Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Oni się chyba uczyli wszyscy w jednej szkole :) Dużo jest bardzo dobrych kanałów z podcastami na youtube, i bardzo dobrze, że są, bo nie każdy może sobie sam poradzić z psychiką poszarpaną przez kontakt z narcyzem, nawet przelotny.
    • @tie-breakTak, dokładnie ten przypadek!  
    • 3 stycznia 2026 roku, godzina 7.00 rano. Człowiek jeszcze nie zdążył wypić pierwszej kawy, a tu już taki komunikat: amerykańscy żołnierze pojmali prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro wraz z żoną podczas próby ucieczki. Pojmali go w Caracas. U siebie. We własnym kraju. To się - cytując klasyka - w pale nie mieści. Ale najwyraźniej mamy nowy rok, więc i nową logikę. Jak można pojmać głowę państwa u niego w domu? Okazuje się, że można. Trzeba tylko mieć odpowiednio silną armię, odpowiednio słabego przeciwnika i odpowiednio elastyczne podejście do prawa międzynarodowego. Reszta to już tylko szczegóły techniczne. Nie ukrywam - nie mam w sobie ani grama sympatii do dyktatury.  Maduro życzyłem jak najgorzej. Miliony Wenezuelczyków żyły w kraju, który formalnie był państwem, a faktycznie ruiną. Inflacja jak z podręcznika ekonomicznego horroru, brak podstawowych towarów, represje, emigracja. Około osiem milionów ludzi opuściło kraj. To nie statystyka - to całe miasta w drodze. Więc tak, można powiedzieć, że Wenezuela odetchnęła. Że ktoś wreszcie zrobił porządek. Że dyktator z krwią na rękach został wyeliminowany. Tylko że zrobił to… inny człowiek sprawujący władzę w sposób, który delikatnie mówiąc, nie jest wzorem cnót republikańskich. I tu zaczyna się matematyka moralna XXI wieku. Dwa minusy dają plus Zły dyktator został usunięty przez złego wyzwoliciela. Dwa minusy. Czyli - według logiki świata - plus. Brzmi prosto. Wręcz uspokajająco. Jak rachunek w sklepie: było źle, teraz jest lepiej. Ale czy na pewno? Zbawca z pomarańczową gębą i srebrną grzywą ogłasza sukces. Operacja przeprowadzona sprawnie, bez wielotygodniowych bombardowań, bez medialnej jatki. Konkursowo. Tu trzeba oddać sprawiedliwość: tak się robi operacje wojskowe, a nie jak w wykonaniu przyjaciela Putina, który potrafi zamienić „specjalną operację” w kilkuletnią masakrę. Świat patrzy. Jedni klaszczą po cichu, inni głośno oburzają się na naruszenie suwerenności państwa. Zgodnie z prawem międzynarodowym - działanie bezprawne. I tu demokracje mają rację. Tylko że ta racja… jakoś dziwnie selektywna. Bo skoro tak bardzo oburzamy się losem Wenezueli, to dlaczego świat od dekad toleruje dyktatury z Półwyspu Arabskiego? Tam, gdzie praw człowieka nie tyle się nie przestrzega, co wręcz nie zna definicji. Gdzie kobieta bywa dodatkiem do mężczyzny, a mniejszości seksualne - przestępstwem. Gdzie za krytykę władzy można zniknąć szybciej niż Maduro z Caracas. I co? I nic. Wszyscy się tam spotykają. Uśmiechają. Podpisują kontrakty. Robią zdjęcia. Bo ropa. Bo gaz. Bo interesy. Wyzwolenia, które nie wyzwalały Historia uczy nas jednego: każda interwencja zaczyna się od słów „wyzwolenie”, a kończy się zwykle znacznie mniej szlachetnie. Amerykanie chcieli wyzwolić Koreę - skończyło się milionami ofiar, podziałem kraju i reżimem, który straszy świat do dziś. Wietnam - kolejne miliony zabitych, trauma pokoleń. Irak - chaos, terroryzm, rozpad państwa. Afganistan - dwadzieścia lat wojny i powrót do punktu wyjścia. Libia - rozpad i fala migracji. Bilans? Niezbyt imponujący. Chyba że ktoś liczy sukcesy nie w stabilnych państwach, ale w kontraktach, wpływach i strefach oddziaływania. Może więc nigdy nie chodziło o sukces. Może chodziło tylko o interesy, a reszta to narracja dla mediów i wyborców. Świat demokratyczny jest dziś oburzony. I słusznie - bo jeśli dziś można porwać prezydenta jednego państwa, to jutro można każdego. Tyle że ten sam świat od dziesięcioleci wybiórczo stosuje swoje zasady. Prawo międzynarodowe przypomina czasem regulamin siłowni: obowiązuje wszystkich… ale niektórych bardziej. I tak żyjemy w rzeczywistości, w której: - mamy technologie z kosmosu, - prawo ze średniowiecza, - a mózgi… z paleolitu. Wciąż dzielimy świat na plemiona. Na „naszych” i „obcych”. Na dobrych i złych morderców. Na tych, którym wolno, i tych, których trzeba ukarać. Mamy gadzie mózgi , a żyjemy w nowoczesnym świecie. To nie jest nowy problem. To stary problem w nowym opakowaniu. Gadzi mózg nie zna pojęcia uniwersalnej sprawiedliwości. Zna tylko swój interes. Reszta to narracja. Dlatego jeden dyktator jest „zagrożeniem dla świata”, a inny „partnerem strategicznym”. Dlatego jedne zbrodnie są potępiane, a inne przemilczane. Dlatego jednych wyzwala się bombami, a innych chroni kontraktami. Czy Wenezuela na tym zyska? Chciałbym wierzyć, że tak. Naprawdę!  Chciałbym, żeby tym razem historia zrobiła wyjątek.  Żeby dwa minusy rzeczywiście dały plus. Żeby ludzie mogli wrócić do domu, a kraj zaczął się odbudowywać. Ale doświadczenie uczy mnie ostrożności. Nowy rok przyniósł nową logikę. Ale mechanizmy są stare jak świat.  Zmieniły się tylko dekoracje, flagi i technologie.  Zamiast mieczy mamy drony. Zamiast listów gończych - tweety. Zamiast imperiów - „koalicje”. I tak dalej dzielimy świat na dobrych i złych. Tylko że coraz trudniej odróżnić jednych od drugich. Niestety    
    • @Leszczym Rozumiem! Chcesz uznania za swoją prawdziwą twórczość, nie za dostosowanie się do cudzych oczekiwań. To klasyczne napięcie między autentycznością a komercyjnym sukcesem. To chyba dotyczy wielu twórców - dylemat między pozostaniem wiernym swojej wizji a pisaniem tego, co "powinno się" pisać, by otrzymać uznanie establishmentu. Pozdrawiam. :) 
    • @Berenika97O też znany temat, cała rodzina ustawiona, bo przecież na zewnątrz i wobec innych ludzi narcyz tworzy wrażenie idealnego partnera, zatroskanego o żonę, która świruje i ma ze sobą problem. W środowiskach szerszych,  grupowych, taki typ zawsze ma wianuszek tzw. latających małp, które uważają go za guru. Temat rzeka.   Oczywiście dotyczy to też kobiet - narcyzek, bo i takie się zdarzają.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...