Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Światło wisiało nad nią tak, że nie mogła niczego dotknąć.

Rozchodziło się i wzrastało dając iluzje w jej oczach.

To był dopiero początek rzeczy które niespodziewanie znikały.

Najpierw była to mała lampka zdobiona witrażem z bursztynu odziedziczona w spadku po bogatej ciotce.

Nigdzie nie mogła jej znaleźć tak jakby nigdy nie istniała.

Szukała jej po całym domu aż miała wątpliwości czy kiedykolwiek takie zdarzenie z udziałem przedmiotu miało miejsce.

Może nigdy jej tak naprawdę nie otrzymała.

Znalazła coś znacznie ciekawszego, była to teczka z starymi wierszami na strychu.

Mimo to każda kartka była pusta, ktoś musiał podmienić zawartość.

W tym domu od niepamiętnych czasów znikały różne rzeczy.

Coś nie tylko kradło dane rzeczy, ale i kazało kwestionować swoją pamięć na temat rzeczywistości.

Czuła się w tym domu przytłoczona, może dlatego, że nigdy nie był to jej prawdziwy dom.

Myliło się jej zawsze z domem naprzeciwko, który był bliźniaczą kopią tylko stał opuszczony.

Bo po co komu dwa domy?

Próbowała sprzedać nieruchomość, mimo to nikt jej nie widział,

a pustego terenu nikt nie chciał kupić.

Kupcy którzy chcieli kupić teren na dom po dokładnym oglądnięciu zmieniali swoje zdanie.

Mówili, zbyt jasno tutaj, czuje się jakby coś wypalało moje wnętrzności.

Ona jednak doskonale wszystko widziała.

Rzeczy raz z jednego domu przechodziły do drugiego i to był ten kłopot.

Nie miała czasu i ochoty przechodzić po kilka razy dziennie.

Zwłaszcza, że zmieniały położenie.

Nie można było utrzymać porządku który tak uwielbiała.

Po wsi zaczęły chodzić głosy,  że kobieta jest czarownicą.

Ktoś o wyjątkowo złym humorze próbował podpalić rezydencje.

Niestety blask go oślepił i pochodnia podpaliła jego ubrania z nim samym.

Nikt już więcej nie mówił  złego słowa z obawy przed magią ochronną.

Tak naprawdę nie była w żadnym wypadku czarownicą

Co najwyżej kobietą o wyjątkowym  zmyśle wzroku.

W krótce ona zaczęła znajdywać czasami drugą siebie.

Witała się z nią, patrząc  sobie głęboko w oczy, uświadamiając sobie  jak jest samotna.

Codziennie piła kawę w ogrodzie który starała się pielęgnować.

Jednak kiedy zbyt długo przykładała do tego wagę, bała się, że przypomina swoją matkę.

Matka była kobietą o wyjątkowo paskudnym charakterze.

Wcielała się w role ofiary, z powodu tego, iż nikt nie chciał z nią rozmawiać.

Kiedy bowiem rozmawiała, nie pozwalała mówić o niczym innym jak o swoim ogrodzie.

Nawet jak natrafiała na miłośnika ogrodnictwa, to nie pozwalała dojść  innym do głosu.

Przez pewien czas jak była dzieckiem, podziwiała matkę. Kiedy jednak zerwała dla niej bukiet kwiatów z ogródka, wściekła zostawiła swoje dziecko naprzeciwko,  karząc jej tam być cały dzień i przemyśleć swoje postępowanie.

Wtedy po raz pierwszy z rzucanego światła, dom zaczął się rozbudowywać.

Rodzic nie przykładał wagi gdzie całymi dniami jest dziecko.

Ważne, że nie przeszkadza.

Wkrótce kiedy przyszła zobaczyła matkę z tyłu domu od strony lasu całą we krwi.

Było ślisko od deszczu, poślizgnęła się i głową uderzyła o beton.

Zakopała jej ciało aby ogród ją pochłoną.

Od tej pory miała na własność dwa domy i siebie samą.

Tak nie mogło być, chciała opuścić dom i zacząć żyć gdzie indziej.

Jednak przeszkadzała jej w tym druga wersja osoby tworząca jeden nie spójny byt.

Nie chciała odejść od domu czując bezpieczeństwo.

Nie było innej możliwości, musiała zabić inną siebie.

W tym momencie popijała kawę obserwując ryby w przydomowym stawie jak jedzą pokarm.

Przyszła do jej domu dała jej naszyjnik z pętlą jako prezent.

Nałożyła jej na szyje i zachęciła do próby lewitowania jako formę zabawy.

Udusiła się tak na śmierć.

I mogła odejść, jednak to nie ona była prawdziwą sobą.

W krótce zaczęła opadać jak płatki przekwitniętych kwiatów.

Wyszła za mąż za krawca który widząc osobę bez oczu przyszył starannie wyhaftowany zamiennik.

Niestety wkrótce jej nogi zaczęły odpadać, po parę razy w tygodniu przyszywał.

Jej kościste marniejące w oczach ciało przykrył sukienką balową.

Niestety nie mogła dłużej żyć bez siebie samej.

Znalazł na jej miejsce pękniętą bursztynową lampkę, a jej samej nigdzie nie było.

Po czasie zdał sobie sprawę. To pozostałość jej samej jest tym światłem, rzucanym przez światło lampki  

Światło wisiało nad nią tak, że nie mogła niczego dotknąć.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Gosława Jakże nie zerkać,                       jak ptaszek ćwierka. Sto lat Reniu.
    • @bazyl_prost Dzięki. Myślisz, że to oda do braku słów? Czy jeszcze coś innego?
    • trochę by było niebezpiecznie gdyby tak było , pewnie chcesz na Islandię?
    • Stary cenzor Wasyl Aleksiejewicz Srogin siedział za biurkiem i czytał właśnie rękopis, który mu przyniósł do opinii 36 –letni poeta. Wasyl trzymając papierosa w ustach cedził każde słowo, które wypowiadał komentując obszerne dzieło. - No wot , -mruknął w końcu wypuszczając kłęby dymu nosem. - Nawet byłoby niezłe, ale strasznie długie. Nie dałoby się tego jakoś skrócić ? Te zapychacze w wersach w dodatku wszystko psują. Okropna zaimkoza już na samym początku. Kilka zaledwie wersów i co mamy? wszystkie wasze zaimki po kolei : moja, ty, cię, ten ,cię ,twą ,tobie i tak dalej i tak dalej... - Ależ, proszę pana…to jest inwokacja – usiłował się bronić autor. - Proszę mi nie przerywać, bo nigdy się pan niczego nie nauczy –warknął złowieszczo Wasyl i zapalił kolejnego papierosa. Cały pokój po chwili wypełniony był błękitnym dymem o nieprzyjemnym zapachu. - Okropne poza tym są te rymy – kontynuował cenzor – jak wy to nazywacie? Aaa … rymy częstochowskie…. -istna grafomania panie poeto... -w sumie całość do poprawy albo do wyrzucenia. Poeta posmutniał i rzekł zdławionym głosem : - Trudno, skoro się nie podoba panu to pojadę z tym tekstem do Paryża. -Może tam będą innego zdania i mi to wydrukują. - A jedź pan, gdzie pan sobie chcesz – odrzekł Srogin i zawołał sekretarkę. -Taniu , zrób mi mocnej kawy i odprowadź pana poetę. - -Ha ha chciałby być lepszy od naszego Puszkina ! wykrzyknął jeszcze tubalnym głosem. Poeta wziął z biurka Wasyla rękopis i z szacunkiem przy drzwiach się ukłonił.   Za oknem coraz mocniej świeciło słońce. Na drzewach głośno śpiewały ptaki. Piękna była tamta warszawska wiosna . Był rok 1834.  
    • Wulkan, nie kobieta Moje serce płonie przy tobie Wprowadź mnie do serca wulkanu Będziemy miłością w postaci lawy Nie pozwólmy, by ta lawa ostygła, zapraszam na kawę Nadszedł okres gorących dni oraz miesięcy Na Ziemi kwitną czerwone róże, są wulkany, a ty jesteś wyjątkowa Świat obawia się wulkanów, lecz ja się cieszę, że jesteś Wszystkie wulkany na świecie, łączmy siły, wybierzemy się na wizytę Rozpalimy jego serce Czyż nie zbliża się era wulkanów? Otwieram serce dla wulkanów, zapraszam do środka                                                                                                                                                       Lovej . 2026-02-16           Inspiracje . Siła miłości
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...