Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Chociaż pers to temat główny pers persowi nie jest równy

chcesz przykładu no to proszę przybądź do mnie wdziej bambosze

oraz drogi przyjacielu siądź swobodnie w mym fotelu

wytęż słuch jeżeliś głuchy i usztywnij swoje ruchy

 

a opowiem ci zdarzenie, które dzięki mojej wenie

dziś nad ranem świat ujrzało, choć przed laty to się stało.

przybył do mnie, choć przed laty Pers znajomy i bogaty

i mi miły prezent sprawił, bowiem persa mi zostawił

 

a tym persem kot rasowy piękny kotek pokojowy

lecz mnie zmartwił i to srodze, bo on nie chce po podłodze

więc choć piękne mam panele to mu na nich dywan ścielę

bo jak kot mój wice versa także stąpać chcę na persa.

 

Z trójki persów dwa zostały, bo mój Pers miał dwa zawały

los niewdzięczny go wydymał i trzeciego nie przetrzymał.

z dwójki persów został jeden, bo kot wybrał sobie eden

i choć nie wiem, w jakim kraju pers przebywa w kocim raju.

 

Ten ostatni na podłodze przetarł się, bo po nim chodzę

więc pozbyłem się trzeciego i dziś nie mam już żadnego

a że w życiu nie ma próżni w mojej głowie już się różni

przechadzają z kilku nacji o nich będzie po kolacji...

 

Opublikowano

@iwonaroma

Bo piszący tak uważa

- jeśli tylko się nadarza

a okazja tu jest właśnie

to odrzuca na bok waśnie

 

przynależność, politykę

oraz taką tematykę,

która rani przekonania

a w to miejsce bez wahania

 

wstawia obraz, choć spaczony

jako ten urealniony

i do tego coś z humorem

byś się śmiała wraz z autorem.

;)))

Opublikowano

Nie wiem w jaki sposób, może niechcący skasowałem ostatni komentarz. Przepraszam .

to jest moja odpowiedź.

 

Wszystkie rymy a są takie

proste, krzywe i jednakie

nic nie wniosą, gdy brak treści

i się w wierszu nie umieści

 

z różnym skutkiem i oceną

boje, te toczone z weną,

której fochy i kaprysy

znosi taki jak ja, łysy

 

i czasami niczym myszka

biała, która to z kieliszka

mówię sobie, gdym na kacu

spójrz na siebie ty pajacu...

 

Bez różnicy, kto nim będzie

to w ostatnim staną rzędzie               

wszyscy ci nieudacznicy,

którzy piszą po próżnicy

 

w drugim ci, którzy mniemają,

że od boga talent mają

dla klasów rząd jest trzeci

w czwartym są niby poeci

 

a mi, które jest pisane

oraz w którym rzędzie stanę

trudno by określić było

moje lustro dziś się zbiło.

 

 

Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Mi opowieść o trzech persach
dała dzisiaj do myślenia
że nic w wiersza-życia wersach
nie jest stałe, lecz się zmienia.

 

Bo życie jest niczym rzeka
i do przodu ciągle płynie,
żadna chwila nie zaczeka
a wszystko co jest - przeminie.

 

Wyznacznikiem świata - zmienność,
coś odchodzi - coś przychodzi,
po dniu jasnym - nocy ciemność,
ktoś umiera - ktoś się rodzi,

 

i nic tu nie poradzimy,
my możemy tylko płynąć
poprzez wiosny, lata, zimy,
by na koniec też przeminąć.

 

Lecz czy prawdą przemijanie
jest naszej drodze mlecznej
poprzez czas, drodze w nieznane?
Dusza ponoć żyje wiecznie.

Opublikowano

@Allicja

W świecie wiele jest poglądów

które niczym w niecce żarna

rozcierają się na nicość

a to perspektywa marna

 

tą nicością proch a z prochu

nasze przeszłe pokolenia

choćby Adam z Ewą w raju

tutaj pogląd się nie zmienia.

 

Darwin swoją miał teorię

do dziś o nią toczą boje

bowiem każdy z dyskutantów

na wierzch kładzie racje swoje

 

każdy inne ma koncepcje

inne widzi rozwiązania

tylko ja poeta marny

nic tu nie mam do dodania.

Opublikowano

@Henryk_Jakowiec

Sprowadziłam, widzę, wątek
na zupełnie inne tory,
wszak o persach był początek,
więc egzystencjalne spory
nie tu winny się odbywać.
Zrobię więc co w mojej mocy
by się dziś już nie odzywać.
Życzę wszystkim dobrej nocy!

Opublikowano

@Allicja

To nie szkolna jest kartkówka

żeby wyuczone słówka

zgodnie z tym... a temat taki...

Pani mówi a dzieciaki

 

piszą, bo tak im kazano

i wyboru im nie dano

tu swawola i wybryki

bez zakazów i krytyki

 

każdy wjeżdża na swe tory

każdy swoje ma bufory

i gdy uzna za stosowne

kończy swoje jazdy słowne.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Magdalena Właśnie, dokładnie, w pewien sposób jest. 
    • @Berenika97 To  dobry wiersz — mroczny, gęsty i konsekwentny od początku do końca. Podoba mi się, że tutaj wszystko powoli gaśnie, osuwa się, rdzewieje i znika, ale dzieje się to bez histerii, tylko z jakąś chłodną godnością. Najmocniej zostają mi w głowie: ślepe okno, okuty kufer i klucz połknięty przez rdzę — świetne obrazy. Wiersz ma klimat i ciężar. Ja tak nie potrafię.  U mnie chaos -  usprawiedliwia mnie tylko  to, że jestem mężczyzną - archaicznym. 
    • Zobaczyłem dzisiaj kota W towarzystwie z kociętami Leżącego na środku drogi   Ich wnętrzności były czarne Padły na piekący asfalt A ich koniec był ubogi   Przy zapachu jajecznicy Odór smażonego truchła Przywołuje czarną dziurę   Postać jej zagina światło Jakby czernią emanuje Kiedy wzrokiem ją świdruję   Białe oczy niewzruszone Dwa to punkty w jej sylwetce Pusto patrzą na kocięta   Kiedy dusze ich wysysa Ścierwo gnije i rozkłada Lecz czerń nie jest tym przejęta   I po chwili gdy już skończy Każdy chce by sobie poszła By zniknęła każdy prosi   Lecz ta ciemność nie zanika Tylko wciąż dalej żeruje I na innych się przenosi   A ja stałem tak ciągle otępiony Gdy widziałem kolejne to demony Przyczepione do każdej tak istoty Miały ludzi, rośliny, nawet koty   Te od spodu kwiaty już wąchały Czarne byty wszystko rozkładały Gdy na głowie poczułem to ciążenie Zrozumiałem że wszystkim jest cierpienie   Śmierć - panowie rozkładu To oni nas hodują Mija krótki żywot Oni wciąż żerują   Mam nadzieję, że umrę Choć nie jestem gotowy Ot małe marzenie  Dawno ściętej głowy Nabitej na kark.
    • w mieszkaniu pachnącym rosołem i lekko przypalonym snem który ktoś próbował uratować dolewką wody stoi ona królowa klamek które same się naciskają  i drzwi które przestają należeć do was Pelagia wchodzi jak rachunek za cudze życie z odsetkami liczonymi od waszego pierwszego oddechu wchodzi z reklamówką która szeleści jak wyrok w zawieszeniu niosąc w środku mrożonki które nigdy nie zaznały wybaczenia jej włosy to tłuste kable pod napięciem gdyby je dotknąć można by zasilić pół osiedla w poczuciu winy i jeszcze zostałoby na oświetlenie waszych błędów twarz ma jak garnek po bigosie niby umyty ale zapach zostaje na zawsze wygląda jak protokół powypadkowy  każda zmarszczka to paragraf na waszą radość a usta zaciśnięte tak mocno że mogłyby prostować gwoździe. Pelagia arcykapłanka domowego porządku odprawia nabożeństwa nad waszym zlewem jakby tłuszcz był grzechem pierworodnym głosi że zbawienie przychodzi w płynie do naczyń a grzech najlepiej zeskrobać druciakiem i polać Domestosem aż zacznie skrzypieć z czystości jej głos to łyżka stukająca o zęby to odgłos żwiru sypanego do trumny waszego wolnego popołudnia suchy rytmiczny i ostateczny mówi długo jak czajnik który nie wie kiedy przestać gwizdać bo nikt go nigdy nie zdjął z ognia po trzech zdaniach nie oddychasz po pięciu przepraszasz za rzeczy których jeszcze nie zrobiłeś po siedmiu zaczynasz planować winy na przyszłość Pelagia nie pyta o zdrowie ona jest patomorfologiem waszej niedzieli w różowym fartuchu w bratki przeprowadza sekcję zwłok waszego entuzjazmu wsadza wam palec w przełyk żeby sprawdzić czy wasze sumienia mają odpowiedni odczyn ph i czy nie strawiliście przypadkiem resztek własnej godności którą podała wam w sosie na kolację w zeszły wtorek w jej obecności zegary zaczynają chodzić wstecz aż lądujecie w kącie z rękami za głową przepraszając za to że wasz ślub nie był mszą żałobną za jej młodość wypluwa waszą radość na spodeczek bo twierdzi że jest niedopieczona i ma w środku jeszcze krew waszych marzeń o ucieczce które według niej powinny być już dawno ścięte fileciarka relacji bierze wasz dzień kładzie go na desce i tnie w poprzek sensu aż zostaje tylko to co jej pasuje do obiadu i co da się łatwo przełknąć bez myślenia wasze plany lądują w misce jak odpadki a ona robi z nich "na szybko coś dobrego” co smakuje jak dożywotni obowiązek i zostaje w żołądku na zawsze wchodzi do waszej  sypialni z licznikem Geigera na grzechy; sprawdza czy wasze kołdry nie promieniują zbytnią swobodą i posypuje prześcieradła solą egzorcyzmowaną żeby namiętność nie wykiełkowała ponad normę unijną wasze łóżko traktuje jak stół do ping-ponga na którym rozgrywa mecz o waszą uległość  dezynfekuje was z intymności i przycina wasze sny sekatorem żeby nie wystawały poza krawędź jej przyzwolenia wasze "kocham” pakuje próżniowo w folię bąbelkową wyciska z niego powietrze i sens i opisuje flamastrem: do użytku po śmierci -  w razie braku innych atrakcji potem posypuje wasze ciała talkiem dla niemowląt żebyście nie mogli się do siebie przytulić bez poślizgu winy i lekkiego wstydu klienci czyli wy kiwacie głowami jak ziemniaki w gotującej się wodzie pękacie powoli od środka bo już nie macie siły się nie ugotować a ona bierze to za wdzięczność i dokłada soli aż zaczynacie smakować jak jej racja jej spojrzenie jak ręka wkładana do szuflady z nożami niby nic się nie stało a jednak krwawisz i nie wiesz skąd i zaczynasz podejrzewać siebie przesuwa talerze żeby głód miał odpowiednią hierarchię i wiedział gdzie jest jego miejsce a kiedy siada na kanapie meble jęczą w dialekcie staropolskiej męki i proszą o skrócenie wyroku jej śmiech to dźwięk widelca szorującego po dnie pustego garnka sygnał że właśnie zjadła wasze wolne popołudnie kiedy mówi "synku” powietrze gęstnieje jak sos zbyt długo gotowany robi się ciężkie tłuste i nie do odrzucenia oddychasz tym i zaczynasz smakować jak ktoś inny kto już dawno przestał mieć wybór otwiera okno i wpuszcza do środka zaduch z klatek schodowych roku osiemdziesiątego drugiego w którym każde wasze " chcę" brzmi jak zdrada stanu i powód do donosu Pelagia magazyn przeterminowanych prawd ma w torebce zamrażarkę turystyczną która buczy cicho jak wyrzut sumienia    trzyma tam wasze odcięte pępowiny z datą ważności: nigdy! żeby w każdej chwili móc was nimi poddusić gdybyście zachcieli odetchnąć bez jej zgody jej uśmiech to ekspozycja w muzeum patologii rodzinnej zwiedzanie obowiązkowe rzędy zębów jak nagrobki waszych wspólnych weekendów które osobiście zabiła ścierką do naczyń i kazaniem o wyższości firanek nad wolnością kiedy w końcu wychodzi nie zostawia pustki zostawia po sobie galaretę która tężeje na waszych twarzach to nie jest już dom to inkubator jej racji gdzie wasze kręgosłupy służą jej za szczebelki do drabiny po której wspina się by napluć Bogu w okno za zbyt małą ilość octu w waszej krwi zostajecie w tym rosole po kostki pływacie jak oka tłuszczu które nie mogą się połączyć bo ona już dawno was przesiała przez sito swoich oczekiwań wieczorami gdy próbujecie się dotknąć skóra schodzi wam płatami odsłaniając jej inicjały wypalone na waszych mięśniach jak znak jakości na mięsie armatnim Pelagia nie wraca do siebie Pelagia po prostu zmienia formę skupienia teraz jest waszą zgagą waszym bezdechem jest tym szarym nalotem na waszych językach który sprawia że każde wasze "kocham” smakuje jak stara ścierka do podłogi siedzicie cicho żeby nie zbudzić jej echa w rurach patrzycie w talerze gdzie wasze marzenia dogorywają w gęstym sosie a ona ta wielka pajęczyca w fartuchu w bratki już dawno was wypatroszyła wypchała trocinami waszych kompleksów i postawiła na meblościance swojego życia jesteście martwą naturą jej najsmaczniejszą bo podaną na żywca niedzielną ofiarą całopalną            
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...