sięgam wielkiego błękitu
jak skrzydłem szaro-biały ptak
napęczniałe wilgocią obłoki,
najczulej otaczają przebudzonych...
a tak pragnę je zatrzymać,
nieuchronnie zagarnąć do siebie,
chwytne palce wprawiam w ruch,
przeszkadza mi tylko wiatr
zatrzymam się na granitowych stopniach,
zajrzę do swojej duszy,
tam niebo... mam jeszcze czas,
by rozbłysnąć!
na lustra nie oglądam
się - są w nas