Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Albania. Nowa osada 30 km od strefy. Siedem miesięcy od błysku.

 

- Lutnę ci.

- Tylko na chwilkę.

- Oberwiesz, zobaczysz, złamie ci nos albo wybiję ci zęba.

- Kaltrina, chciałabyś mieć chłopaka z wybitym zębem?

- Wstawisz sobie.

- Ale tylko na chwilkę.

- Za chwilkę, to zobaczysz błysk silniejszy od tamtego,

mówiłam ci, możesz przez stanik.

- Kaltrina, przez stanik?

 

Chłopak jęknął zawiedzionym głosem.

 

- Przez stanik to nie to samo. Przecież ja kocham ciebie a nie

twój stanik.

 

Fidan wsunął dłoń pod stanik i delikatnie pieścił nabrzmiały sutek podnieconej dziewczyny, wewnętrzną częścią dłoni.

 

- Jakie śliczności.

- Jakżeś już tą łapę wsadził to przynajmniej się nie wierć.

 

Kaltrina przycisnęła dłoń Fidana do swojej piersi. Siedziała na jego kolanach  przytulona  plecami, a on siedział na belce połaci na siano w starej rozwalającej się stodole i delikatnie nagryzał ucho dziewczyny.

 

- Ucho mi odgryziesz.

 

Oboje patrzyli przez otwarte wrota stodoły na swoją nową okolicę. Równie malowniczą jak ta, którą przyszło im zostawić po błysku. Teren również był górzysty, a ze zbocza na którym powstawała osada, rozciągała się rozległa panorama. Tylko okolica wydawała się bardziej dzika i odlu- dna. Budowę osady dla przesiedleńców z miasteczka rząd rozpoczął już kilkanaście tygodni od błysku. Zaraz po pierwszych badaniach i zrozumieniu jakie właściwości ma strefa jasne było, że stali mieszkańcy nie będą mogli tam zostać. Nawet gdyby chcieli, to nie mogliby tam normalnie żyć, a każdy metr ziemi w strefie był bezcenny dla ludzi chorych z całego świata. Rząd, najpierw dobrowolnie a potem już przymusowo wysiedlał ludność, wypłacając bardzo wysokie odszkodo- wania. Nawet najbiedniejsi, którzy byli mieszkańcami strefy, stali się w jednej chwili ludźmi zamożnymi. Dodatkowo rząd wykupił kilkadziesiąt hektarów gruntu i angażując bardzo duże środki, zatrudniwszy kilka dużych firm budowlanych, budował dla wysiedleńców nową osadę. Każda wysiedlona rodzina miała prawo do otrzymania  jednorodzinnego domu. Były one podobne do siebie. Nie były duże, ale nowoczesne i dobrze budowane, z pełną infrastrukturą. Powstawały na dość dużych działkach. Jednak budowa musiała trochę potrwać i dla tych, którzy nie mieli możliwości przeczekać jej czasu u swoich rodzin w innych miejscowościach, postawiono w kilka tygodni, tymczasowe miasteczko kontenerowe.

 

W takich kontenerach mieszkała teraz Kaltrina i Fidan wraz ze swoimi rodzinami. Każda rodzina wiedziała już, który domek będzie ich i mogła przyglądać się budowie a nawet wnosić swoje uwagi i dodatkowe wymagania, które w miarę możliwości uwzględniano. Rząd nie wywłaszczał na stałe mieszkańców miasteczka. Umowa zakładała, że gdyby okazało się, że właściwości strefy zanikły, to mieszkańcy mieliby prawo do powrotu do swoich mieszkań oraz zachowaliby odszkodowanie i nowe, właśnie budowane domy.

Kaltrina mieszkała bezpośrednio w strefie i nie miała prawa wejścia do strefy, ale Fidan nie mieszkał w strefie, ale około trzystu metrów poza nią. Tych mieszkańców również wysiedlano, na podobnych zasadach jak mieszkańców strefy, ale na zasadach dobrowolności. Jak ktoś się uparł to mógł pozostać w tych budynkach. Ponieważ warunki wysiedlenia były bardzo atrakcyjne, to niemal wszyscy się na to zgodzili. W tej części miasteczka prawie nikt już nie mieszkał. Powstała strefa widmo w której obowiązywała godzina policyjna i nie wolno było wychodzić z domów po zmroku, bo było to niebezpieczne. Żeby wjechać do tej części miasteczka trzeba było mieć specjalną przepustkę, wydawaną tylko dla byłych mieszkańców. Kaltrina i Fidan mieli takie przepustki a Fidan wraz z ojcem odwiedzał czasem swoje opuszczone mieszkanie.

  Nieco powyżej budowanego osiedla, znajdowały się ruiny dawnej przedwojennej wsi w której już od dziesięcioleci nikt nie mieszkał. Zachowało się kilka rozpadających się drewnianych chałup a w śród nich właśnie ta stodoła w której Fidan obmacywał swoją dziewczynę. Teraz to było ich miejsce, właśnie ze względu na to, że przez otwarte wrota był widok na całą osadę oraz na to, że stodoła była w najlepszym stanie ze wszystkiego, co po wsi pozostało. Kaltrina przytuliła się mocniej.

 

- Fidan, w jednym z tych nowych domów będziemy

wychowywać nasze dzieci.

- Też tak myślę, choć kto wie co jeszcze może się wydarzyć?

 

 

                       *****

 

 

Małe państwo europejskie. Hospicjum i dom starców. Pięć miesięcy od błysku.

 

- Dzień dobry Penka. Znowu jesteś dzisiaj?

- No przecież powiedziałam, że będę chodzić do was do końca

 wakacji.

- Ech, ileż tu już młodych wolontariuszy się deklarowało, że

będzie nam pomagać, a po kilku dniach już nie przychodzili.

Penka, a ile ty właściwie masz lat?

- 18.

- Aż się dziwię, że masz tyle zapału, zobaczysz to ciężka

i niewdzięczna praca.

- Jak obiecałam to dotrzymam słowa.

 

Młoda wolontariuszka Penka rozmawiała z niewiele od niej starszą pielęgniarką o imieniu Mila, zatrudnioną na stałe  w domu opieki i hospicjum dla starych ludzi.

 

- Mila o co tu właściwie chodzi z tymi dziadkami? Oni tworzą

jakieś grupy?

- Już to zauważyłaś? Wiesz, to w sumie dziwna sprawa.

Wydawałoby się, że wszyscy są w podobnej sytuacji i wszyscy

razem powinni się kochać i wspierać nawzajem.

- No właśnie.

- A widzisz, jednak nic takiego się nie dzieje. To swoista

subkultura pełna psychicznej przemocy, nietolerancji

i zazdrości. Trochę to przypomina subkulturę dzieci w szkole.

Tam też nie obowiązują żadne prawa. Może dlatego, że

starym ludziom rozumy dziecinnieją. Najgorszy jest ten,

którego przezywają Kazu. Jest tu najdłużej i w sumie, choć

jest ciężko chory, to trzyma się z nich wszystkich najlepiej.

Potrafi dokuczać nawet umierającym pacjentom. Aż mam

czasem ochotę trzepnąć go w tyłek. Ma grupę swoich

popleczników i trzymają się razem. Inni ich nie lubią. T

tworzą różne grupy. Jedne się wspierają a inne wręcz

przeciwnie. Potrafią drzeć się na siebie o głupoty. O to, co

oglądać w telewizji albo kto ma dostać pierwszy porcję przy

posiłku.

 

 Mila i Penka zajęła się pacjentami z sali w której przebywają najciężej chorzy. Wymagają oni stałej opieki, włącznie z czynnościami higienicznymi. Nie mają już siły wstawać

z łóżka.

 

- Chodź, od nich zaczniemy. Tu mamy najwięcej pracy.

Pomożesz mi. Ten od którego zaczniemy ma przezwisko

Dziadek. Tak go przezywają bo czasem przychodzi do niego

wnuczka i tak do niego mówi. Wielu z nich ma tu swoje

przezwiska. Dziadek jest chyba w najgorszym stanie ze

wszystkich. Ma raka prostaty, zostało mu najwyżej kilka

 tygodni życia. Ma tu przyjaciela z którym razem spędzali

czas, jeszcze jak Dziadek był w lepszym stanie. Ma na imię

Tatun. To ten bardzo szczupły, wysoki, który właśnie wyszedł

z sali jak weszliśmy. Tatun siedzi przy Dziadku prawie cały

czas. Bardzo się lubią. Dziadek teraz często traci

świadomość. Leży i mówi coś do siebie, często też wymawia

imię jakiejś kobiety. Ale jeszcze czasem jest przytomny

i świadomy. Zawsze był bardzo uprzejmy.

- Czy ich ktoś z zewnątrz odwiedza?

- Bardzo rzadko i tylko niektórych. Do Dziadka akurat

przychodzi wnuczka, raz na jakiś czas. Teraz, jak mu się

pogorszyło, to nawet dosyć często.

 

Po kilku dniach.

 

Penka pracowała w sali sąsiadującej z tą, w której przebywali najbardziej chorzy pacjenci. Ponieważ drzwi były pootwierane, to mogła słyszeć co dzieje się obok. Na salę przyszedł pacjent o którym mówiła mu Mila, a którego przezywali Kazu. Nie zauważył, że Penka jest w sali obok i może słyszeć co on mówi.

 

- Co staruchy? Kostucha już wam w oczy zagląda? Już

niedługo, niedługo się z nią przywitacie.

 

Jeden z pacjentów powiedział mu żeby sobie poszedł, ale ten ani myślał.

 

- A co to, nie wolno mi sobie tu przyjść? Nikt mi niczego tutaj

nie zabroni. A może nieprawdę mówię? O, jak tam nasz

Dziadek? Jemu to się jeszcze panienek zachciewa. Co to za

jedna o której ciągle bredzisz? Co?

- Co cię to obchodzi, wypad stąd bo zawołam siostrę.

- A sobie wołaj, ciebie już kostucha za rękę trzyma a tobie

jeszcze dupeczki w głowie.

- Jakbym był silniejszy to w ryj byś za to dostał.

- Teraz to możesz sobie siusiu do pieluchy zrobić. Do piachu

Dziadek, to twój plan na najbliższe dni. Tobie to by już nawet

bozia z Albanii nie pomogła.

 

Penka to usłyszała i zastanowiła się nad ostatnim zdaniem wypowiedzianym przez Kazu. Pomyślała:

 

- Skąd to wiesz, staruchu?

 

Do sali przyszedł Tatun. Pomimo, że nie zostało mu już wiele sił to wypchnął Kazu z sali.

 

- Wypierniczaj stąd stara pierdoło!

 

Penka nie wytrzymała i weszła do sali. Dziewczyna zabroniła Kazu tu przychodzić.

 

- Ty smarkula to możesz sobie pogadać. A tobie Tatun już też

wiele nie zostało. Obrońca zasrańca się znalazł.

 

 

Po kilku dniach Penka zauważyła, że do Dziadka przyszła wnuczka w odwiedziny. To była młoda dziewczyna o imieniu Slavia. Jak Slavia już wychodziła to Penka do niej zagadała:

 

- Cześć, jestem Penka, pracuję tu społecznie na wakacjach

i poznałam trochę twojego dziadka. To bardzo miły człowiek.

- Tak wiem, dziękuję wam wszystkim, że się nim opiekujecie,

sama widzisz w jakim jest stanie.

- Chciałam się zapytać czy nie myślałaś o złożeniu wniosku,

aby twojego dziadka umieścić w strefie?

- W jego stanie? Myślisz, że to jeszcze możliwe?

- No chyba właśnie w jego stanie powinien tam pojechać.

- Podobno dużo z tym roboty.

- Może mogłabym ci pomóc, poczytamy razem o tym

w internecie. Może kierowniczka nam pomoże?

- Ok, to rzeczywiście trzeba zrobić!

 

Trzy dni później Penka i Slavia rozmawiają z dyrektorką domu starców.

 

- Pani dyrektor.

- Tak.

- Tu jest wielu starych, umierających ludzi.

- Wiadomo.

- No właśnie, dlaczego nie składacie dla nich podań

o dostanie się do strefy? Może któregoś z nich przyjmą

i przedłużą mu życie?

- Nie mamy obowiązku ani nawet prawa wypełniać dla nich

tych wniosków, to powinny robić ich rodziny. A poza tym,

z tego co wiem, to już każdemu odmawiają. Wszystkie

miejsca rozdysponowane podobno.

- No tak na pewno nie wiadomo, ta weryfikacja chyba jeszcze

jest w toku, a ich rodziny rzadko już się nimi interesują.

- Chciałybyśmy we dwie wypełnić wniosek dla dziadka Slavi.

Pomoże nam pani?

- Jeśli chcecie to proszę bardzo. Udostępnię wam wszystkie

dane i powiem jak przygotować dokumentację medyczną.

 

Trzy dni później.

 

Na salę z najciężej chorymi przyszedł Pop. Jak co dzień rozdał chętnym komunię i już miał wychodzić jak Dziadek dał mu znać, żeby ten do niego podszedł:

 

- Chciałbym się o coś zapytać.

- O czym chcesz porozmawiać?

- Właściwie to tylko zapytać.

- Słucham cię.

- Proszę mi odpowiedzieć na pytanie.

 

Pop przysunął się do ust pacjenta, a ten zaczął mu coś przejęty, szeptem opowiadać. W końcu skończył.

 

 - Nie martw się synu. Prawdziwa miłość nie może być

grzechem. Pan Bóg dał nam wolną wolę i mamy prawo z niej

korzystać.

 

Pop wyszedł a Dziadek wyraźnie uspokojony pogrążył się

w dawnych wspomnieniach i uśmiechał się do siebie.

 

                       *****

 

Sześć tygodni później.

 

Dyrektorka woła wolontariuszkę:

 

- Penka, chodź do mnie do gabinetu.

- Tak pani dyrektor.

- Jurto kończysz, chciałam ci bardzo podziękować. Jesteś

nadzwyczajną dziewczyną. Mam dla ciebie jeszcze

wiadomość. Przyszła decyzja w sprawie tego pacjenta dla

którego pomagałaś sporządzać wniosek. Dostał zgodę,

przysłali bilet.

- Ma pani bilet dla Dziadka?

- Mam. Za dziesięć dni ma jechać do strefy. Powiadomiłam już

 rodzinę. Jego wnuczka zadeklarowała, że z nim pojedzie,

zawieziemy go specjalną karetką. Tylko nie mów nikomu bo

inni bardzo by się tym przejęli. On też jeszcze nie wie. Ja

naprawdę nie rozumiem kto tam te bilety przydziela i jak to

wszystko tam działa. Do tej pory dla wszystkich naszych

pacjentów przychodziły tylko odmowy, że rekrutacja już jest

zakończona i przez dwa lata nie będzie już miejsc. Muszę ci

przyznać, że miałaś dobry pomysł.

- Ale się cieszę.

- Tak naprawdę to Dziadek nazywa się Petyr Sokol.

 

                       *****

 

 

Grecja, wioska rybacka na wybrzeżu Morza Egejskiego

w okolicach Salonik, dziewięć miesięcy od błysku.

 

- Lalunia, hej lalunia, gdzie tak pędzisz, co? Czekaj no,

pogadamy.

 

Trzech młodych Greków, którzy zatrzymali swojego pikapa na parkingu przed małym wiejskim sklepem, piło piwo i głośno zaczepiało młodą dziewczynę z wioski. Piwo pili wszyscy, nawet kierowca. Dziewczyna próbowała szybko oddalić się z tego miejsca nie podejmując rozmowy. Przestraszyła się tych ludzi, których nie znała bo nie pochodzili z jej okolic. Jednak towarzystwo nie dawało za wygraną. Dziewczyna była bardzo ładna a cała trójka rozzuchwalona wypitym już alkoholem. Wstali i zastąpili jej drogę.

 

- No gdzie tak uciekasz, nie chcesz z nami pogadać? Nie

podobamy ci się?

- Nie mam czasu, spieszę się do domu.

 

Dziewczyna ominęła zaczepiających gwałtownym skrętem i zaczęła uciekać bardzo szybkim krokiem, niemal biegnąc.

 

- Poczekaj, nic ci nie zrobimy, tylko pogadamy. Masz

chłopaka?

 

Jednak dziewczyna nie chciała już z nimi rozmawiać tylko biegła w stronę domu. Dwóch z nich jednak ją dogoniło i jeden złapał ją za ramię.

 

- Dokąd to lalunia? Jak ci mówimy, że masz z nami pogadać to

znaczy że masz!

- Puść mnie to boli!

- Puszcze cię, jak powiesz jak masz na imię.

- Puść mnie, mam na imię Nila.

- Nila, no proszę. Jaka krnąbrna.

- To masz chłopaka czy nie masz?

- Nie mam, zostawcie mnie.

- Nie masz? To może chciałabyś mieć. Wybierz sobie któregoś

z nas.

- Puśćcie mnie bo będę wołać o pomoc.

- Nie podobamy ci się?

- Nie.

- Co takiego? Słyszeliście, nie podobamy się panience!

 

Dziewczyna w końcu wyrwała się i zaczęła uciekać. Po chwili cała trójka wsiadła do auta i zaczęła powoli jechać w stronę, w którą ona uciekała. Pech chciał, że akurat jak wyjechali zza rogu w następną przecznicę, to zdążyli zobaczyć gdzie wbiega do domu. Był to ostatni dom na wysokiej skarpie tuż przy plaży, najbliżej morza. Natręci popatrzyli na siebie znacząco i postanowili, że nie pojadą dalej, ale zatrzymają się na noc w tej wiosce. Umówili się, że będą spać na plaży i skierowali pikapa w jej stronę.

 

                       *****

 

  Kiedy pociąg dojeżdżał już do Salonik to Arman zdecydował, że nie będzie wjeżdżał do centrum miasta. Nie chciał znowu ryzykować poszukiwania noclegu w hotelu, gdzie sprawdza się paszporty a poza tym robiło się już późno. Oboje z Jamilą byli już bardzo zmęczeni. Postanowił, że wysiądą na przedmieściach Salonik i pójdą w stronę morza do najbliższej wioski, próbując znaleźć jakiś nocleg. Wysiedli na nieznanej sobie, małej stacji. Arman widział z okien pociągu, że stacja jest w pobliżu morza. Udali się z przystanku kole- jowego w stronę zabudowań. Arman wybrał pierwszy dom na skraju z ładnym widokiem na morze i zapukał do drzwi. Otworzył  mężczyzna w średnim wieku o spalonej słońcem twarzy.

 

 - O co chodzi?

 

Zapytał po grecku.

 

- Przepraszam, czy mówi pan choć trochę po angielsku?

- Nic nie rozumiem, jesteście turystami?

- Czy ktoś mówi po angielsku?

- Nila, chodź na chwilę!

 

Mężczyzna zawołał w stronę wnętrza domu. Po chwili przyszła ładna młoda dziewczyna.

 

- Może ty go zrozumiesz?

- Mówisz po angielsku?

- Trochę, słabo, a o co chodzi?

- Szukam noclegu dla siebie i córki, zapłacę wam albo może

pokaż mi kogoś kto przyjmuje turystów.

- W wiosce nie ma nikogo kto wynajmuje pokoje turystom,

jesteśmy tu rybakami. Miejscowości turystyczne są bardziej

na północ. Chce pan u nas spać?

- Tak, jeśli to możliwe.

- Jesteście turystami?

- Tak, właśnie.

 

Dziewczyna zapytała ojca po grecku czy to możliwe. Ojciec długo się zastanawiał, ale w końcu odpowiedział:

 

- Jeśli chcą zapłacić to niech śpią, przygotuj im pokój na

górze i tak stoi pusty. W końcu jest z dzieckiem a robi się

późno, gdzieś spać muszą.

 

Nila przetłumaczyła Armanowi, że jeśli chce, to mogą spać w pokoju na górze, ale luksusów u nich nie ma. Arman się ucieszył.

 

- Zrobić wam coś do zjedzenia?

- Jeśli to możliwe, to byłbym wdzięczny.

- A ty mała jak masz na imię?

 

Uśmiechnęła się do Jamili.

 

- Ona nie mówi, jest chora.

 

Nila zaprowadziła Armana i Jamilę do skromnie urządzonego pokoju z jednym dużym łóżkiem, stolikiem z czterema krzesłami i pustą szafą.

 

- Zaraz przyniosę wam pościel. Usmażę wam rybę, będzie za

20 minut, zejdźcie na dół na taras. Łazienka jest na dole,

można wziąć prysznic.

- Dziękuję za wszystko, jesteś bardzo miła.

 

Oboje skorzystali z prysznica a następnie zasiedli do kolacji. Ryba smakowała im znakomicie, zwłaszcza że od rana nic nie jedli. Porozmawiali z dziewczyną oraz z jej ojcem, któremu Nila trochę tłumaczyła. Opowiedziała im, że mieszka tylko z ojcem. Matka zmarła kilka lat temu a wcześniej ciężko chorowała. Ojciec jest rybakiem i pracuje na kutrzeu bogatszego kuzyna. Kilka razy w tygodniu wypływają w morze. Ona pomaga przy przygotowaniu ryb i przy sieciach oraz dojeżdża do szkoły średniej do Salonik. Wiodą skromne, spokojne życie, jak większość ludzi w tej rybackiej osadzie. Nila zapytała również o Jamilę. Jej ojciec kiedy usłyszał, że Jamila jest chora, to coś powiedział do Nili po grecku. Arman tego nie zrozumiał, ale widział, że dziewczyna i ojciec znacząco na siebie popatrzyli. W końcu oboje poszli na górę i szybko zasnęli. Byli bardzo zmęczeni.

 

  W środku nocy obudził ich głośny łomot i krzyki. Najpierw ojca Nili a potem jej samej. Arman nie rozumiał słów, ale wiedział, że rodzina na dole została napadnięta i że oboje na pewno wzywają pomocy. Kazał wystraszonej Jamili położyć się pod łóżkiem i w żadnym razie stamtąd nie wychodzić. Po cichu otworzył drzwi, ale nie zapalał światła. Podszedł do schodów na korytarzu i obserwował co dzieje się na dole. Krzyki ucichły, słychać było tylko szamotaninę. Arman widział, jak jeden z bandytów posadził ojca na krześle i przyłożył mu nóż do gardła a dwóch pozostałych rzuciło Nilę na łóżko w jej pokoju. Jeden trzymał jej ręce i kneblował dłonią usta a drugi zerwał z niej majtki i rozchylał uda. Arman widział to przez otwarte drzwi pokoju. Dziewczyna walczyła. Po cichu zszedł na dół. Ponieważ korytarz był ciemny, napastnicy nie mogli go zauważyć. Był spokojny. Ocenił chłodno siłę napastników. Byli młodocianymi bandytami. To nie byli wojownicy jego kalibru i nie mieli broni palnej. Najbliżej schodów był ten, który terroryzował ojca nożem. Nawet Armana nie zauważył, poczuł tylko że jakaś niewidzialna siła łapie go nagłym żelaznym uściskiem za nadgarstek ręki w której trzymał nóż, a następnie poczuł potworny ból wykręcanego gwałtownie przedramienia i usłyszał chrupot rozrywanych wiązadeł stawów, łokcia i barkowego. Nóż przeleciał w powietrzu cały pokój. Następnie Arman wskoczył do pokoju i wyprowadził dwa szybkie ciosy. Jeden ręką, drugi nogą. Pierwszy złamał nos i wybił dwa zęby temu, który próbował zgwałcić dziewczynę, a drugi zadany w okolicę splotu słonecznego, pozbawił przytomności na kilkanaście sekund tego, który ją przytrzymywał. Ci przytomni zaczęli wrzeszczeć z bólu i uciekać w panice wywlekając swojego kolesia, który znowu zaczął oddychać, ale nie był w stanie nawet krzyczeć. Nila i jej ojciec zaniemówili zaskoczeni nagłym zwrotem akcji.

W końcu wszyscy wyszli na taras przed dom. Wtedy zauważyli, że napastnicy dobiegają do swojego pikapa zaparkowanego na plaży. Samochód natychmiast ruszył

i najszybciej, jak to tylko było możliwe, boksując w piaszczy- stej plaży, wjechał na asfaltową drogę a następnie z piskiem opon odjechał w stronę głównej drogi prowadzącej do Salonik. Nila objęła Armana za szyję i płacząc przytulała się do niego, powtarzając po angielsku jak mantrę:

 

- Dziękuję, dziękuję.

 

Nawet Jamila wyszła spod łóżka i patrzyła z góry przez otwarte okno co się dzieje. Kiedy emocje trochę opadły Arman spokojnie poszedł na górę i położył się spać. Zanim zasnął, to słyszał jeszcze, że poruszony rybak do kogoś dzwonił. Miał nadzieję że nie na policję. Kłopoty nie były mu potrzebne. 

 

.............................

 

Dotyk Amani, Tajemnica Pluszowego Misia, Spisek Duchów       .........   www. Ebookowo.pl

Opublikowano

Dawno nie czytałem tak dobrej prozy na żadnym portalu literackim: zwięzłe dialogi, barwne opisy, trzymająca w napięciu akcja, nie sposób się nudzić i przerwać czytania, super-duper!

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


 

Opublikowano

@Dziadek grafoman
 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Nie należy się odnosić tak skromnie do własnej twórczości, bo we współczesnym świecie nie ma nagrody za skromność. Opowiadanie jest tak dobrze napisane, że nie wychwyciłem żadnych błędów, nawet jeśli są — myśl sunie gładko po słowach, jak szybowiec po niebie.

 

To opowiadanie jest tak niezwykłe, że zainspirowało mnie do napisania własnego, którego akcja toczy się niedaleko, w Turcji.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Abi wyciągnęła list ze skrzynki pocztowej, a delikatna faktura koperty w dłoniach przywołała uczucie czegoś niemal sakralnego – przesyłka była starannie przygotowana, a pismo tak piękne i precyzyjne, że od razu można było wyczuć w nim emocje nadawcy. List zaadresowano do Noela.

      – Ciekawe, od kogo…? – mruknęła do siebie, obracając kopertę w dłoniach z lekką nutą zazdrości. „Może od koleżanki? A może od kogoś, kogo kocha?” – zastanawiała się.

      Przez głowę przemknęła jej nieoczekiwana myśl: „Do tej pory nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo polubiłam Noela…”

      Łączyła ich niewidzialna więź. Czasem wystarczyło jedno spojrzenie, by wszystko zrozumieć. Takie milczące porozumienie, które nie potrzebowało słów.

      Po powrocie do domu położyła list na stoliku w holu, ale ciekawość nie dawała jej spokoju. Postanowiła jak najszybciej przekazać go adresatowi.

      – Pójdziemy na spacer, co? – zwróciła się do Lisy, a ona natychmiast podniosła głowę, merdając ogonem w odpowiedzi.

      Już od dawna planowała założyć tę piękną błękitną sukienkę kupioną razem z Zoe, ale jakoś nigdy nie nadarzyła się odpowiednia okazja. Spotkanie z Noelem wywoływało lekkie drżenie jej serca i zdawało się doskonałym powodem do założenia kreacji.

      Przyjaciółki niedawno były na zakupach i kiedy Zoe dostrzegła w oknie wystawowym to cudo, wykrzyknęła z zachwytem:

      – Koniecznie musisz ją mieć! Gdy Noel cię w niej zobaczy, oszaleje z zachwytu!

      Abi uśmiechnęła się lekko, przeglądając się w lustrze. Już sama świadomość, że Noel zobaczy ją w zwiewnej sukience, a nie w szpitalnym uniformie, sprawiała, że jej serce podskakiwało z radości. Czuła w sobie coś więcej niż zwykłą radość – subtelny dreszcz sugerujący, że zaczyna jej zależeć na tym, by spodobać się właśnie jemu.

      Postrzegała Noela jako sympatycznego, ciepłego i wesołego chłopaka. Nie mogła dokładnie określić, co najbardziej przyciągało ją do niego – czy była to jego aura, dostrzegała podczas procesu zdrowienia i nabierająca powoli pięknych, delikatnych odcieni, czy może po prostu rodząca się między nimi więź. Każde spojrzenie, każdy drobny gest Noela sprawiały, że serce Abi zaczynało bić szybciej, a w jej głowie rodziły się ciche pragnienia.

      Zoe żartowała z typową dla siebie lekkością: „Właśnie tak jest, kiedy się kogoś kocha”. Abi uśmiechnęła się pod nosem, wiedząc, że jeszcze nie jest gotowa przyznać się do swoich uczuć, nawet przed sobą. Przecież nigdy wcześniej nie kochała w ten sposób – oprócz rodziców, ale to zupełnie coś innego. Klark był dla niej bardziej jak przyjaciel i opiekun, dawał poczucie bezpieczeństwa. Z Noelem czuła delikatną iskrę sympatii, może nawet pierwszy płomyczek miłości, której jeszcze nie odważyła się w sobie odkryć.

      Szła teraz dumnie ulicą, trzymając Lisę na smyczy, a w jej wnętrzu tliło się ciche podekscytowanie. Czy naprawdę zauważał jej drobne gesty? Czy dostrzegał radość, którą emanowała, czy to tylko jej wyobraźnia, podsycana ciepłem emocji? Wszystko wydawało się możliwe, a ona pozwalała sobie na tę subtelną euforię.

      Promieniowała szczęściem i spokojem, każdy krok niósł poczucie harmonii i nadziei. 

      „Tak mogłoby być wiecznie” – pomyślała, pozwalając sobie na krótkie, słodkie marzenie o tym, że świat wokół niej zawsze będzie tak pełen ciepła i drobnych radości.

      Kiedy dotarły do kliniki, Abi poczuła lekkie mrowienie w brzuchu. 

      Pewnym krokiem weszła do pokoju Noela, a jej serce przyspieszyło rytm. Lisa podskoczyła radośnie, witając się z chłopakiem, a potem spokojnie usiadła, obserwując panią z uważnością typową dla swojego wrażliwego charakteru.

      – Cześć, Noel – powiedziała cicho, uśmiechając się, choć nie mogła powstrzymać lekkiego drżenia w głosie. – Mam coś dla ciebie…

      Noel nie mógł powstrzymać zachwytu, kiedy ją zobaczył:

      – Dzień dobry, księżniczko! Co zrobiłaś z moją przyjaciółką?

      – Wariat! Halo, to ja, ta sama Abi – odparła radośnie, siadając przy łóżku.

      – Niby ta sama, a jednak inna… – Uśmiechnął się rozbrajająco.

      Uśmiech Noela był pełen zachwytu, niemal nieziemski. W jego oczach pojawiła się czułość i podziw, jakby zobaczył coś najpiękniejszego na świecie.

      Abi podała mu przesyłkę

      – Zobacz, to może być coś ważnego.

      Patrzyła, jak powoli chwyta kopertę, jak wpatruje się w jej oczy, szukając wyjaśnienia, zanim jeszcze przeczyta słowa adresowane do niego.

      Noel zaczął powoli czytać list, jego wzrok ślizgał się po starannym, pełnym emocji piśmie. Abi stała tuż obok, widziała, jak na jego twarzy pojawia się kalejdoskop uczuć: zaskoczenie, wzruszenie, a gdzieś w tle – delikatna nuta radości i ulgi. Dawno tłumione emocje zaczęły przebijać się na zewnątrz, a każda z nich potwierdzała wagę tego, co trzymał w dłoniach.

      Kiedy przeczytał ostatnie słowa, jego ręka opadła bezwładnie na łóżko, a oczy zaszkliły się. Spod powiek powoli spływały łzy, które łagodnie sunąc po policzkach. Nie był przygotowany na taką wiadomość – wyznanie łączące w sobie skruchę, miłość i nadzieję.

      Widząc jego wzruszenie, Abi pochyliła się nieco, delikatnie obejmując jego dłoń swoimi palcami. 

      Poczuła nie tylko współczucie, lecz także coś głębszego, ciepłego – sympatię, która zaczynała przekształcać się w subtelną bliskość. W tej chwili nie musiała wypowiadać słów, bo wszystko, co czuła, było wyraźnie obecne w jej spojrzeniu, w delikatnym uśmiechu, w sposobie, w jaki delikatnie trzymała jego rękę.

      Noel spojrzał na nią i odnalazł w jej oczach bezpieczeństwo, zrozumienie i ciepło, którego brakowało mu przez całe życie. I choć dopiero odkrywał własne emocje, to Abi poczuła, że ta chwila – ich wspólna, cicha bliskość – staje się początkiem czegoś niezwykłego.

      – Wszystko dobrze? – zapytała łagodnie, a w jej głosie pobrzmiewała troska i subtelna nuta ciepła.

      – Tak… – odpowiedział, ocierając łzy. – Nawet nie wiesz, jak bardzo dobrze… – Zawahał się, a potem spojrzał na nią z delikatnym uśmiechem. – Przeczytaj to, proszę.

      Kochany Syneczku.

      Bardzo długo zbierałam się na odwagę, żeby napisać ten list. 

      Nawet nie wiem, czy będziesz w ogóle chciał go przeczytać. Masz pełne prawo podrzeć go i wyrzucić już teraz. Żywię jednak cichą nadzieję, że zrobisz to dopiero po doczytaniu do końca. 

      Tak trudno mi ubrać w słowa to, co czuję. Pragnę tylko, żebyś wiedział, jak bardzo mi przykro. Nawet nie mogę sobie wyobrazić jak mocno zraniłam Cię swoim nagłym odejściem. Wtedy postrzegałam tę kwestię zupełnie inaczej i najważniejsze było dla mnie moje szczęście. 

      Dzisiaj już wiem, jak bardzo byłam samolubna i obojętna na uczucia innych. Odchodząc od Was popełniłam największy błąd mojego życia, ale czasu już nie cofnę i muszę żyć z tą świadomością do końca moich dni. 

      Nie proszę o przebaczenie, bo na nie nie zasługuję. Chcę tylko, żebyś wiedział, że cały ten czas byłeś zawsze w moim sercu, jako jedyna i prawdziwa miłość mojego życia. Brak kontaktu z mojej strony podyktowany był olbrzymim wstydem za czyn, którego się dopuściłam. Przez te wszystkie lata czułam się niegodna Twojej miłości, ale nosząc Cię w sercu żywiłam nadzieję, że wiedzie Ci się dobrze i że jesteś zdrowy. 

      Już od dawna zbierałam się na odwagę, by nawiązać z Tobą kontakt i pomógł mi w tym sen, który bardzo mnie zaniepokoił. Nie mogłam już dłużej zwlekać. 

      Nie wiem nawet, czy jeszcze mieszkasz z tatą, czy się przeprowadziłeś... 

      Ja nie jestem już z tym mężczyzną. Wynajmuję teraz mieszkanie w kamienicy mojej przyjaciółki Mai, zapewne ją pamiętasz. 

      Jest jeszcze coś bardzo ważnego, co powinnam powiedzieć Ci już dawno temu. Masz przyrodnią siostrę Karin, ona wie o Twoim istnieniu i często pyta o Ciebie. Moim jedynym marzeniem jest, żebyście mogli się kiedyś spotkać, poznać i porozmawiać. Odebrałam Wam tyle pięknych i szczęśliwych lat razem, ale może nie wszystko jeszcze stracone…

      Kocham Cię bardzo

      Mama

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...