Wstając poczułem, że muszę usiąść
Umysł znikł na chwilę
By zaraz pojawić się znów
Jako białe płótno
Wszystko codzienne
A jednak rzeźbi siebie na nowo
W korze mojego mózgu
Ze starego kranu co raz na wolność wyrywa się kropla
Ryjąc doliny nowo poznanej rzeczywistości
Wszystkie nerwy w moim ciele
Poczuły że powinny zacząć tańczyć
Chcą znaleźć się w rozszalałym Elizjum
Wtedy moje powieki opadły aż do stóp
A gdy znów wczołgały się na czoło
Obraz był jak średniowieczne dzieło
Stary i popękany