Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

W Twoim wierszu istna walka żywiołów, gra mi na emocjach

Ja też nie, to brzytwa, której chwyta się tonący, a człowiek utonie tak czy inaczej

 

Twój wiersz zostanie ze mną na dłużej

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Opublikowano

@kwintesencja a to jest jeden z moich ulubionych wierszy, z którym obudziłam się pewnego okropnego poranka. Pytałaś w jaki sposób piszę - ten po prostu spisałam na szybko na to, co miałam pod ręką ;) Ale chyba muszę mieć poetycki haj, czyli cierpieć z jakiegoś powodu - wiadomka, że ze szczęścia to żaden wiesz ze mnie nie wylazł ;) Ale czasem mam puentę lub tytuł i wracam tygodniami, żeby skończyć. Myślę, że pewne słowa czekają na wywołanie u mnie. Mam absolutnie romantyczne podejście do pisania ;)

Opublikowano

@wolnosc_mojej_duszy  Oto ja - fan wszelakich wierszy bożych, przybyłem dać sedrucho! ;D

Ogółem to ja na żadne prognozy nie patrzę i są mi raczej obojętne. Przez okno widać, czy pada, czy zimno - i podłóg tego dobieram odzież. Tym sposobem z satysfakcją rujnuję "boski plan", który - jak rozumiem - zakładał, że mam zmoknąć i zmarznąć ;]

Dobra, śmieszki na bok. Co ja sądzę o wierszu, to wiadomo, nie będę się powtarzał. Jedno tylko powtórzę - Twój szyk zdania bywa dla mnie nienaturalny i wciąż próbuję do niego przywyknąć. Ale taka uroda Twojej poezji, do której ja się z pokorą dostosowuję.

Przeżyłem Twój wiersz z przyjemnością.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

W pierwszej chwili przeczytałem: raj, a nie "haj" i byłem zachwycony tym zdaniem. Potem doczytałem i jakiś tam promil zachwytu mi ubył, ale nadal uważam, że ta Twoja myśl to jest złoto warte wiersza ;D

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Weź mi napisz, gdzie ten szyk nienaturalny. Cieszę się, że przywykasz, ale żeby naginać reguły pisania, to warto byłoby mi jednak poznać normalność ;) 

xD to pisz :)) Ja tam nie umiem o raju #team piekło

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

@error_erros i jeszcze jedno! Twoja interpretacja jest całkiem niezła - podmiot liryczny tego wiersza jest obrażony na Boga, bo obiecał "deszcz" a tu nie ma ani deszczu, ani Boga! Ściskam!

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nie mówię, że Twój ulubiony szyk jest nienormalny. Mówię, że dla mnie jest nienaturalny. To czysto subiektywne odczucie. Głównie chodzi mi o czasowniki przesuwane na koniec wersu.

No i o ile z tymi czasownikami to taka maniera po prostu, o tyle tego piruetu "słów które mają pod wiatr zawsze" to już nie rozumiem zupełnie. Po co Ci to dziwne "zawsze" na końcu? Co wiersz by na tym stracił, gdybyś napisała po prostu: słów które zawsze mają pod wiatr? :P

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Można powiedzieć, że to chyba najbardziej satysfakcjonujący proces twórczy. U mnie sama potrzeba pisania zrodziła się z rozpaczy, z którą nie umiałam sobie poradzić, więc wiem o czym mówisz

 

szanuję i wręcz zazdroszczę!

Opublikowano

@error_erros

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

A tak - co racja, to prawda. Często przerzucam czasowniki na koniec wersu, w moim odczuciu to go dociąża i zwraca uwagę, że jest to ważne słowo, nadaje to moim zdaniem jakiejś twardości jak wydaje mi się, że jest miałko. Ale zwrócę na to uwagę :) Ja w ogóle używam bardzo dużo czasowników i jest to częsty "zarzut" dla mojej poezji. Chyba tak mi się po prostu układa w głowie. A wers z "zawsze" rzeczywiście ma zmieniony szyk, ale tu celowo to "zawsze" jest na końcu, by odpowiadało. Gdybym tu wstawiła interpunkcję, to przed nim byłoby przecinek. Zastanawialam się nad nią jeszcze przed wstawieniem, ale zostawiałam w oryginale. Dziękuję za wszystkie słowa - dużo się uczę od Ciebie - zawsze ;)))

Nie, to należy rozpatrywać w kategorii: Niedogodności życiowe i rozpacze ;)

Opublikowano

walka żywiołów, warto zawalczyć, dla mnie Bóg jest mistrzem, nawet technologii. w Dubaju drony wywołują deszcz i mają zielono, pięknie i ciepło. gdyby nie te podziały przez ludzi, to bym mieszkała w raju:)

Opublikowano

@Tectosmith Dziękuję za analizę - wszak po to publikuję, żeby ktoś przeczytał i wypowiedział się czy dalej to robić, czy zająć się pisaniem do szuflady. Poezja to pisanie uczuciami - każdy ma inną wrażliwość i inny odbiór. W sumie, jakby nie patrzeć, może być rozrzut w ocenie wiersza dość duży. Ale spoko, nie przyszłam tu po zachwyty;) Wiersz porusza tematy Boga, natomiast daleko mu do znamion modlitwy, psalmu itp. Dlatego patrzenie na niego tylko pod tym kątem uważam za niesprawiedliwe, jest to temat jak każdy inny i właściwie tematy religijne nie są tu najważniejsze. Pozwolę sobie napisać o czym dla mnie jest ten wiersz i spróbuję nie urazić niczyich uczuć - wierzących i niewierzących, bo mam gdzieś, kto kim jest;)

 

 

Bóg przymyka oczy

gdy pytam o pogodę w piekle

opuszcza głowę

widząc jak wycinam

grzmoty i chmury

z kawałków gwiazd które mi zostawił

(Tu podmiot liryczny ma żal i pretensje, że pomimo wiary nie uchroniło go to od przeżycia traumy, czegoś złego - wycinać grzmoty i chmury to metafora złości, braku czekania na cud)

 

w boskim planie 

pod wiersze

chowałam tysiąc słońc 

wiem już - niepotrzebnie 

(Podmiot liryczny wykazywał się niezmąconym zaufaniem - ale jak widać sam odkrył, że ślepe podążanie za wiarą w dobro i miłość nie ma sensu)

 

nie wierzę w prognozy

i w obietnice 

słów które mają pod wiatr zawsze

(Tu następuje podkreślenie konkluzji poprzedniej strofy)

 

z rozrzuconych w moją stronę 

listów ciszy 

wydzieram resztki nieba

(Brak odpowiedzi na pytania kierowane do Boga zmuszają PL do samodzielnej próby budowania sobie m bezpiecznego miejsca)

 

w naiwnym porządku snów 

oczy nieporadnie zamykam

(Nie bez powodu użyłam słowa "naiwnie" i "nieporadnie" - PL czuję się osamotniony, już nie chce pomocy bożej, odwraca się od niej, liczy się tylko z własnym zdaniem, ma świadomość własnej ułomności, ale nie poddaje się)

 

przed tobą - deszczem 

zapowiadanym kiedyś 

w piekle

( I tu małe clue - deszcz jest metaforą ratunku w trudnej sytuacji - trzeba tu wrócić teraz do początku wiersza i dojść do wniosku, że PL mimo odrzucenia wiary jako realnej pomocy w życiu, wciąż dopytuje Boga o pogodę... Czy może jednak "na wszelki wypadek nie wierzyć asekuracyjnie w cud. Zostawiam z przesłaniem, że... jak trwoga to do Boga)

 

 

Wiem, że tematy "z Bogiem" są nie do końca ciekawe dla wszystkich - i ja to rozumiem. Też nie chcę czytać wiersza o budowie statku na przykład.

Można mi wiele zarzucić w tym wierszu - jest wiele niedociągnięć technicznych, ale nie braku logiki. Pozdrawiam:)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Rozważałam czy zrobić 4. To mój starszy wiersz - dziś zrobiłabym pewnie biały plus interpunkcja :)  Mogę zapytać jaka byłaby wersyfikacja? Jestem ciekawa :) Pozdrawiam!

Opublikowano

@error_erros

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Myślę w głowie, czym by Cię zagiąć - jaki temat mógłby być tak obcy jak tylko się da - na większość tematów coś ułożysz. Właśnie doszłam do wniosku, że jestem przegrana w tym zakładzie. I na co mi ta poezja? Tu muszę przyznać wyższość umiejętnościom rymowania. Do czego mój talent do pisania wierszy wolnych się przydaje? I jak nadać poetyczny wymiar takim słowom jak kadłub lub maszt

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Ty zdaje się nie chcesz zrozumieć, że jesteś na Portalu Poezja Polska, ten portal zobowiązuje do zachowania norm etyczno-obyczajowych (chyba wiesz jakie to są zasady?), twój lekceważący stosunek jest obraźliwy, ja osobiście nie mam różowych okularów i licz się z tym, ze jeśli pomawiasz to otrzymasz (krótko bo mi się nie chce ciebie jeszcze traktować poważnie). Potraktuj to jako upomnienie nie jako naganę i nie proś się o więcej. 

 

 

Edytowane przez sam_i_swoi (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • A tak przy okazji:   Puść życie wolno, przestań nalegać. Przestań narzucać własne wybory. Życie jest większe niż ty - dzieciątko, zrobi co zechce, trochę pokory.   Przyjmij co idzie, choćby niechciane, bo nigdy nie wiesz co z drugiej strony góry - nie widać. Mapy też nie ma. Może tam stok jest nasłoneczniony?   Przyjmij co idzie, choćby niemiłe, nie wszystko musi mieć sens od razu. Zakręt na drodze, świat się odsłania, wiesz po co zmiana już z biegiem czasu.   Autor: beta_b   Styl i forma taka sama i stąd mój wniosek: niektórzy autorzy chodzą na praktyki poetyckie do jakichś mistrzów i należą do jakiegoś związku literatów.
    • Fiolka była tylko do połowy pełna. Lecz dla mnie to wystarczyło. Lazurowy, lekko błyszczący  w ciemni strychu proszek, wysypał się na przygotowaną szalę. Na drugiej z nich spoczywała już niewielka kupka czarno-szarego proszku  o lekkim zapachu spalenizny. Były to starte kości,  wyjęte nie tak dawno z pieca. Oczywiście, były one ludzkie, bo tylko ich można było użyć do tego obrzędu. Skład lazurowego proszku był tajemnicą, miał on jednak tą jedną szczególnie istotną alchemicznie cechę. Przywracał do życia,  lub mógł to życie nadawać. Prawdziwie boski i potężny wynalazek. Szalę wagi równoważyły się idealnie. Porównałem je jeszcze,  mrużąc jedno oko  i pochylając się nisko nad blatem stołu. Były idealnie równe. Doskonała precyzja i równowaga. Rzuciłem pod nosem,  patrząc na osobliwe i ciche audytorium zebrane na krzesłach wokół stołu. Swojej rodziny  nigdy nie mogłem nazwać  prawdziwą rodziną.  Nie było w niej miejsca  na miłość, bliskość, szczerość czy czułość. Były tylko kłótnie, bijatyki, alkohol  i pijackie bredzenia. Musiałem zawsze bawić się  w bezpieczny azyl domu  wraz z moimi drogimi przyjaciółmi  których jednakowoż również nie miałem. Wymyśliłem ich sobie jednak. Od cech wyglądu, głosu  po maniery i status społeczny. Zaczęto ze mnie szydzić  i nazywać szaleńcem. Gdy szedłem rozmawiając głośno  z kimś u swego boku,  kogo nikt inny dostrzec nie był w stanie. A ja naprawdę ich słyszałem i widziałem. Śmialiśmy się, bawiliśmy się,  czasem nawet kłóciliśmy. Było ich wielu. Zawsze co najmniej kilku  chciało spędzać ze mną czas. Pewnego dnia, większość z nich. Zapragnęła być widzialna. Weszli w moje maskotki. Niestety jedynie na tyle  by mówić z ich wnętrza a nie przez nie. Wtedy szykany  na moją osobę trochę przycichły. Rozmawiałem z maskotkami a nie duchami. Byli tacy co potrafili to już jakoś przełknąć. Tłumaczyli to wybujałą wyobraźnią, odrzuceniem, odosobnieniem,  chorobą umysłową, potrzebą zauważenia. A ja przecież doskonale wiedziałem  co widzę i słyszę. Moi pluszowi przyjaciele, wędrowali za mną krok w krok. Przez lata szkoły, uniwersytetu  i początki pracy grabarza. Bo mimo głowy uczonej w zakresie medycyny, uznano ją także jako  kompletnie szaloną i pomyloną. Zakazano mi praktyki  i zesłano na pewną śmierć w głodu  na stopień miejskiego grabarza. Wtedy to z medyka stałem się alchemikiem  a z niego już o krok do geniusza. I dziś miałem potwierdzić ten geniusz. Przyjaciele siedzieli wygodnie wokół stołu. Ich kolorowe futerka, były niczym lampiony  rozświetlone w mroku strychu. Oczy z koralików, szkiełek lub guzików. Nosy z pereł, kamyków  lub zapasowych skarpetek. Jednemu brakowało pół uszka, innemu złamano nóżkę  lub przetrzepano porządnie rączkę,  zwisającą bezwładnie wzdłuż ciała. Mieli blizny po rozcięciach,  przypaleniach czy bójkach. Każdy miał swoje imię i nazwisko  a także wywód zaszczytnego pochodzenia. Nikt nie czuł się inny, gorszy, biedniejszy. Wszyscy byli równi i cenni. W moich oczach. Ich stwórcy. Patrzyli jak wstaje biorąc do ręki wagę. Szalę lekko się zachybotały  lecz proch po obu stronach  pozostał nieruchomy,  jak gdyby zdawał sobie sprawę  z powagi chwili. Dopiero teraz czułem się naprawdę szalony. Szalenie wielki, nieograniczony i szczęśliwy. Oto jest dzień, czas i chwila, w której to spełniam Waszą  najskrytszą prośbę i fantazję przyjaciele. Będziecie żyć!  Ruszą Wasze serca, żyły oraz usta! Śmierć tych których kości mam tutaj, da Wam życie wieczne. Bo tylko przez śmierć jest ono możliwe. Więc zabiłem ich byście żyli. I mogli być mi wdzięczni za ten boski dar. Te prochy muszą połączyć się  na Waszych obliczach. Wtedy będę pierwszy po Bogu  a Wy będziecie dziećmi swego Boga. Ożyjcie dzieci! Rozsypałem prochy w ich zastygłe oblicza. Lecz ze środka dochodziły głosy, bym ich ożywił, pozwolił trwać,  dał im wieczność na własność. Świece pogasły i zapadła grobowa ciemność. Zniknęli mi z oczu. Słyszałem tylko  ciche stękania, jęki i okrzyki. Coś spadło lekko na podłogę, coś szurało, ciche, szybkie kroki. Chichot i jakby zgrzyt kości. A może szczęk zębów? Zapaliłem świecę,  ledwo odnajdując w mroku zapałkę. I zobaczyłem armię żywych istot o splugawionych śmiercią obliczach ludzkich. Armia żywych umarłych, budzącą swe pluszowe ciała do życia. Zombie pragnące ciała i krwi żywych. Ciała swego stwórcy. Zbliżały się do mnie. Z zakrwawionymi ustami, pianą i śliną na zębach. Grymasami zwierzęcego głodu. Próbowałem odgonić je światłem. Otoczyły mnie prędko  wypowiadając tylko jedno słowo. Stwórca. Jestem Waszym stwórcą  a Wy moim szaleństwem! Czułem ich ostre kły  wbijane w szyję, ręce i nogi. Obaliły mnie szybko. Zagryzły jak wściekłe psy. Zlizując krew z ciała i siebie nawzajem. Do jej ostatniej, słodkiej kropli.
    • @beta_bŁadnie, beto. Sylabiczny, ze średniówką, równy i z sensem - kupuję go i pozdrawiam :)
    • @Tomasz.OTomaszu, podszedłeś z humorem do tego wiersza.  Wiesz, jeśli się chwalisz - i tak nikt tego nie słucha. Jeśli sam o sobie - mówisz źle, to się dobrze sprzedaje - to takie moje motto życiowe :)
    • @EwelinaWawrzyniak I z syfu można coś wyczytać. Przeważnie to jest, czy dana osoba żyje dobrze, czy źle. Niektórzy lubią rozgardiasz, ale taki poukładany, w którym wszystko znajdą. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...