morze wchodziło w nas brudne i my brudni wchodziliśmy w morze
jak pięknie umieraliśmy z oczami ku gwiazdom a tliło się
ciągle tliło na dnie aż dym szedł nozdrzami słodka trucizna
krwawiła pod skórą aż napuchnęliśmy nią na zawsze
a teraz otwierają nam stygmaty i sprawdzają jak dobrze reagujemy na bodźce
czy źrenice wciąż rozszerzają światło czy potrafimy mówić w języku ryb
mową roślin oddychając bezszelestnie przeponą suchym gardłem
czy w porannych kolejkach tulimy się do zimnych szyb
czujesz czy tylko myślisz że czujesz
może już nas zakopali i właśnie obudziliśmy się w trumnie
albo wszystko wokół to głęboka szafa matka nasza
rodzicielka naszych lęków szafa nasza opiekunka drżenia zaplątania
żyć będą w nas samotne dzieci będziemy pisać dla nich bajki
może ci którzy po nas płakali są teraz przydrożnymi drzewami
może badają nowe kosmosy i rozszczepiają tkankę w poszukiwaniu
srebra albo szepczą w ciemności obce imiona na przywołanie
innych duchów niż te które zostawiliśmy za sobą
a przecież nie mogło być inaczej
bo nas policzyli co do kwarka
co do włosa na głowie