Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Czuję się samotna,
tak bardzo samotna,
jak oddalona gwiazda na niebie,
odtrącona od swojego gwiazdozbioru.

Jak wilk, odrzucony przez watahę,
jak księżyc - niedoceniany.

Czy kiedyś poznam swoją iskierkę,
która podniesie mnie na duchu,
użyczy mi swej empatii,
i będzie patrzeć mymi oczami 
na blask księżyca,
na taflę wody w stawie…

Powiedz mi, że tak będzie,
aby przynieść memu sercu ulgę.

Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

No niestety, nikt Ci tego  nie powie.

Mało tego, wizja miłości opisana w tym wierszu jest nierealna, jak z bajki dla grzecznych dziewczynek.

Ja bym powiedziała, że prawdziwa miłość jest jeszcze trudniejsza, niż fedrowanie urobku na grubie ;) (Jeśli są tu Ślązacy, to mam nadzieję, że mnie poprawią, jeśli coś źle napisałam).

Empatia i pełne zrozumienie w miłości to mit, jak również takie słodkie pokrewieństwo dusz. Raczej bym powiedziała, że to ciągłe obijanie się o siebie i obróbka jak kamieni łupanych.

I każde patrzy swoimi własnymi oczami na świat, no niestety, przez pryzmat własnych ograniczeń.

W miłości to jest bodajże najcięższe do przetrawienia.

Miłość nie ma leczyć z tęsknot młodzieńczej samotności. To jest najbardziej bolesne w życiu wyzwanie, choć oczywiście, piękne, ale w zupełnie inny sposób, niż opisujesz.

I całe szczęście, że na razie peelka musi na nią poczekać, bo na obecnym etapie rozwoju emocjonalnego,  bardzo by się rozczarowała.

Edytowane przez tie-break (wyświetl historię edycji)
Gość vioara stelelor
Opublikowano (edytowane)

@Charismafilos Wiem, że do pewnych rzeczy dorasta się i dojrzewa, ale wiesz, według mnie karmienie się bajkami raczej powoduje to, że mamy nierealne oczekiwania w stosunku do ludzi, a to potem rodzi jeszcze większe frustracje.

Bo przecież miało być tak pięknie!

 

Najlepiej w ogóle - jak napisała @violetta - cieszyć się samotnością, póki można, bo w niej się także człowiek rozwija.

Edytowane przez tie-break (wyświetl historię edycji)
Gość vioara stelelor
Opublikowano

@CharismafilosNo tak, masz rację, na cudzym doświadczeniu nikt się jeszcze niczego nie nauczył ;)

@violettaNie ma, jak niezależność.

Śpisz, kiedy chcesz, jesz, kiedy chcesz, czytasz, kiedy chcesz, zmywasz, kiedy chcesz, i nikt ci o nic nie ryje bani :)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...