Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane


 

Rozchlapuję serce jakoby kto w krowie łajno bosą stopą wkroczył.

 

Niby ta dusza łomocę po polu niewidoczne dzwonki bydłu żałośnie rozbujam.

 

A w zboże rozchwiane rzęsiście się wlewam. 

 

Ponoć największa żałość przychodzi na ludzi gdy dom rodzinny ktoś z dymem puszcza.

 

Gdy strąca ostatnie posłanie lub suchar stary ze zgrabiałej dłoni wydłubie.

 

To nic przy cudzie krzyża z dróg rozstaju co ostał się niby Pan na niebiosach dmuchnął niepełnie.

 

A jedna struga najmniejszej mocy miała by ten pomnik żałości obalić. 

 

Tak tkwi na końcu lipowej alejki moje drzewo życia mój grzech popełniony co go słabym światłem miesiączek oświeca.

 

Jakby szkoda mu było promieni marnować na to miejsce smuty na czas zapomnienia. 

 

Niech by i sczezło w ziemię się zapadło niech i by bór wyrósł czy chłopskich chałup tysiące na szczycie pobudował.

 

Nie zdoła to wymazać z głowy zakamarków radości jakie wzniecało. 

 

O Piękna Pani wietrzyk w zatwardziałe serca zaprowadź a wybudź litość w setnym pokoleniu i wykop z mroku podziemnej krainy.

 

Te kolumny pękate i portyk przeczysty te dachówki karpiowe i ściany bielone w radości wykwitłe a słońcem na wiosnę umajone. 

 

A na powrót serce wkleję w parcelacji łaty.

 

 


 

Rozchlapuję serce jakoby kto w krowie łajno bosą stopą wkroczył.

 

Niby ta dusza łomocę po polu niewidoczne dzwonki bydłu żałośnie rozbujam.

 

A w zboże rozchwiane rzęsiście się wlewam. 

 

Ponoć największa żałość przychodzi na ludzi gdy dom rodzinny ktoś z dymem puszcza.

 

Gdy strąca ostatnie posłanie lub suchar stary ze zgrabiałej dłoni wydłubie.

 

To nic przy cudzie krzyża z dróg rozstaju co ostał się niby Pan na niebiosach dmuchnął niepełnie.

 

A jedna struga najmniejszej mocy miała by ten pomnik żałości obalić. 

 

Tak tkwi na końcu lipowej alejki moje drzewo życia mój grzech popełniony co go słabym światłem miesiączek oświeca.

 

Jakby szkoda mu było promieni marnować na to miejsce smuty na czas zapomnienia. 

 

Niech by i sczezło w ziemię się zapadło niech i by bór wyrósł czy chłopskich chałup tysiące na szczycie pobudował.

 

Nie zdoła to wymazać z głowy zakamarków radości jakie wzniecało. 

 

O Piękna Pani wietrzyk w zatwardziałe serca zaprowadź a wybudź litość w setnym pokoleniu i wykop z mroku podziemnej krainy.

 

Te kolumny pękate i portyk przeczysty te dachówki karpiowe i ściany bielone w radości wykwitłe a słońcem na wiosnę umajone. 

 

A na powrót serce wkleję w parcelacji łaty.



×
×
  • Dodaj nową pozycję...