Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

GRIEF IS THE PRICE WE PAY FOR LOVE

ŻAL TO CENA, KTÓRĄ PŁACIMY ZA MIŁOŚĆ

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Lyrics by Leonid Derbenyov

Music by Maxim Dunayevsky

ALL WILL PASS

Once again sing to me, if you will,
"The day goes towards the sunset".
This evening hour, even far from being here,
We shall remember, trust me.
We'll recall how the pale Moon floats
O'er the night's cool darkness,
Only that that all will go
To recall is mindless.

 

CHORUS
All will pass, even grief and cheer,
All will pass, thus it walks the world.
All will pass, but one thing is clear,
Only love won't be ever gone.

 

Once again sing to me, how the boats
Sail against the currents.
Sing about the whole world
Might be invented for lovers.
Sing about that our hearts
Won't get tired of beating.
Just about that all will pass
Is not worth of thinking.

 

Once again sing to me, if you will,
"The day goes toward sunset".
This evening hour, even far from being here,
We shall remember, trust me.
We'll reminisce the blue star alone
That lit for us only.
Only that all will be gone,
Recollect not, don't.

 

All will pass, but one thing is clear,

Only love won't be ever gone.

 

 

Wiersz przez Leonida Dierbieniowa

Muzyka przez Maksima Dunajewskiego

WSIO PROJDIOC WSZYSTKO PRZEMINIE 

Wnow' o tom, szto dień uchodit s Ziemli
Proszę zaśpiewaj mi jeszcze raz, że
W cias wieciernij, spoj mnie.
Dzień zbliża się do zachodu słońca.
Etot dień, być możet, gdie-to wdali,
Tej wieczornej godziny, nawet [kiedy będziemy] daleko stąd,
My nie odnażdy wspomnim.
Być może będziemy wspominać nie raz.
Wspomnim, kak prozraćnyj miesiąc pływioc
Przypomnimy sobie, jak blady księżyc
Nad noćnoj prochładoj.
Pływa nad chłodną ciemnością nocy.

Lisz o tom, szto wsio projdioc,

Tylko, nie trzeba wspominać o tym,
Wspominać nie nado.

że wszystko minie.

 

PRIPIEW REFREN
Wsio projdioc, i piećal, i radość,
Wszystko przeminie, i smutek i radość,
Wsio projdioc, tak ustrojen swiet,
Wszystko przeminie, więc taki jest ten świat.
Wsio projdioc, tolko wierić nado,
Wszystko minie, ale jedno jest jasne,
Szto lubow' nie prochodic, niet.
Tylko miłość nigdy nie odejdzie

 

Spoj o tom,  kak wdal pływuc korabli,
Zaśpiewaj mi o statkach,
Nie sdawajaś buriam.
Płynąc naprzód przeciwko sztormom.
Spoj o tom, szto radi naszej lubwi
Śpiewaj o tym, że cały świat
Wies etot mir priduman.
Jest wynaleziony dla naszej miłości.
Spoj o tom, szto bićsia nie ustajoc
Śpiewaj mi o tym, ze naszy serca
Sierce z siercem riadom,
Nie będą zmęczeni bić razem.
Lisz o tom, szto wsio projdioc,
Tylko, nie trzeba wspominać o tym,
Wspominać nie nado.
że wszystko minie.

 

Wnow' o tom, szto dień uchodit s Ziemli
Proszę zaśpiewaj mi jeszcze raz, że
W cias wieciernij, spoj mnie.
Dzień zbliża się do zachodu słońca.
Etot dień, być możet, gdie-to wdali,
Tej wieczornej godziny, nawet [kiedy będziemy] daleko stąd,
My nie odnażdy wspomnim.
Być może będziemy wspominać nie raz.
Wspomnim, kak zwiezda wsiu noc naprolot
Będziemy wspominać gwiazda,
Smotric sinim wzgladom.

Кtóra przez całą noc patrzy [na nas] niebieskim spojrzeniem.
Lisz o tom, szto wsio projdioc,
Tylko, nie trzeba wspominać o tym,
Wspominać nie nado.
że wszystko minie.

 

 

Wszystko minie, ale jedno jest jasne,
Szto lubow' nie prochodic, niet.
Tylko miłość nigdy nie odejdzie

 

***

 

I loved HRH the Prince Philip, Duke of Edingburgh, for he was jolly, unhypocritical and disliked sycophancy. Of course, he was a true pillar for the Royal Family, his own family, by the way, and Monarchy. His jokes considered to have been not  very politically correct, though I can't understand the meaning of this word expression. Who works out the correct policy? Is that policy really correct? What are criteria for that correctness? Isn't it enough to be simply civil, live and let live? The word of "political" can't help scaring me either. Prince Philip might have been not polically correct, but he was  a gentleman. Gentleman and Navy officer that also influenced his sense of humour. His humour which had been expressing in his comments and observations was the old good healthy, sound humour and wise, by the way. Besides, he really loved and supported the youth. He was an outstanding person, I'll miss that great and handsome man. So long, incomparable public poppa! Reincarnate a.s.a.p. as 'a wirus' destroying falsehood. 

 

 

Kochałem JKW księcia Filipa, Księcia Edingburgha, ponieważ był wesoły, nieobłudny i nie lubał pochlebstwo. Oczywiście był prawdziwym filarem rodziny królewskiej, nawiasem mówiąc, to była  jego własna rodziną, i monarchii. Jego żarty uważane były za mało poprawne politycznie, chociaż nie rozumiem znaczenia tego słowa. Kto opracowuje właściwą politykę? Czy ta polityka jest naprawdę poprawna? Jakie są kryteria tej poprawności? Czy nie wystarczy być po prostu uprzejmym, żyć i pozwolić żyć? Słowo "polityczny" też mnie przeraża. Książę Filip mógł nie mieć politycznej poprawności, ale był dżentelmenem. Dżentelmen i oficer marynarki wojennej, i to również wpłynęło na jego poczucie humoru. Jego humor wyrażany w komentarzach i obserwacjach był starym dobrym zdrowym, rozsądnym i mądrym, nawiasem mówiąc. Poza tym naprawdę kochał i wspierał młodzież. Był wybitną osobą, będę tęsknić za tym wspaniałym i przystojnym mężczyzną.
Trzymaj się, niezrównany ogólnokrajowy tatusiu! Reinkarnuj jak najszybciej jako "wirus" na fałsz!

 

***

 

P. S. 

 

 

By Gavrila Romanovich Derzhavin
ON PERISHABILITY
The flow of time’s continuous river
Of yore takes people’s works away,
And sinks all kingdoms, kings and peoples
Into oblivion’s yawning chasm.
A small part that delays `forever`
Thanks to the lyre, trumpet’s strains,
Doomed to be gorged by aeon`s crater
And won’t avoid of common fate.
<6 July of 1816>

 

Przez Gawriłę Romanowicza Dierżawina

NA ZNISZCZALNOŚĆ
Rzeka czasów we własnym strumieniu
Unosi wszystkie ludzkie sprawy.
I topi w otchłani zapomnienia
Ludy, królestwa i królowie.
A jeśli coś zostanie
Poprzez dźwięki liry i trąbek,
Zostanie pożarta przez usta wieczności
I nie opuści  wspólnego przeznaczenia.

<6 lipca 1916>

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

The Royal couple was charming. A propos, in spite of change of faith, Philip remained at heart  an Orthodox Christian. His grandma was Olga Konstantinovna Romanova.

 

Para królewska była czarująca. A propos, pomimo zmiany wiary, Filip pozostał w głębi serca prawosławnym chrześcijaninem. Jego babcią była Olga Konstantinowna Romanowa.

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Philip's grandparents, the King of Greece, Georg I, and the Queen of Greece Olga Romanova Dziadkowie Filipa, Król Grecji, Georg I i Królowa Grecji Olga Romanowa

 

His mom often stayed with the Romanovs in 1903-1906s. 

On the whole, Prince Philip was more high-born than even his wife, HRM the Queen Elizabeth II. But before the wedding he'd got just 6 pounds on his banking account. Jego matka często przebywała z Romanowami w latach 1903-1906. Ogólnie rzecz biorąc, książę Filip był bardziej urodzony niż nawet jego żona, królowa Elżbieta II. Ale przed ślubem miał na koncie zaledwie 6 funtów.

 

The Queen was said to have been afraid of his leaving her in her youth, but Lord Mountbatten explained to her that Philip would never forget from what end his bread was spread with butter. Her choice of him gilded his nobility. Mówiono, że królowa bała się, że ją opuści w młodości, ale Lord Mountbatten wyjaśnił jej, że Filip nigdy nie zapomni, z jakiego końca  jego chleb był posmarowany masłem. Jej wybór pokrył złotem jego szlachetność.

 

Theodora, Sophia, Philip, Cecily, Margaret. Duke of Edinburgh and his older sisters, Princesses of Greece who were married to the German aristocrats. Some of their grand children were present at the Prince Philip's funeral by his dying request. Prince spent some time in Germany, where went school in early 30s and since then had commanded fluent German

 

 

Pheodora, Sophia, Philip, Cecily, Margaret. Książę Edynburga i jego starsze siostry, Księżniczki Grecji, które poślubiły niemieckich arystokratów. Niektóre z ich wnuków były obecne na pogrzebie Księcia Filipa na jego prośbę umierającą. Prince spędził trochę czasu w Niemczech, gdzie na początku lat trzydziestych poszedł do szkoły i władał biegle językiem niemieckim

 

He drew his winning ticket, all in one package, including sincere love, big money and high-ranking position. If not her choice of him he would have hardly loved so long either. He drew his winning ticket, all in one package, including sincere love, big money and high-ranking position. If not her choice of him he would have hardly loved so long either. Wyciągnął swój zwycięski kupon, wszystko w jednym pakiecie, zawierającym szczerą miłość, duże pieniądze i wysoką pozycję. Gdyby nie jej wybór, on też nie żyłby tak długo.

 

 

A happy fate, he was simply lucky to meet his better half. A dream come true! Wow! Szczęśliwy los, po prostu miał szczęście spotkać swoją lepszą połowę. Sen się ziścił! Wow! 

 

P. S. Parmi les sœurs de Philip, je choisirais Cécile. C'est mon type.

 

Ancient Greek goddesses! Graces! I would like to have their porcelain figurines! Starożytne greckie boginie! Gracje! Chciałabym mieć ich porcelanowe figurki!

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

The poem by Derzhavin written by him just three days before his death is rather dangerous for the present philosophy of life. I knew an old American poetess who lived in London and boasted of her modern views of a dedicated atheist, arguing that when her last hour comes she will eargerly give place to the newly-born life. After reading the poem she was completely morally destroyed. She belived in death. Her mind was breached. She remembered she had got her daughter and grand daughter, that they meant more for her  than her poems. Soon she died, but not very eagerly. It was so natural, but so politically incorrect of her! 

 

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

Wiersz Dierzawina napisany zaledwie trzy dni przed jego śmiercią jest raczej niebezpieczny dla obecnej filozofii życia. Znałem starą amerykańską poetkę, która mieszkała w Londynie i chwaliła się swoimi nowoczesnymi poglądami oddanej ateistki, argumentując, że kiedy nadejdzie jej ostatnia godzina, zdecydowanie ustąpi miejsca nowonarodzonemu życiu. Po przeczytaniu wiersza została całkowicie zniszczona moralnie. Uwierzyła w śmierć. Jej umysł został naruszony. Przypomniała sobie, że miała córkę i wnuczkę, że znaczyły dla niej więcej niż jej wiersze. Wkrótce umarła, ale niezbyt chętnie. To było takie naturalne, ale politycznie niepoprawne z jej strony!

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Americans equate the British accent with a high intelligence and low moral character. By this reason the roles of villains in Hollywood films have often been taken by the British - Christopher Lee, Gary Oldman, Ralph Fiennes, Anthony Hopkins, Alan Rickman, etc. 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Michał Boyarsky always performed beautiful and pure songs, devoid of political overtones and filled with love content that has no boundaries and language barriers. Michał Bojarski zawsze wykonywał piękne i czyste piosenki, pozbawione politycznych podtekstów i wypełnione miłosnymi tekstami, które nie mają granic i barier językowych.

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Philip was handsome, though in a different way, in all seasons of his long life. He never lost interest in all things and living beings around him, in his relatives, in stranges, gadgets, sports, etc.  He was always modern, contemporary. 

He was amusing, able to make one laugh, make all around feel jolly and happy. 

Now I feel him saying, looking at me ironically, "Finished?" 

-Yep, Sir, I have!  Thank you! Thank you for having been with us so, but not enough long! 

 

 

 

 

Edytowane przez Andrew Alexandre Owie (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Za moimi plecami pojawił się enkawudzista. Był w doskonałym humorze. I nie wiedziałem tylko czy to z powodu tego, że wiedział o tym, że Żerebcow wywołuje  tak wielkie uczucie strachu, czy może z powodu  rozkazów jakie mu przekazano.   Wychodź Żerebcow. Koniec wycieczki. Kota zostaw nie będzie Ci potrzebny,  mały, czarny pluszak. Teraz będziesz co najwyżej tulił się z zimna do ciał kolegów w baraku.   Żerebcow już miał zamiar prostować kolana, gdy enkawudzista poklepał mnie  zuchwale po ramieniu.   Rozkazy się zmieniły lejtnancie. Góra nie chcę już więcej o nim słyszeć  ani przerzucać go z miejsca w miejsce. Dość już jego wątpliwej legendy. Podobno nie można go zabić. Podobno odradza się zawsze po egzekucji. Drugi pieprzony Rasputin. Ale nie ma takiego Diabła,  którego nie potrafiłby zgładzić  ludowy komisariat obrony. Prawdziwy człowiek radziecki  i piekło może zamrozić jeśli tylko chcę. Plan jest taki. Wy lejtnancie jedziecie z nim do lasu. Kierowca zna miejsce. Moi ludzie już wszystko tam przygotowali. Wysiadacie wieczorem. On klęka, wy strzelacie.  Moi dobijają bagnetami. Nawet go nie grzebcie. Wilki i niedźwiedzie  posilą się krwawą padliną. Wracacie w nocy. Spisujemy raport. Wychylamy kilka szklanek  za dobrze wykonaną robotę. W tajemnicy Wam powiem lejtnancie, że za zabicie tego wrzoda  na radzieckim organizmie, dostaniecie order czerwonego sztandaru, sam towarzysz Beria za tym optował. A nie powiecie mi chyba, że nie chcielibyście dostać  przepustki do stolicy. Tu tylko jaja można sobie odmrozić. A tam będziecie towarzysz i gieroj. Bohater naszych czasów. Ta akcja nie może czekać. Jeździe już teraz. Dopilnuję obozu przez te kilka godzin.   Uścisnął mi rękę i prawie siłą  wepchnął na pakę ciężarówki. Chciałem więcej wyjaśnień, omówić plan działania. Zamierzałem się sprzeciwić. Ale co mógł prosty czerwonoarmista  wobec potęgi komisariatu obrony. Wobec całej potężnej maszyny śmierci.    Kierowca rzucił okiem za siebie  i zauważył że usadowiłem się niemrawo prawie dokładnie naprzeciw literata.   Jeśli coś będzie nie tak lejtnancie, krzyczcie a najlepiej  bijcie dłonią w ścianę szoferki. Ja mam tu pistolet. Spojrzałem z niedowierzaniem  na enkawudzistę    Jak mam eskortować więźnia bez broni? Chcę wrócić po pistolet i proszę o eskortę w postaci dwóch dodatkowych ludzi. Moich zaufanych ludzi.   Enkawudzista machnął tylko ręką.   Eskorta do Żerebcowa?! On nigdzie nie ucieknie. Zresztą dokąd? Do najbliższej większej osady przeszło osiemdziesiąt kilometrów. Do miasta trzysta. A na termometrze dziś  prawie minus trzydzieści pięć stopni. Zresztą on nawet nie jest związany. Nie musi. Nie wie na jakim świecie jest. Nie odzywa się słowem od tygodni. Zresztą zobaczcie sami.   I faktycznie Żerebcow stwarzał pozór osoby obłąkanej i zupełnie nieobecnej w rzeczywistości. Nie wiem czy rozumiał o czym rozmawialiśmy. Czy wiedział o tym, że za kilka godzin zginie? Czy rozumiał cokolwiek  z tego co się wokół działo. Siedział i z błogim uśmiechem małego chłopca,  głaskał kota,  który zdążył zasnąć na jego kolanach. Widać literat i kot  byli razem w siódmym niebie. Ciężko było dyskutować o tym  co powinno się zrobić  i jak powinno się teraz postąpić. To był rozkaz,  którego nie mogłem zlekceważyć.   Jechaliśmy już przeszło godzinę. Kilka minut temu, rozpadał się ostry, wirujący dziko na wietrze śnieg. Przesiąkłem odorem paki. Wszystko wokół cuchnęło. Na dodatek opary paliwa  łatwo przechodziły na tył pojazdu i powodowały astmatyczne napady  duszności i kaszlu. Żerebcow nie reagował. Miał zamknięte oczy  i odchyloną delikatnie głowę. Ale nie spał. Wydawało się jakby słuchał tej ciszy. Jak gdyby delektował się podróżą  w swoich własnych myślach. Może pisał w nich kolejny wiersz. List pożegnalny. A może jednak był pewny ocalenia. Kolejnej cudownej ucieczki  i oszukania systemu. Tutaj jednak mógł usłyszeć go jedynie  Bóg i Diabeł. No i ja, gdyby tylko  chciał wreszcie cokolwiek powiedzieć.   Kierowca jechał bardzo ostrożnie  a mimo to ciągle łamaliśmy pod kołami, powalone pnie, korzenie i zbitą zmarzlinę, która była tutaj po prostu drogą do nikąd. Byłem bardzo zdenerwowany a nie miałem przy sobie  nawet grama tytoniu i bibuły. Wódki też nie. A zająłbym chociaż czymkolwiek, ciągle drżące z przejęcia dłonie. Nagle, zupełnie bez zapowiedzi, z rogu paki wypłynęło źródło głosu. Były to słowa wypowiadane  starannie, powoli wręcz sennie. Był to głos cichy lecz mocny. Wychodzący jednak jakby spod ziemi.     Lejtnancie… zaczął cicho Paweł Fiodorowicz, nie odrywając wzroku  od narzuconego brezentu  Mówi Wam coś nazwisko Levenstern?  Był Waszą ostatnią ofiarą, prawda?   Drgnąłem, gdzieś wewnątrz. Serce zakuło mnie w piersi  a w krtani narosła twarda kula. Nie winy. Nie wstydu. A paraliżującego strachu. Jak to możliwe?! To nazwisko powinno leżeć w ciszy tajgi. Nikt o tym nie mógł wiedzieć. Nikt!   Skąd o nim wiecie, Żerebcow?  Wychrypiałem nie patrząc na pasażera. Co wam do niego?   Był szpiegiem niemieckim w czasie wojny...  a raczej tak właśnie sfabrykowano dowody.   Kontynuował literat  z tym samym niepokojącym spokojem,  jakby czytał nekrolog w porannej gazecie.   Zastrzeliliście go dokładnie tam,  dokąd mnie teraz zabieracie.  Widzę go, Lejtnancie.  Stoi tam i czeka na towarzystwo.     Poczułem, jak pot spływa mi po karku,  mimo dojmującego mrozu.  Kim on jest? Świętym? Przeklętym? Carskim upiorem dawnej epoki? A może sumieniem kata? Bo nie literatem. Był mistrzem z piekła rodem.   Nawet jeśli, Żerebcow...  to już niedługo Wy zajmiecie jego miejsce ostatniego w wyliczance.   Uciąłem brutalnie,  odzyskując na moment pewność siebie.    Kierowca o mało co nie wywrócił nas do rowu, którego nie zauważył przed nosem pojazdu. Zawieszenie jęknęło, koła po lewej stronie oderwały się od podłoża i bardzo opornie wracały na swoje pierwotne miejsce. Dopiero teraz Żerebcow  jakby ocknął się z maligny. Wyjrzał do szoferki i radośnie oświadczył w przestrzeń lub do rozmówcy w swoim umyśle.   Był ostatni.  Szepnął radośnie.  Gładząc się po skołtunionych włosach.   Będzie ostatni.  Odpowiedział trzeci głos.   Zamarłem jak panujący wokół mrok i mróz To nie był głos Żerebcowa,  ani tym bardziej, przerażonego kierowcy.  To był dźwięk niski, chropowaty,  wibrujący jak pomruk nienasyconego pieca.  To było absolutne szaleństwo ale zwróciłem powoli wzrok na ostatniego pasażera.   Kocur zdawał się spać,  pogrążony w błogim spokoju,  ale gdy mój wzrok spoczął na jego futrze, zwierzę powoli otworzyło prawe oko.  Było złote, głębokie  i pełne nieludzkiej wiedzy.  Kot nagle puścił do mnie oczko  a na jego pyszczku wykwitł  ten sam podle ludzki uśmiech,  który zwiastował koniec pewnego świata.    Przecież... to tylko kot. Wybełkotał kierowca,  ale jego głos utonął w wyciu silnika,  który nagle wszedł  na nienaturalnie wysokie obroty,  jakby chciał uciec  z tego przeklętego Studebakera. Żerebcow cicho przytaknął a kocur znów zamknął oko,  mrucząc rytmicznie Ostatni... ostatni…   Znów każdy pogrążył się w swoich myślach. Jego milczenie denerwowało mnie. Doskonale już teraz wiedziałem, że on wie dosłownie o wszystkim. Zna moje ofiary, moje troski i problemy, czuje mój strach, widzi całe moje życie. Dlatego jego milczenia nie odbierałem w kategorii spokoju i harmonii  a drwiny z mojej osoby. Żerebcow znów oparł wysoko głowę  i wbił wzrok w sufit paki. Chciałem zasypać go pytaniami. O twórczość, której szczerze nie znałem. O to czy ma jakąś rodzinę albo dzieci. O jego liczne ucieczki i cudowne ocalenia. Przecież mówi się,  że to piekło we wszystkim mu pomaga. I przynajmniej kot,  jest jakąś częścią tego diabelskiego planu. Ale Żerebcow? Tak nie wygląda Diabeł. Nie wiem jak mógłby wyglądać,  lecz z pewnością nie tak. Nie jak człowiek. Znudzony, zmęczony, dziwnie spokojny zupełnie zwyczajny  a zarazem głęboko niezwykły.   Wreszcie ciężarówka wykonała  ostatnie półkole wokół,  wyrwanej z trudem tajdze polany. Silnik zachłysnął się ostatni raz i zgasł. Naprzeciw naszego pojazdu, zaparkowany był Zis z oddziałem żołnierzy. Nasz kierowca wysiadł do nich pierwszy  i z wyraźną ulgą po opuszczeniu szoferki, ściskał im kolejno dłonie. Byli w szampańskim humorze. Srogo pochlali. Krzyczeli, śmiali się, podskakiwali  i oklepywali ciała,  zamaszystymi ruchami ramion, próbując się ogrzać.   Nie musiałem nic robić z więźniem. Żerebcow zrozumiał, że to finalny postój i wygramolił się niezdarnie na zewnątrz. Kot czmychnął jego śladami. Gdy ja wreszcie uwolniłem się  z tej brezentowej klatki. Stanąłem twarzą w twarz z Żerebcowem. Ten w ogóle nie przejmował się  zadymką śnieżną i stał dumnie wyprostowany i zupełnie nieczuły na wszystko. Oczy literata były jednak inne. Wreszcie pytały i one.   To moja mogiła lejtnancie?  Doskonała. Chłopcy spisali się na medal albo nawet order i wakacje w Odessie.   Zadziwił wszystkich gdy zbliżył się do rowu, wykopanego nierównomiernie i na tempo. Padł przy nim na kolana,  nachylił się i zawołał do ciemni.   Levenstern przyjacielu,  za chwilę będziesz miał towarzystwo.   Chciał jeszcze wstać, lecz dwóch strażników doskoczyło do niego  i brutalnie popchnęli go  nad samą krawędź,  skutej lodem czerni grobu. Nie bronił się, nie wołał Boga ani łaski. Poprawił tylko kołnierz palta. Wywinął go z taką formą etykiety, jak gdyby wchodził na przedstawienie leningradzkiego baletu czy teatru. Przygładził jeszcze włosy, dłuższe kosmyki powędrowały za uszy. Odetchnął jedynie głęboko. Nie z ulgą a ze zniecierpliwienia. Widać skoro mu było w objęcia śmierci, lub do jakiś kolejnych magicznych sztuczek. Jeden ze strażników wręczył mi pistolet.   Wasza kolej towarzyszu lejtnancie. Koniec jego ziemskiej wycieczki. Tym razem Diabeł się nie wywinie. Jeden strzał w głowę  a my dokończymy jeśli będzie trzeba.  Spojrzałem jeszcze za siebie na kierowcę. Gdyby mógł to krzyczałby. Ruchy, ruchy lejtnancie. Moskwa czeka. Gdzieś na granicy polany  zaświeciło się coś złotego. Owalne jak moneta lecz bezsprzecznie żywe. Oko czarnego kocura. Patrzył cały czas. Trzeba będzie też go zastrzelić  razem z jego panem. Tak by mieć spokojne sumienie.   Wyciągnąłem pistolet.  Moja dłoń, dotąd tak karna  i posłuszna systemowi,  drżała w sposób haniebny.  Nie z powodu mrozu.  Czułem, jakby tysiące niewidzialnych mrówek chrzęściło pod moją skórą,  paraliżując każdy nerw.  Spojrzałem na Żerebcowa.  Zgarbiony, spokojny,  z tym samym  błogim uśmiechem małego chłopca,  czekał na uderzenie ołowiu.   Podniosłem broń.  Wycelowałem w potylicę studenta.  Świat wokół zamarł.  Czas przestał biec do przodu,  a pętla fatum zacisnęła się na mojej krtani. Pociągnąłem za spust. Huk rozdarł ciszę tajgi,  a ciało poety runęło bezwładnie  w przygotowany rów. Strażnicy rzucili się do mogiły  jak wściekłe psy. Kuli ciało raz za razem, aż do momentu omdlenia ramion.   A potem nastał poranek. Mgła przedświtu,  gęsta i szara jak dym z podłych papierosów, osiadła nisko nad polaną. Nad polaną na której  nie pozostawiono tylko ciała literata  w płytkim grobie. Śnieg wokół był pełny  czarnego brudu lub sadzy. Drzewa miały okopcone pnie. Wszędzie wokół unosił się także,  drażniący smród siarki. Studebaker i Zis nadal stały frontem do siebie. Nie było wokół nikogo. Ani na polanie ani w lesie, ani na pakach czy w szoferkach. Lejtnant i strażnicy  nie wrócili z akcji do obozu. Oficer czekał na ludzi i raport. Nie było gratulacji, obietnicy awansu. Nie było niczego. Poza ciszą.  Martwą i złowrogą. Wysłano więc kolejny oddział na miejsce. W końcu robota  mogła być wykonana wzorowo. Żerebcow nie żył  a oni w drodze powrotnej, mieli wypadek albo zgubili drogę  w śnieżnej zamieci. Drugi oddział strażników  przybył na miejsce egzekucji z opóźnieniem, klucząc Studebakerem  pośród zwalonych pni.  Gdy żołnierze wysiedli z wozu,  nienaturalna cisza lasu  sparaliżowała ich kroki.     Nad otwartą, czarną mogiłą  stały dwie postaci. Paweł Fiodorowicz Żerebcow,  nienagannie młody,  z czujnym i bystrym wzrokiem petersburskiego filozofa,  trzymał na rękach wielkiego, czarnego kocura. Na jego brudnym palcie  nie było śladu krwi,  a czas wydawał się omijać jego oblicze szerokim, lękliwym łukiem. Obaj z kotem trwali w milczącej zadumie, spoglądając w dół,  do wnętrza ziemnego grobu. Tam, na dnie lodowatego rowu,  pośród grud zmarzliny,  spoczywało ciało lejtnanta.  Jego oczy były szeroko otwarte,  wybałuszone w ostatecznym,  pośmiertnym zdziwieniu,  a na ustach zastygał krwawy spazm paranoi. Martwy kat leżał dokładnie tam,  gdzie kilka godzin wcześniej  miał spocząć poeta.   Żołnierze zamarli na linii drzew,  niezdolni do oddania choćby  jednego strzału z pepesz.  Wtedy, pośród arktycznego milczenia Syberii, czarny kocur uniósł poszarpane lewe ucho, spojrzał na Żerebcowa  i przemówił ludzkim, chropowatym głosem, który wibrował jak  pomruk nienasyconego pieca.   Fatalnie… fatalnie tak mój drogi przyjacielu, stracić zupełnie głowę  dla godnej pożałowania sprawy.   A Żerebcow tylko cicho mu przytaknął,  po czym obaj odwrócili się plecami  do armii straceńców  i odeszli wolnym, dystyngowanym krokiem  w gęstniejącą mgłę tajgi.   Nikt za nimi nie pobiegł ani nie strzelał. Zjawa była wolna. I było tylko kwestią czasu, gdy znów ją schwytają  gdzieś w ciemni rozpadającej się komunałki. Z maszynopisem w jednej dłoni A z kartą wiersza w drugiej.      
    • wiosną koniku wio sną niech wstają ptaszki chcą paszki a może jest morze i rosa i maj i rosną watry wiwaty i wiatry i mają się dobrze kwiaty i krople dżdżu wyłażą dżdżownice i rośnie radośnie tak ona i on jak ja i ty w deszczową toń „Jeśli deszcze w maju, wszystko rośnie jak w gaju” 
    • @Stukacz, @Berenika97, @viola arvensis, @violetta, @Poet Ka  dziękuję bardzo
    • @viola arvensis dziękuję
    • @viola arvensis dziękuję
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...