sumak
kiedy słońce rozlewa się zza grzbietu góry
to znak że święta nakrywa płaszczem pola
u jej stóp słucha modlitw o brzasku
ich torsy wzbierały jak stogi mówili
półgłosem oczy mrużąc w dymie
potem poszło szybko
kwik ustał rażony obuchem
śmiech szczęk zapałek ujadanie psów
kłęby pary na mrozie z nad kotła
z głowizną jak gargulce na gzymsie
chichoczą cheruby kiedy wieczór
rozlepiał światło lampy plamani
krwi nie zrzedł mrok nie wstała gwiazda
nie stwardnianiały dłonie w sam raz
do siekiery chłopcy wyszli za oborę
brudy ze świni rozrzucają w śnieg