Pewien mężczyzna
o fioletowo sinej twarzy,
pełnej zastygłych kraterów,
opierając plecy
o betonowy kosz na śmieci,
zasypia w najlepsze.
Ileż to razy,
za tak zwany święty spokój,
przychodzi nam płacić
wysoką cenę.
Pewien mężczyzna
o fioletowo sinej twarzy,
pełnej zastygłych kraterów,
opierając plecy
o betonowy kosz na śmieci,
zasypia w najlepsze.
Ileż to razy,
za tak zwany święty spokój,
przychodzi nam płacić
wysoką cenę.
Pewien mężczyzna
o filetowo sinej twarzy,
pełnej zastygłych kraterów,
opierając plecy
o betonowy kosz na śmieci,
zasypia w najlepsze.
Ileż to razy,
za tak zwany święty spokój,
przychodzi nam płacić
wysoką cenę.
Pewien mężczyzna
o filetowo sinej twarzy,
pełnej zastygłych kraterów,
opierając plecy
o betonowy kosz na śmieci,
zasypia w najlepsze.
Ileż to razy,
za tak zwany święty spokój,
przychodzi nam płacić
najwyższą cenę.
Pewien mężczyzna
o filetowo sinej twarzy,
pełnej zastygłych karterów,
opierając plecy
o betonowy kosz na śmieci,
zasypia w najlepsze.
Ileż to razy,
za tak zwany święty spokój,
przychodzi nam płacić
najwyższą cenę.
Przez Waldemar_Talar_Talar, w Warsztat - gdy utwór nie całkiem gotowy