Usiadłam sama; światło roztaczając
Radośnie lśnił letni dzień umierając;
Widziałam jak kona, patrzyłam jak znika
Z bezwietrznych łąk, z mglistego zagajnika;
I myśli w mej duszy się rozszalały
I serce się ugięło przed ich siłą
I gorzkie łzy z moich oczu tryskały
Bo słów na uczucie mi brakowało,
Które dostojną tę radość kalało
W tą godzinę, tak boską i tak miłą.
Pytałam siebie, - Dlaczego cennego
Tego daru niebiosa mi nie dały,
Wielkiego, przez wielu otrzymanego,
By się ich myśli w poezji splatały?
- To sny mnie osaczyły, - powiedziałam
- Z beztroskich dziecięcych lat dorastania;
Fantazja dzika wizje przekarmiała
Odkąd życie rozkwitło u zarania. -
Dziś, gdy nadzieja na śpiew się zbudziła,
Bezdźwięczną strunę ma ręka trąciła;
I wciąż oznaką mej melodii granic
Jest - Dość już twych starań, to wszystko na nic. -
I Emily:
Alone I sat; the summer day
Had died in smiling light away;
I saw it die, I watched it fade
From misty hill and breezeless glade;
And thoughts in my soul were gushing,
And my heart bowed beneath their power;
And tears within my eyes were rushing
Because I could not speak the feeling,
The solemn joy around me stealing
In that divine, untroubled hour.
I asked myself, “O why has heaven
Denied the precious gift to me,
The glorious gift to many given
To speak their thoughts in poetry?
“Dreams have encircled me,” I said,
“From careless childhood's sunny time;
Visions by ardent fancy fed
Since life was in its morning prime.”
But now, when I had hoped to sing,
My fingers strike a tuneless string;
And still the burden of the strain
Is “Strive no more; 'tis all in vain.”