej krainie snu.
Obudziła się nagle w swoim łóżku.
Świt czerwienił się w oknie.
Przetarła sen z zielonych, dużych oczu.
Czuła się jak gdyby
spała miesiącami a nawet latami.
Błądziła we śnie tak realnym,
że przebudzenie było wręcz zbrodnią.
Pamiętała każdy szczegół.
Zaczarowany Las, Ulthar,
niewolę, ratunek,
podróż przez krainy wybrzeża.
Swego wybawiciela.
Mistrza snu i poetę.
Pocałunek na pokładzie jego statku.
A potem ciemność i przebudzenie.
Obróciła się na drugi bok,
przeklinając swoją
wybujałą wyobraźnię.
Zasnęła tym razem spokojniej.
Lecz już zawsze błądziła w jego niekończącym się śnie.
@Nata_Kruk Obyśmy patrząc w niebo wypatrywali tylko ptaki lecące ku nam, a nic innego. Natomiast niebo robi się za ciasne od nadmiaru innych obiektów kreujących nasz ziemski byt.