Zakradnę się w przebraniu Ewy
Do rajskiego ogrodu i zwędzę
Kosz rumianych, zakazanych jabłek.
Wąż nie zrobi mi krzywdy, bo tetryk
Już z niego, nawet nie zasyczy: ssyyy.
Po worek najlepszej mąki ciastowej
Udam się do starego młyna w Gdańsku.
Wpadnę do Maćka Boryny i poproszę
O czapkę jajek i dzban mleka od Mućki,
A cukier, cóż, na kartki, wleci sacharyna.
Cynamon, odezwij się, gdzie jesteś?
Antonówki starte razem z palcami,
Ciasto ugniotło się samo pod moim
Groźnym spojrzeniem spod byka.
Drożdże, do roboty, nie lenić się!
Dalej na blachę i do starego pieca,
W którym diabły palą, aż gorąc bucha!
Nim się cudny smakołyk zarumieni
I pudrem oprószę jego barwne lica,
Ślinka cieknie, czas się ciągnie, jak makaron.
Hurra! już pora wyjmować, lecz nim padło:
„Ręce umyć, ustawić się równo w kolejce!”
Po chwili nieuwagi zostały tylko okruszki,
A winowajcy, pogwizdując, podziwiali sufit.
„Smacznego” poczeka na jutro...