W padole konfliktu wartości,
horyzont zdarzeń
traumatycznych
oddziela mnie od mgławic
gwiazd srebrzystych.
Tuż przed rozpadem
połowicznym
rozdwojonej jaźni
chwytam wiązkę światła
w wyobraźni.
Oplatam tym światłem
brzuch
wtem z padołu ciemności
woła do mnie
cud narodzin
Bo widzisz, ja pragnę
narodzić się na nowo,
lecz bez śmierci.
Tak filozoficznie.
A ty?
Podróżujesz myślami
pod róż girlandą
nie wierzysz mi
że wszystko wokół
jest propagandą
Uciekasz na balkon
idę za tobą
jestem tam z tobą
– a mimo to
samotnie
spoglądam w gwiazdy.
Konstelacje kruszą się
w kryształy,
gdy mlekiem płynie
galaktyka twych oczu.
Wtedy patrzysz na mnie
z miłością
ja zapalam cygaro,
buchem kolejnych mgławic
kreuję mikrokosmos.