W czterech ścianach płonie strach,
Cisza krzyczy, serce drga.
Na stole zimny chleb i łzy,
A w oczach dziecka — koniec gry.
Zagubiony w cieniu win,
Własny gniew pożera dni.
Chciałem tylko być kimś znów,
A zostałem echem krzywd i słów.
Zasłaniasz blizny — wstyd i żal,
Mówisz „nic się nie stało”, jak co dnia.
Ale nocą słyszysz płacz,
To twoje serce woła: „dość już masz!”.
Roztrzaskane lustro wciąż,
Pokazuje twarz bez słów i rąk.
Czy przebaczenie ma jeszcze sens,
Gdy każdy krzyk to nowy grzech?
Nie bij, nie krzycz, nie niszcz snów,
Niech miłość wreszcie przerwie ból.
Z popiołów wstań i zacznij żyć,
Bo w każdym z nas jest światło i krzyk.
Niech echo ciszy woła nas,
By nikt nie płakał jeszcze raz...
p.s.
Tekst jako piosenkę można posłuchać tutaj