Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

ECH, TE DROGI HEY, YOU ROADS

 

"Hey, you roads!" Sung by the Yale University's Chorus. The Choir sings in Russian. Chór Uniwersytetu Yale'a śpiewa "Ech, te drogi!" po rosyjsku

 

Hey, you roads! Sung in Polish by Irena Jarocka "Есh, ta droga". Śpiewa  po polsku Irena Jarocka

 

Lyrics by Lev Oshanin
Music by Anatoly Novikov

HEY, YOU ROADS
Hey, you roads…
Dust, fogs and cold,
Discontent, unknowness
And steppe weeds alone.
You can`t know
Your own fate.
Your wings may be folded
Right amid the steppe.

 

Słowa polskie przez K. Gruszczyńskiego
ECH, TA DROGA
Ech, ta droga
Tonie we mgłach.
Znowu chłód i trwoga,
i burzanu krzak.
Nie odgadniesz,
jaki twój los:
może w piach upadniesz
jak podcięty kłos.

 

Dust whirls under boots and tyres,
It rises
In clouds!
Far and wide there rages fire,
And bullets chase us.

 

Kurz się kłębi pod butami
stepami,
polami,
a dokoła hula płomień
i kul słychać gwizd.

 

Hey, you roads…
Dust, fogs and cold,
Discontent, unknowness
And steppe weeds alone.
A shot rang out,
Crows in the sky,
And your bosom buddy
Is no longer live.

 

Ech, ta droga
tonie we mgłach.
Znowu chłód i trwoga,
i burzanu krzak.
Wron krakanie
ozwie się znów.
Kryje się w burzanie
przyjaciela grób.

 

But a road runs straight and farther,
Makes dust rise
In clouds!
Soil keeps smoking all around,
Now soil is not ours.

 

Ech, ta droga wciąż się dłuży
i kurzy,
i chmurzy,
a dokoła dymią stepy,
nieznany ten kraj.

 

Pine grove country.
There  rises the Sun.
Mother of a private
Waites for him all time.

 

Kraj sosnowy,
jarzy się brzask.
Matka u zagrody
z płaczem wita nas.

 

And along the endless roads
Where dust rose
And we trode,
There follow us with hope
Our sweethearts' eyes.

 

I na dolę i niedolę,
przez pole,
przez pole,
oczy bliskich nas prowadzą,
prowadzą na bój.

 

Hey, you roads…
Dust, fogs and cold,
Discontent, unknowness
And steppe weeds alone.
If wind or snow,
Comrades-in-arms,
To forget those roads
None of us has right.

 

Ech, ta droga
tonie we mgłach.
Znowu chłód i trwoga
i burzanu krzak.
Śnieg czy wichry,
stepy czy łan.
Już tej drogi, bracia,
nie zapomnieć nam.

[Bekier Elżbieta, Niech rozbrzmiewa wolny śpiew: śpiewnik, Warszawa, Książka i Wiedza, 1952-07]

 

The Russian song `Hey, you roads`  sung by Raimond Pardamean from Indonesia at the recital of the students of the Russian Language Faculty of the Peoples’ Friendship University in Moscow in 2014. Rosyjska piosenka "Ech, te drogi" śpiewana przez Raimonda Pardameana z Indonezji na recitalu studentów Wydziału Języka Rosyjskiego Uniwersytetu Przyjaźni Narodów w Moskwie w 2014 r.

 

"Ach, ihr Wege" sung by Ernst Busch

in German. "Ach, te drogi" śpiewana przez Ernsta Busch po niemiecku

 

"Ech, te drogi" sung by Lech Dyblik, Poland, in Russian. "Ech, te drogi" śpiewany przez Lecha Dyblika, Polska, po rosyjsku

 

"Hey, you roads!" by Misha Tashchenkov, Nikolai Malinov and "Balalaika ensemble"Wolga", Germany

"Ech, te drogi!" przez Misza Taszczenkow, Nikołaj Malinow i "Balalaika ensemble "Wołga", Niemcy.

 

If they could have sung in perfect Russian, it would have been the best performance of the song! What voice! What Russian soul! 

Gdyby mogli zaśpiewać perfekcyjnie po rosyjsku, byłoby to najlepsze wykonanie tej piosenki! Jaki głos! Jaka rosyjska dusza!

 

"Hey, you roads!" Sung by the Waseda University quartet "Bonni Dzyaks" (Bonny Jacks) ボニージャックス (西脇 久夫 Nishiwaki Hisao, 鹿島 武臣 Takeomi Kashima, 玉田 元康 Tamada Motoyasu, 大町 正人 Omachi Masato). Exact translation from Russian. "Hej, te drogi!" Śpiewane przez kwartet Uniwersytetu Waseda "Bonni Dziaks". Dokładne tłumaczenie z języka rosyjskiego.

 

"Hey, you roads!" Music by Anatoly Novikov. Lyrics in Ivrit by Dan Almagor. Sung by Shlomit Aharon
"Ech, te drogi!" Muzyka: Anatolij Nowikow. Tekst  Iwritski przez Dana Almagora. Śpiewane przez Szłomit Acharon.

 

Whichever language this song is sung in, the most important thing is the same. A soldier's fate is not that simple. Regardless of race or religion, it only takes one shot for him to die.
W jakimkolwiek języku ta piosenka jest śpiewana, najważniejsze pozostaje to samo. Los żołnierza nie jest taki prosty. Bez względu na rasę czy religię, wystarczy mu tylko jeden strzał, by umrzeć.

 

Die Zeit heute erinnert schon wieder sehr stark an diese Zeit. Dieses Lied ist ein echter Wegweiser.  
Today is very much like those times again, and this song is a true guide to them. 

Dzisiejszy dzień jest znów bardzo podobny do tamtych czasów, a ta piosenka jest po nich prawdziwym przewodnikiem.

 

***

 

At the skating-rink. Sung by Zoe Rozhdestvenskaya, 1948. Na lodowisku. Głos: Zoja Rożdiestwienskaja, 1948.

 

Music by Anatoly Novikov
Lyrics by Lev Oshanin

AT THE SKATING-RINK
There drifts little snow at the rink
There twinkles the evening blue lights
Skating-rink's ice rings under our feet
Like it did in the high-school's good time.

 

Muzyka Anatolija Nowikowa

Stichi Lwa Oszanina

NA KATKIE

Wjoca lochkij wieciernij śnieżok,
Gołubyje miercajuc ogni,
I zwienic pod nogami katok,
Słowno w dawnije szkolnyje dni.

 

Muzyka przez Anatolija Nowikowa
Tekst przez Lwa Oszanina

NA LODOWISKU

Wije się lekki wieczorny śnieg,
Migoczą niebieskie światła,
A lodowisko dzwoni pod stopami,
Jak w dawnych szkolnych czasach.

 

I see you rushing there, to lights,
I hail you, but you left in a blink, 
"Catch me up, catch me up!"
You invitingly challenges me.

(last 2 lines x2)

 

Wot ty mciszsia tuda, gdie ogni,
Ja zowu, no tiebia uże niet.
Dogoni, dogoni, -
Ty łukawo kricisz mnie w otwiet.

 

Teraz biegniesz tam, gdzie są światła
Wzywam cię, ale cię już nie ma.
Złap mnie, złap mnie!

Krzyczysz do mnie przebiegle. 

(ostatnie 2 linie x2)

 

There drifted soft snow like this. 
I was shy then, when I came for you,
We were running with you to the rink,
To the sparkling blue ice of our youth.

 

Tak że wiłsia wieciernij śnieżok,
Ja robieł, zachodia za toboj,
My bieżali wdwojom na katok,
Na swierkajuszcziy lod gołuboj.

 

Wtedy też wijeł się lekki wieczorny śnieg.
Byłem nieśmiały, gdy przychodziłem do tobie.
Biegliśmy razem na lodowisko,
Na lśniący niebieski lod.

 

Where there there twinkled  twilight lights 
You were running away not with me.
"Catch me up, catch me up!"
It made heart of mine jealously sink. 

(last 2 lines x2) 

 

No tuda, gdie iskriaca ogni,
Ty s drugim ubiegała wpieriod.
Dogoni, dogoni, -
Tolko serce riewniwo zamrioc.

 

Ale tam, gdzie błyszczą światła,
Biegłaś  naprzód z drugim.
Złap mnie, złap mnie!
Tylko serce mi zamierało zazdrośnie.

(ostatnie 2 linie x2)

 

Many faraway, difficult things 
I went through to regain my old love.
May there twinkle night lights at the rink
May there drift little snow on that ice.

 

Mnogo dalnich i trudnych dorog
Ja proszoł  za lubowju swojej.
Pusć  ogniami swierkajec katok,
Pusć śnieżok zawiwajec silniej.

 

Wiele długich i trudnych dróg
Podążałem za moją miłością.
Niech lodowisko mieni się światłami,
Niech śnieg wije się mocniej.

 

Now we rush  hand in hand to the lights,
Our skates sing along, ring in step
"Catch you up, catch you up!"
You will hardly escape me again. 

(last 2 lines x2) 

 

My nesiomsia nawstrieciu ogniu,
I końki podpiewajuc, zwienia.
Dogoniu, dogoniu,
Ty tiepier' nie ujdiosz ot mienia.

 

Pędzimy razem w kierunku ognia
A łyżwy śpiewają, dzwoniąc.
Złapę cię, złapę cię!

Więcej nie uciekniesz ode mnie. 

(ostatnie 2 linie x2)

<1946>

 

*Please mind that this an equirhytmiс translation, and it accurately follows the melody! It's mostly for singing rather than for reading or reciting. Proszę pamiętać, że jest to tłumaczenie ekwirytmiczne i dokładnie podąża za melodią! To głównie do śpiewania, a nie do czytania czy recytacji.

 

---------------
 

ANTIDISCLAIMER
all works being translated by me are not my fave, my choice only depends upon the complexity of their linguistic and artistic mechanics. I disassemble and assemble them anew in the different language. I just solve the interesting creative problems to keep in practice in order to stay in shape. I don't care about their contents, authors, time of writing. I am positively cynical.

wszystkie tłumaczone przeze mnie prace nie należą do moich ulubionych, mój wybór zależy jedynie od złożoności ich mechaniki językowej i artystycznej. Rozbieram je i składam na nowo w innym języku. Po prostu rozwiązuję ciekawe problemy twórcze, aby utrzymać się w praktyce, aby pozostać w formie. Nie dbam o ich treść, autorów, czas pisania. Jestem zdecydowanie cyniczny.
 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

 

That couple, poet Oshanin and composer Novikov, individually wrote hundreds of shitty works. Still, a few of their works, mainly joint ones, their songs, have got a true artistic and historical value as signs of their time. Oshanin was of aristocratic origin, Novikov was of the ordinary people. All their conscious life fell on the Soviet time. Oshanin was a major expert on the epoch of Alexander the Great. It is difficult to say whom they would have become, if not the Revolution. They might have made a little less shit or a little more.

 

 

Ta para, poeta Oszanin i muzyk Nowikow, indywidualnie napisała setki gównianych prac. Jednak niektóre z ich utworów, głównie wspólnych dzieł, ich pieśni, mają prawdziwą wartość artystyczną i historyczną jako znaki swoich czasu. Oszanin był pochodzenia arystokratycznego, Nowikow pochodził ze zwykłych ludzi. Całe ich świadome życie przypadło na epokę sowiecką. Oszanin był wielkim ekspertem w epoce Aleksandra Wielkiego. Trudno powiedzieć, kim by się stali, gdyby nie Rewolucja. Może stworzyliby trochę mniej gówna, może trochę więcej.

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Dear Sir! Arse, that's what whom you are! How dared you to forget Ivan Shmelyov, the first performer of The Roads?!

Jaśnie Wielmożny! Dupkiem, tym właśnie jesteś! Jak śmiał pan zapomnieć Iwana Szmelowa, pierwszego wykonawcę "Ach, te drogi"?!

 

 

The song was very popular among the Russian schoolchildren in the first postwar years. The song was not only about a soldier's fate, but about the fates of their families, families of the killed in action, and the not children's war fears of children.
 

Piosenka była bardzo popularna wśród rosyjskich uczniów szkół średnich we wczesnych latach powojennych. Bo piosenka opowiadała nie tylko o losach żołnierzy, ale także pośrednio o losach rodzin żołnierzy, którzy nie doczekali się ich z wojny, i niedziecinnych wojskowych lękach dzieci.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Operatic singer Ivan Shmelyov

Śpiewak operowy Iwan Szmielow

 

Oshanin told that it had been his first songwriting when he was genuinely aware of the difficulty and joy of finding the exact word to express the sincere feeling and to convey the very meaning in the very short lines. He recalled that after the first performance there had been a long silence before a storm of applause and many encores!

 

 

Oszanin powiedział, że to był jego pierwszy utwór, kiedy był naprawdę świadomy trudności i radości ze znalezienia odpowiedniego słowa, aby wyrazić szczere uczucie i przekazać znaczenie w bardzo krótkich linijkach. Przypomniał, że po pierwszym występie zapadła długa cisza przed burzą oklasków i wieloma bisami!

 

And they, he and Novikov, understood that they had had no idea what song they'd written and composed. Only later they comprehended that it had been a song which expressed the true essence of the recent war time and aesthetically summed up the war. It was the last song of the war time, though formally written in 1946, an iconic song for all times and very close to the traditional songs. Novikov defined the genre of the song as "a memory song".

 

I oni, on i Nowikow, rozumieli, że nie mają pojęcia, jaką piosenkę napisali i skomponowali.
Dopiero później zrozumieli, że była to pieśń, która wyrażała prawdziwą istotę niedawnej wojny i estetycznie ją podsumowywała. Była to ostatnia pieśń czasu wojny, choć i formalnie napisana w 1946 r., kultowa pieśń wszech czasów i bardzo zbliżona do pieśni tradycyjnych. Nowikow zdefiniował gatunek piosenki jako "piosenkę pamięci".

 

That very, 1946, Oshanin and Novikov created another iconic song which opened the new, postwar epoch. The songwriters created "At the ice-rink" as a hymn dedicated to joy of life and youth. The lyrical hero of the song needed all that badly after his having gone through many faraway and hard things, or roads in the original text, in the war.

 

W tym samym roku 1946 Oszanin i Nowikow stworzyli kolejną kultową piosenkę, która otworzyła nową, powojenną epokę. Autorzy piosenek stworzyli "Na lodowisku" jako hymn poświęcony radości życia i młodości. Liryczny bohater piosenki bardzo potrzebował tego wszystkiego po tym, jak przeszedł na wojnie tak wiele odległych i trudnych rzeczy lub dróg w oryginalnym tekście.

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

There's another interesting interpretation of the song "Hey, you roads" by a great Russian actor Oleg Dal (1941-1981), 

 

 

though, sunny Oleg Dal is sooner and more associated with the other road and soldier from the Christian Andersen's fairy tales.

Jest jeszcze inna ciekawa interpretacja piosenki "Ech, te drogi" wielkiego rosyjskiego aktora Olega Dala (1941-1981), choćiaż słoneczny Oleg Dal prędzej i bardziej kojarzy się z inną drogą i żołnierzem z bajek Christiana Andersena.

 

A fragment of the film "Staraya, staraya skazka" ("A very old story")(1968) 

Fragment filmu "Staraja, staraja skazka" ("Stara, stara bajka") (1968) 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Music by Andrei Petrov
Lyrics by Alexandre Galich

THE ROAD SONG

 

Along the high road,
Along the high road
Here I'm marching, one and two.
I don't care for the holes in my uniform
And boots which are smashed,
Cuz head's no wounds.

 

Wdol po doroge,
Wdol po doroge
Wot ja szagaju - raz i dwa.
Plewać, szto dyrki w kamzole
I wdryzg sapogi,
Zato ucelela gołowa.

 

Muzyka przez by Andrzeija Pietrowa
Tekst przez Aleksandra Galicia

DROGOWA PIOSENKA

Wzdłuż drogi, wzdłuż drogi
Oto idę - raz i dwa.
Nie obchodzi mnie, że  mam dziury w kamizelce
I roztrzaskane buty.
Ważne, że głowa pozostała nieuszkodzona.

 

One-two, left side,
One-two, right side,
I'm on my way along the road,
The fact my pockets are empty
Means nothing at all, 
What really means that's I'm not mourned.

 

Ać-dwa, lewoj,
Ać-dwa, prawoj -
Wdol po dorogie stołbowoj.
A to, szto wietier w karmanach, 
Tak eto pustiak,
Gławnoje dieło, szto  żiwoj.

 

Raz-dwa, lewa,
Raz-dwa, prawa -
Wzdłuż drogi królewskiej.
A to, że wiatr spaceruje w moich kieszeniach,
To bzdury.
Najważniejsze, że żyje.

 

Right side and left side
Above there's the blue sky,
And between them there's the long road.
To where I go I don't know
The road itself
Will lead me somewhere after all.

 

Sprawa i slewa -
Sinieje niebo,
A posriedinie - dalnij put'.
Kuda iduja - nie znaju,
Doroga sama
Menia priwiedioc kuda-nibud'.

 

Prawo i lewo[, tam jest] 
Niebieskie niebo,
A w środku jest długa droga.
Dokąd idę, nie wiem, 
Sama droga
Zaprowadzi mnie gdzieś.

 

One-two, left side,
One-two, right side,
Once I will go round the globe
One-two, left side,
One-two, right side,
Walking along the long high road.

 

Ać-dwa, lewoj,
Ać-dwa, prawo,
Tak i projdu wieść szar ziemnoj. Ać-dwa, lewoj,
Ać-dwa, prawo,
Wdol po dorogie stołbowoj.

 

Raz-dwa, lewa,
Raz-dwa, prawa
I tak przejdę przez całą kulę ziemską.
Raz-dwa, lewa,
Raz-dwa, prawa
Wzdłuż drogi królewskiej.

 

I don't care for my pockets are light,
My boots have got holes,
What really means that's I am alive!

 

Plewać, szto wietier w karmanach
I wdryzg sapogi,
Wied' gławnoje dieło, szto żiwoj.

 

Nie obchodzi mnie to, że wiatr spaceruje w moich kieszeniach
I moje buty są roztrzaskane,
W końcu najważniejsze jest to, że żyję.

 

Tra-la-la-la-la-la... 

Tra-la-la-la-la-la... 

 

Tra-ła-ła-ła-ła-ła
Tra-ła-ła-ła-ła-ła

 

Old lady: Soldier boy, I say, soldier boy! Where are you going to?
Soldier: To where my eyes are turned, and they are turned right ahead! (Who knows where! Straight ahead somewhere!) I'm walking, I'm singing! This music is so much better than the screech of buckshot or cannon fire!
Old lady: That means that you are a demob now, does it?
Soldier: Yes, ma'am!
Old lady: That's good, good. I've got a job for you!
Soldier: Get off with you!  But you, who you, ma'am?
Old lady: Me? I'm a witch! What about it?
Soldier: Nothing. Excuse me, but may I satisfy my curiosity, if it's your profession or  you just have a  difficult character?
Old lady: It's my profession, as to my character, it's very much attractive.
Soldier: Well, nice to meet you, ma'am.
Old lady: I see you a brave soldier!
Soldier: Not gonna boast,  grandma, but I am a hero! The other day, as a matter of fact, I have been met by a highwayman... Well, I've rolled out my little cannon an' in direct fire.. boom! boom! Good night, nurse! Highwayman shattered into pieces.
Old lady:  Have you got any money on you?
Soldier: No problem. I've got no small money and never had got the bigger.

 

Starsza pani: Żołnierzyku! Posłuchaj, żołnierzyku! Dokąd idziesz?

Żołnierz: Gdzie oczy poniosą, a oni niosą najdalej przed siebie! Idę, śpiewam! Ta muzyka jest o wiele lepsza niż zgrzyt szrapneli lub wystrzały armat!
Starsza pani: To znaczy, że jesteś już  rezerwistem, prawda?
Żołnierz: Tak jest, moja pani!
Starsza pani: To dobrze, dobrze. Mam dla ciebie pracę!
ŻołnierzNaprawdę?! 
Ale kim  jest moja pani, proszę pani?

Starsza pani: Ja? Jestem czarownicą! Co się stało?
Żołnierz: Nic. Przepraszam, ale czy mogę zaspokoić swoją ciekawość, czy to  jest zawód pani lub pani tylko ma źly charakter?
Starsza pani: To mój zawód, a mój charakter jest bardzo atrakcyjny.
Żołnierz: Miło panią poznać, proszę pani.
Starsza pani: Widzę, że jesteś odważnym żołnierzem!

Żołnierz: Nie będę się chwalić, babusiu, ale jestem bohaterem! Któregoś dnia faktycznie spotkałem rozbójnika... Cóż, rozwinąłem swoją małą armatę i bezpośrednim ostrzałem ... Bach! Bach!  I do widzenia. Rozbójnik w drzazgi.
Starsza pani: Jak u ciebie z pieniędzmi?
Żołnierz: Żaden problem. Normalnie. Nie mam trochę drobnych oraz nigdy nie miałem ogromnych.

 

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • ───

      I. Moskwa – Odessa
      Który już raz lecę z Moskwy do Odessy –
      I znów złapali mnie w nie linii lot!
      Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy,
      Niezawodna niby Wołga wszystkich flot.

      Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów,
      I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie,
      albo w Trieście...
      Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów,
      Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie...

      Mówili mi: „Nie licz na te adresy,
      Na żaden z niebios komunizmu dar”.
      A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy –
      Teraz jest oblodzony pas na start!

      A w Leningradzie z dachu woda kapie,
      Więc może mi pisane lecieć do Leningradu?
      Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie,
      Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie!

      Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs!
      A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy,
      Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy,
      I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust!

      Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód,
      Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg,
      Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród,
      To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg!
      Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam,
      Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic –
      Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam,
      A z góry na nas patrzy tej całej floty widz!

      Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort,
      Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą.
      Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port!
      I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę.

      No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom,
      Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak,
      Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą!
      Znajdą powody nawet, gdy powodów brak...

      Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła,
      Gdzie jutro gradobicie zapowiadają.
      Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają,
      Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra!

      Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach,
      I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot –
      I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa,
      Tak przystępna, jak ten cały fłot,

      Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk,
      A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg,

      Mam tego dość już, psia kość,
      I lecę tam, gdzie mi pozwalają!
      Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość,
      I lecę tam, gdzie mi otwierają!
      II. Polowanie na wilki
      Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem,
      Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem
      Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem
      Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty.

      Dwururki schowały się w cień jódł
      Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą;
      Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł
      Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów,

      Refren:
      Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie!
      Na szare samce, matki i szczenięta.
      Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -.
      To na śniegu krew i plamy krwawych flag.

      W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw,
      Strzelającym nie zadrży ręka,
      Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami,
      Biją bez litości, a ich kula celu sięga.

      Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej;
      Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione
      Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak
      Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!”

      Refren 

      Łapy u nas i szczęki wytrwałe.
      Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi,
      Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem,
      Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić!

      Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo.
      A moje dni już są policzone.
      Myśliwy już broń ujął w rękę prawą
      Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną.

      Refren

      Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag —
      Chęć życia jest we mnie silniejsza!
      I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask
      I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza.

      Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna,
      Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze.
      Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach,
      Ale gończym nic nie zostanie w rękach!

      Refren
      III. Polowanie z helikopterów
      Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy,
      I otwarła się brama hangaru,
      A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy
      Most chrzęsci pod naszym ciężarem.

      A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą,
      A śnieg wolno spada z gałęzi świerków.
      A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką,
      Śmigłowca huk był jak psa warkot.

      Refren:
      Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!!
      Na wilki szare, uparte i gniewne
      Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch,
      Już zapomnieli o litości pewnie—

      A kule koszą wsio stworzenie.
      Biegnę i wdycham te mroźne opary,
      Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem.

      Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary.
      A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk,
      Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej,
      A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg
      Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!”

      I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz.

      Refren

      Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się;
      Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku.
      I niech ci na górze próżno szukają mnie –
      Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku!

      A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem;
      Znów śnieg na bagnach wolno pada;
      Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę,
      Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady!

      ───
       

       

      @Michał PawicaWstęp:

       

      Cień Arbacie, Cień Łubianki

       

      Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.

       

      Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.

       

      Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.

       

      Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.

       

      Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.

       

      Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.

       

      Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.

       

      Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dzięki Marku. Również pozdrawiam.       To napisz o tym...   Jeśli możesz,                                     bez wulgaryzmów.   Pozdrawiam.
    • ─── I. Moskwa – Odessa Który już raz lecę z Moskwy do Odessy – I znów złapali mnie w nie linii lot! Ale oto nadlatuje księżniczka-błękitka stewardesa messy, Niezawodna niby Wołga wszystkich flot. Nad Murmańskiem ni chmurki – rejs mych snów, I mógłbym teraz być już w Aszchabadzie, albo w Trieście... Otwarty Kijów, Charków, Kiszyniów, Lwów, Wszystkie otwarte, lecz ja chcę być w Odessie wreszcie... Mówili mi: „Nie licz na te adresy, Na żaden z niebios komunizmu dar”. A tu mi znów opóźniają mój lot do Odessy – Teraz jest oblodzony pas na start! A w Leningradzie z dachu woda kapie, Więc może mi pisane lecieć do Leningradu? Tbilisi to jedyny jasny punkt na tej podniebnej mapie, Tam herbata rośnie w sadzie, lecz ja Tbilisi mam w głębokim rozkładzie! Słyszałem, że Rostowianie idą w kurs! A mnie głupiemu wciąż chce się do Odessy, Ale mnie trzeba tam, gdzie od trzech dni nie honorują promesy, I dlatego opóźnili ludzkiej surówki spust! Ja muszę lecieć tam, gdzie chłód i lód, Gdzie jutro zapowiadają taaaki śnieg, Choć wszędzie indziej nieba czystego w bród, To miło, ale nie po to wrzuciłem piąty bieg! Nie wypuszczają mnie tu i nie wpuszczają tam, Niesprawiedliwe to, ale nie poradzę nic – Stewardesa, cudnie złudna, siódme niebo obiecuje nam, A z góry na nas patrzy tej całej floty widz! Otwarty najsłodszych smakołyków wielki tort, Lecz, by tam lecieć najsłodsze słodycze mnie nie skuszą. Otwarty nawet Władywostoku zamknięty port! I Paryż jest otwarty, ale tam jechać nie muszę. No, wreszcie! Pogoda, jak drut, dobry wiatr sprzyja skrzydłom, Samolot się napręża, śmigła w ruch, pełny bak, Lecz już nie wierzę, bo – mnie i tak tam nie przyjmą! Znajdą powody nawet, gdy powodów brak... Ja muszę lecieć tam, gdzie zamieć i mgła, Gdzie jutro gradobicie zapowiadają. Londyn, Delhi, Magadan przede mną się otwierają, Wszystkie stoją otworem, ale nie dla mnie ta w ciuciubabkę gra! Masz rację – śmiej się albo płacz: jestem znów na starych adresach, I masz: znowu spóźnienie, niedostępny lot – I smukła jak TU-104 stewardesa – panna Odessa, Tak przystępna, jak ten cały fłot, Znów mnie przestawia na ósmą zero dźwięk, A towarzysze pasażerowie posłusznie zasypiają w krąg, Mam tego dość już, psia kość, I lecę tam, gdzie mi pozwalają! Mam tego dość, już mnie całkiem zżarła złość, I lecę tam, gdzie mi otwierają! II. Polowanie na wilki Biegnę z całych sił, szarpię każdym ścięgnem, Ale dziś – jest jak jutro, i wczoraj, i potem Otoczyli mnie, otoczyli ciasnym kręgiem Rozwścieczają mnie do szpiku mej wilczej istoty. Dwururki schowały się w cień jódł Tam myśliwi skryli się swą sforą podłą; Wilki tarzają się w śniegu, co stopił się i zmókł Wystawiając się na łatwy strzał tych ogrów, Refren: Polowanie na wilki trwa, trwa polowanie! Na szare samce, matki i szczenięta. Gończy krzyczą, psy szczekają, a przynęta -. To na śniegu krew i plamy krwawych flag. W tej walce wilka z łowcami nie ma żadnych praw, Strzelającym nie zadrży ręka, Ogrodzili naszą wolność krwawych szmat strzępami, Biją bez litości, a ich kula celu sięga. Wilk nie może złamać tradycji czasem uświęconej; Widzisz te ślepe szczenięta? Ledwo od sutka matki odstawione Wyssały z jej mlekiem, czy to wilk czy ptak Prawdę jedyną: „Strzeż się ludzkich flag!” Refren  Łapy u nas i szczęki wytrwałe. Dlaczego, wodzu, proszę powiedz mi, Gonimy za szczeniakami i ubijamy je jednym strzałem, Łamiąc zakaz, że nie wolno ich bić! Wilk nie może inaczej. Sucho, to takie wilcze prawo. A moje dni już są policzone. Myśliwy już broń ujął w rękę prawą Z uśmiechem, i kulą, dla mnie przeznaczoną. Refren Wyszedłem ze świętego kręgu krwawych flag — Chęć życia jest we mnie silniejsza! I usłyszałem za sobą westchnienia, wrzask I krzyk myśliwych. Ich zdobycz będzie dziś mniejsza. Szarpię się z całych sił, gnam każdym strzępem ścięgna, Ale dziś – widzę jutro niż wczoraj jaśniejsze. Otoczyli mnie, otoczyli w krwawych kręgach, Ale gończym nic nie zostanie w rękach! Refren III. Polowanie z helikopterów Jak brzytwa, świt przeciął nam oczy, I otwarła się brama hangaru, A my przecieramy szlak, przez śnieg nasz tłum się toczy Most chrzęsci pod naszym ciężarem. A oni trzepotali skrzydłami tuż nad tajgą, A śnieg wolno spada z gałęzi świerków. A na naszym szlaku, nad tą krwawą bajką, Śmigłowca huk był jak psa warkot. Refren: Jest polowanie z helikoptera, hej na łów!! Na wilki szare, uparte i gniewne Ci, co usiedli u karabinów sterów - jest ich dwóch, Już zapomnieli o litości pewnie— A kule koszą wsio stworzenie. Biegnę i wdycham te mroźne opary, Lecz nie zdołam uciec już przed przeznaczeniem. Mechaniczne potwory nade mną krążą jak janczary. A ja biorę oddech jeszcze jeden w wilczy pysk, Lecz łopaty wyją coraz bliżej, wyraźniej, A ziemia pod mymi łapami aż kwiczy ziemi bryzg Śmieją się z kokpitu: „Dawaj! Raźniej!” I spuszczają mi na zad ołowiu deszcz. Refren Leżę pod drzewem złamanym, w mchu schroniłem się; Gdzieś przegapiłem ten zjazd na tyłku. I niech ci na górze próżno szukają mnie – Zostanę na dole; wpadłeś w zasadzkę, wilku! A ten piekielny huk rozpłynął się, znikł wtem; Znów śnieg na bagnach wolno pada; Wstałem, strząsnąłem silnika ryku mgłę, Żyję! Nie zabijecie mnie nigdy, gady! ───     @Michał PawicaWstęp:   Cień Arbacie, Cień Łubianki   Bułat miał rację, mówiąc o Polsce z tym swoim melancholijnym, moskiewskim zachwytem.   Widział nas przez pryzmat hejnału mariackiego, znoszonych garniturów siedemnastolatków idących na barykady i rzewnych łez Jarosławny.   Dla niego byliśmy mądrzy, muzykalni, subtelni – jakbyśmy wszyscy zostali ulepieni z tej samej gliny, z której Agnieszka wycinała swoje najpiękniejsze strofy. To była miłość bezgraniczna, sygnał alarmowy czysty i wyraźny, grany na trąbce przez zamordowanego rzemieślnika historii.   Ale Bułat pisał swoje eposy, gdy nad Moskwą szalała zaledwie majowa burza. Nie mógł przewidzieć, że jego ukochany, boczny cygański trakt z Arbacie skręci kiedyś gwałtownie w ponure korytarze Łubianki, a dym z płonącej planety uniesie się nad naszą ziemią jak nad gorejącym krzewem. Że jego dziesiąty, desantowy batalion – ten, który szedł w noc od Kurska i Orła – zamiast wolności przyniesie swastykę Ruskiego Mira, a zamiast bitnych pieśni rozbrzmiewać będzie tępy śmiech chłopców z Omonotworu pałujących kobiety na placach Pitera.   Kiedy mit pęka, język zaczyna dychać coraz ciszej. Zamiast czułej struny akordeonu dostajemy mokry worek nadziany na dumną głowę i ślady paralizatora na dłoniach.   Wujek Wołodia – ten swojski sąsiad z bloku, były szpieg i perełka z korytka KGB – zaczął dokręcać nam śruby tak mocno, że nasza wspólna, wątła nić zaczęła pić krew. Kręci je dalej, w szale, bez rozkazu, aż po sam grób.   Dlatego ta opowieść nie ma dialogów. Jest jak powieść historyczna pisana przez emerytowanego porucznika w cieniu zatrutej róży, wciśniętej w oszroniony kufel po tanim, importowanym piwie. To mit, w którym człowiek pisze, co Bóg jeszcze ledwo słyszy przez ryk silników i dym Nord-Ost. Wszystko to minie, powtarzamy jak mantrę, łykając czarny, więzienny chleb.   Zanim jednak bramy Lefortowa runą, a dyktator stanie się zimnym trupem w kostnicy, musimy wykrzyczeć słowa podejrzanej konduity. Nawet jeśli nasz rym już ledwo dyszy. Nawet jeśli przyjdzie nam krzyczeć z całych płuc, prosto w twarz tej bladej godzinie, która z miłości zostawiła nam tylko swąd...
    • ,, Eucharystia jednoczy  przyjmujących ją ,, 1 Kor.10 , 16-17    jak ocean łączy kropel wiele  tak Eucharystia  wiąże ludzi w kościele    dar wolności  Bóg nie wymusza  zaprasza    lubimy kochamy  po swojemu    świat  zamiast się radować  walczy    a jest  jest ... cudem  cudem  wartym miłości szacunku   rysy skazy rany widać z daleka  wolna wola … problemem   komunia łączy  owoc  życie w zgodzie  z sobą z Bogiem   Jezu ufam Tobie    6.2026 andrew  Czwartek, święto Bożego Ciała  
    • @hania kluseczka Peelek taki, że jednej chciałby dać miłość, a resztę nienawidzić.
    • @Alicja_Wysocka

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...