Weszła po cichu, nikt jej nie widział.
Nawet nie spodziewałbyś się, że tak umie.
Rospierdol psychiczny, jej nie powstrzymał.
Dawnemu straconemu, teraz drogę wskazuje.
Jest niczym latarnia, bije od niej blask.
W najgłębszych ciemnościach zobaczysz ten płomień.
Sprawiła, że nie czujesz już samotności.
Bardzo dobrze wie, jak ona smakuje.
Zaczynasz jej pragnąć, to robi się chore.
Kiedy myślisz o niej, monotonnie.
W domu i w pracy, kościele czy w drodze.
Myślisz jakby smakowała jedna z jej powiek.
Smakołyk, którego nie może mieć każdy.
Już samym zapachem się rozkoszuje.
Czuje, że budzi bestię ze snu.
Chce bardzo, wgryźć sie w jej martwą skóre.
Nadchodzi okazja, domówka u kumpla.
Już wiesz, że tam będzie szykujesz ostrze.
Jakby uciekała, Ty ją zatrzymasz.
Chcesz chodź na chwilę, móc poczuć się dobrze.
To już ta pora, chwila po północy.
Goście przychodzą, dają prezenty.
Minęła godzina, jej dalej nie ma.
Mimo, że naostrzyłeś już swoje sprzęty.
Nie wiem co źle robię
Ale ciągle myślę o sposobie
Jak pokochać siebie
Jak czuć się jak w niebie
Chciałabym być prosta jak kartka papieru
Cienka idealna pełna manieru
Na kartce piszą da się ją przeczytać
A ja jestem zamkniętą jak zszywacz
Chciałabym być otwarta i nic nie ukrywać
A tak naprawdę muszę zgrywać
Że jestem idealna i szczęśliwa jak pies
Zawsze gdy ktoś mnie widzi nie wie co mi jest
Nie wie co czuję co się ze mną dzieje
Ale co w tym dziwnego jak tylko się śmieje?
Kartka jest prosta czysta jak niebo
gdy tylko ktoś na niej długopisem napisze
Brudzi się tylko od niego…