Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Historia edycji

Należy zauważyć, że wersje starsze niż 60 dni są czyszczone i nie będą tu wyświetlane
WarszawiAnka

WarszawiAnka

 

 

CZĘŚĆ II

 

 

Gdy Sven otworzył oczy znów,

krew w żyłach mu krążyła;

zerwał się, krzepki, rad i zdrów;

czy katastrofa z jego snów

nigdy się nie zdarzyła?

 

Wszak serce bije mu jak dzwon,

otacza go załoga,

okrzyków brzmi radosny ton,

jak przy toaście z winnych gron

- i wszyscy są na nogach.

 

„Ach, kapitanie,” - mówią mu -

„szczęściem, w ostatniej chwili

statek z obsadą obcych stu

znalazł nas – i umieścił tu:

oni nas ocalili!”

 

A wtedy Sven (wiadoma rzecz)

gestem wprawnego gracza,

którego dłoń zna świetlny miecz 

szybko do biodra sięgnął, lecz

nie znalazł tam miotacza.

 

Znacząco spojrzał nań w mig Locke

z głębi swych czarnych źrenic:

„Nie przeczę – dla mnie to był szok,

ale z ich strony sprytny krok:

jesteśmy rozbrojeni.”

 

Na to android Delta wstał:

„Kimkolwiek są ci „oni”,

czujnik mi właśnie pewność dał,

że choć mężczyźni to na schwał,

nie noszą znanej broni.”

 

Nagle subtelny światła blask

roztopił jakby ściany

i wnet ujawnił istot kształt

w postaciach męskich, rosłych ciał

zmaterializowany.

 

Śmiało wystąpił naprzód ten,

co statkiem ich dowodził;

włosy miał jasne, niby len

i rzekł: „Witajcie! Jestem Fenn,

przewodnik gwiezdnej łodzi.”

 

Choć był wyniosły jego wzrost

- twarz pełna łagodności;

dwa światy obce złączył most,

kiedy powiedział do nich wprost:

„Niech prawo gościnności

 

odwiecznej służy teraz wam,

których to na granicy

zabrałem z wraku tu ja sam,

by wskazać szlak do naszych bram,

wy, cudzogalaktycy.

 

Dlatego też poddano was

promieniom Seiq i Qeni,

byście przez wyznaczony czas

mogli rozumieć dobrze nas

i w naszej żyć przestrzeni."

 

Skłaniając głowę na znak czci

rzekł Sven: "Nie zmieszczą słowa

wdzięczności za wasz dzielny czyn;

chcę za wrócone życie mi

też czynem podziękować."

 

Rzekł Fenn: "Wystarczy szczerość słów

za szczery dar pomocy;

zakończliśmy gwiezdny łów,

do domu więc dotrzemy znów

przed zapadnięciem nocy.

 

A teraz chodźcie stąd na dziób

i rozweselcie twarze,

bo po upływie wielu dób

i szlaku waszych licznych prób

nasz cel się wam ukaże."

 

Locke chciał natychmiast ruszyć z nim;

Sven chwycił go za przegub:

„Nie ufam gładkim słowom tym,

nie idź za nimi tak jak w dym,

czujności nigdy nie gub.”

 

Lecz sam podejrzeń zgubił trop,

po wejściu do kokpitu:

gdy zgasł jasnego światła snop

wydali okrzyk aż po strop,

a był to głos zachwytu.

 

Ujrzeli w blasku czterech słońc

dwadzieścia siedem planet

widocznych jak na dłoni stąd,

świetlistych, jak szmaragdów rząd

- a wszystkie zamieszkane.

 

"Oto Altarven, 'Jedność Gwiazd',

nasz układ macierzysty;

jedno z cywilizacji gniazd,

świadek wszechświata wszystkich faz,

kosmosu klejnot czysty.

 

Dwunasta z planet, Irion Tal,

przystanią wam się stanie;

ukoi serca puls jej fal

nim przyjdzie znów wam ruszyć w dal

- za chwilę lądowanie."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

 

WarszawiAnka

WarszawiAnka

 

 

CZĘŚĆ II

 

 

Gdy Sven otworzył oczy znów,

krew w żyłach mu krążyła;

zerwał się, krzepki, rad i zdrów;

czy katastrofa z jego snów

nigdy się nie zdarzyła?

 

Wszak serce bije mu jak dzwon,

otacza go załoga,

okrzyków brzmi radosny ton,

jak przy toaście z winnych gron

- i wszyscy są na nogach.

 

„Ach, kapitanie,” - mówią mu -

„szczęściem, w ostatniej chwili

statek z obsadą obcych stu

znalazł nas – i umieścił tu:

oni nas ocalili!”

 

A wtedy Sven (wiadoma rzecz)

gestem wprawnego gracza,

którego dłoń zna świetlny miecz 

szybko do biodra sięgnął, lecz

nie znalazł tam miotacza.

 

Znacząco spojrzał nań w mig Locke

z głębi swych czarnych źrenic:

„Nie przeczę – dla mnie to był szok,

ale z ich strony sprytny krok:

jesteśmy rozbrojeni.”

 

Na to android Delta wstał:

„Kimkolwiek są ci „oni”,

czujnik mi właśnie pewność dał,

że choć mężczyźni to na schwał,

nie noszą znanej broni.”

 

Nagle subtelny światła blask

roztopił jakby ściany

i wnet ujawnił istot kształt

w postaciach męskich, rosłych ciał

zmaterializowany.

 

Śmiało wystąpił naprzód ten,

co statkiem ich dowodził;

włosy miał jasne, niby len

i rzekł: „Witajcie! Jestem Fenn,

przewodnik gwiezdnej łodzi.”

 

Choć był wyniosły jego wzrost

- twarz pełna łagodności;

dwa światy obce złączył most,

kiedy powiedział do nich wprost:

„Niech prawo gościnności

 

odwiecznej służy teraz wam,

których to na granicy

zabrałem z wraku tu ja sam,

by wskazać szlak do naszych bram,

wy, cudzogalaktycy.

 

Dlatego też poddano was

promieniom Seiq i Qeni,

byście przez wyznaczony czas

mogli rozumieć dobrze nas

i w naszej żyć przestrzeni."

 

Skłaniając głowę na znak czci

rzekł Sven: "Nie zmieszczą słowa

wdzięczności za wasz dzielny czyn;

chcę za wrócone życie mi

też czynem podziękować."

 

Rzekł Fenn: "Wystarczy szczerość słów

za szczery dar pomocy;

zakończliśmy gwiezdny łów,

do domu więc dotrzemy znów

przed zapadnięciem nocy.

 

A teraz chodźcie stąd na dziób

i rozweselcie twarze,

bo po upływie wielu dób

i szlaku waszych licznych prób

nasz cel się wam ukaże."

 

Locke chciał natychmiast ruszyć z nim;

Sven chwycił go za przegub:

„Nie ufam gładkim słowom tym,

nie idź za nimi tak jak w dym,

czujności nigdy nie gub.”

 

Lecz sam podejrzeń zgubił trop,

po wejściu do kokpitu:

gdy zgasł jasnego światła snop

wydali okrzyk aż po strop,

a był to głos zachwytu.

 

Ujrzeli w blasku czterech słońc

dwadzieścia siedem planet

widocznych jak na dłoni stąd,

świetlistych, jak klejnotów rząd

- a wszystkie zamieszkane.

 

"Oto Altarven, 'Jedność Gwiazd',

nasz układ macierzysty;

jedno z cywilizacji gniazd,

świadek wszechświata wszystkich faz,

kosmosu klejnot czysty.

 

Dwunasta z planet, Irion Tal,

przystanią wam się stanie;

ukoi serca puls jej fal

nim przyjdzie znów wam ruszyć w dal

- za chwilę lądowanie."

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

*

 

×
×
  • Dodaj nową pozycję...