Za omszałą opoką przy rzece,
gdzie dojdzie się tylko idąc w dół,
stoją dwa krzesełka — i wiklinowy stół.
A na nim sztućce z traw splecione
przez nimfę bez oblicza.
Karmi mnie ona — i powody wylicza,
dla których lepiej mi będzie z nią —
przy wątłym świetle znicza.