Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Wstał, wziął siebie za pas i wyszedł. Nie obrócił głowy, nie przystanął by popatrzeć na widok, który ścielił się za jego plecami. Wszędzie leżały niedopałki papierosów, porozrzucane w bezładzie butelki whiskey, układały się w stosy tworząc górę szkła. Zbiegł po schodach i wyszedł na ulicę. Zobaczył miasto i szaro-białe bloki. Brak jakichkolwiek kolorów, jakby świat znał tylko dwa pośród wszystkich. Czarny i biały. Przejechał czarny samochód. Przeszedł przez białe pasy. Gapił się w czarną jak smoła drogę. Niebo szare, wcale nie błękitne tylko szare. Szare jak ściana jak szara rzeczywistość. Pusta bez początku ni końca. Czas się zatrzymał, spoglądał na ludzi. Czarne włosy, biała skóra. Biało-czarna czarno-biała twarz. Szli jak masa obojętnie przez ulicę. Pełzali gąsienicowym ruchem po ulicach, pubach, lokalach i spelunach. W dzielnicy czerwonych latarni stały oparte o ceglane mury kamienic okoliczne dziwki. Paliły papierosy przyglądając się i wędrując po otoczeniu zbłąkanymi oczyma. Wszystkie co do joty przepracowane by zadowalać szaro-białych czarno-białych ludzi w garniturach. Niekiedy podjechał samochód, zatrąbił raz czy dwa i pojechał w siną dal. Powietrze przesiąknięte było alkoholem i gryzącym zapaszkiem fajek. W tle z głośników kawiarni na rogach szalały letnie hity tego roku. Świat powtarzalny, trójwymiarowy pozbawiony sensu. Został mu zabrany jak ojciec zabiera zabawkę dziecku. Jak dziecko głodne, które zbiera ostatnie kęsy z talerza. Jak pracodawcy, którzy zabierają ochłap przeznaczony dla robotników. Jak robotnicy, którzy zabierają swoje życie by związać w supeł swój żywot. (tik tak) (tik tak) zegar stał w bezruchu i już nie poruszył się. Czas dobiegł końca a wraz z nim dobiegł także i początek do mety. Wszyscy jeszcze raz co do joty stracili go. "Nie mam czasu" "Przepraszam, ale to pilne" "Nie mam czasu" "Muszę wykonać pracę". 

***

-I co teraz, proszę odezwij się! Proszę powiedz choć jedno słowo. Tylko jedno. 
Cisza, głucha cisza
-Co teraz będziemy, nie może się tak potoczyć twoja historia.
Cisza, jeszcze raz 
-Nie może się w ten sposób zakończyć, przysięgałeś, że dopóki nadzieja będzie płonąć..
I cisza została przerwana
-Ona już zgasła, ona zgasła.
Słowa odbiły się od zwałów betonu i kamiennych prętów, tak mocno, że i nawet one zadźwięczały. Zdezelowany budynek w, którym wybuchł ładunek wyglądał jak widmo. Popękane ściany, wszędzie wiły się pajęczyny skruszonej płyty nośnej. Okna były w kawałkach, a te znalazły się na podłodze. Deski zerwane, dach także, istne pogorzelisko. Kamienny fundament spadł z góry i przygniótł chłopaka swoim ciężarem. 
-Miałem od zawsze proste marzenia. Mieć rodzinę, posiadać szczęście nigdy nie wymagałem wiele, ale... prócz tego moim marzeniem zawsze... 
Przerwał monolog dźwięk odłamującego się kamienia od ściany. Spadł, przeleciał pomiędzy głową a ścianą chłopaczyny i wylądował 3 piętra niżej. Echo się odbiło, poświdrowało rykoszetem po ścianach jak kula od pistoletu i rozbiła się od własnych drgań. Pogłos dźwięczny i harmonijny minął. Jeszcze zdążył powędrować do ucha tworząc szum wokół małżowiny i ucichł na dobre. 
-Zawsze chciałem umrzeć przy kimś kto jest mi bliski. Samotność zawsze była dla mnie trudna, a momenty kiedy ludzie wypełzali na monochromatyczne ulice były chwilą kiedy uświadamiałem sobie jak bardzo jestem sam. Samotność to jedna z rzeczy, których od zawsze się bałem. Bałem się, że nie wyjdzie mi w życiu i skończę pod mostem. Niejako skończyłem tak, lecz chociaż jedno marzenie się spełni. Ludzie kiedy przychodzi pożegnać im swoje życie, nagle zaczynają o nie dbać, ale jest za późno. Nigdy o swoje nie dbałem i nawet teraz jest podobnie. Marzenie się spełniło, umrę przy osobie, która jest mi bliska. 
Słowa dotknęły dziewczynę. Powiadają, że ostatnie słowa są zawsze prawdą. Te bez zwątpienia były. Bardzo ostrą i dotkliwą ale prawdą. Co pozostało człowiekowi, któremu Bóg pozamykał wszelkie drzwi i okna. W prawdzie już nic. Odbijały się słowa echem od ścian i od głowy i od uszu, lecz nie były jak spadający kamień. One żyły jeszcze długo w głowie dziewczyny. Mijały lata i nie skończyły się odbijać od bębenków. 

Wracała wspomnieniami do niedzisiejszych chwil wspominając wyrazy, które pamiętała do końca życia. 

-Zawsze pragnąłem tylko jednego, dać innym to czego samemu nie było mi dane dostąpić. Bezpieczeństwo, troskę i bliskość. 

Nie mógł jej pomóc, kiedy uświadomił sobie bezcelowość swoich starań zapadł się w duchu.
Człowiek, który jednego chciał a była to pomoc osobom, na których mu zależało. Nie mógł czynić tego. Nie zawsze można każdemu pomóc. Czasami trzeba odejść i pozostawić wspomnienia, które niegdyś stanowiły o naszym istnieniu, były naszym "ja". Sensem, który nadawał temu szaro-czarnemu światu jakiś nieuzasadniony wyraz i głębie. Malował ciemne płótno kolorem tęczy i rozjaśniał pobladłe niebo by stało się błękitnym wodospadem. Wszystko zatoczyło koło a historia się zapętliła. 

-Nigdy nie chciałem żadnej korzyści, pomagałem bo nie miałem celu tylko chęć. To mnie trzymało na duchu by kroczyć dalej przed siebie. Nie żałuje niczego, istotnie każdy mój upadek był nauką, która dała więcej niż mógłbym oczekiwać. Teraz już jest za późno by na nowo wyciągać wnioski. Taka jest kolej, która wiedzie nas przez pustkowia, lecz gdzie nas zawiezie to od nas zależy. Ja nigdy nie potrafiłem jej opanować, umieć nią kierować. Zawiozłem siebie w las i każdy, które ośmielił wsiąść do mojej kolejki zajechał tam razem ze mną. Błądziliśmy po omacku, co prawda razem ale nigdy nie powinno się tak zdarzyć. Powinienem sam błądzić, a zabierałem ze sobą niewinnym ludzi, i kradłem im najważniejsze. Pozbawiałem ich życia i nadziei. Kiedy wystawiali do mnie rękę, mogłem nawet napluć na nią, byłoby to lepszym rozwiązaniem, aniżeli złapanie jej i ciągnięcie jej na dno na, którym się znajdowałem. Nie byłem dobrym człowiekiem. Może dlatego pomagałem, bo chciałem odkupić swoje winy. Mogłem je odpokutować w inny sposób. 

Martwe litery odbiły się od skroni i wypełzły ponownie z pamięci. Czas rozdzierał się jak płótno. Zawsze można było nim manipulować, był jest do teraz jak plastyczna forma. Co z niej wyjdzie? To zależy od kunsztu i plastyki naszych rąk. 

-Zawsze chciałem umrzeć przy kimś, i spełnia się to... 

Harmonia, triole, mono-schematyczne zegarowe dźwięki fortepianu, wiolonczeli, skrzypiec. Drgania starego sosnowego drewna, metalowe struny dźgane przez kostkę by wydały okrzyk melancholii. (Tik tak) (Tik tak), "nie mam czasu"... nie ma czasu. Czas nie istnieje. Zatrzymuje się dla umarłych (Tik tak) (Tik tak) akordy trójdźwięków mkną, mkną i lecą muskając wspomnienia. Harfa niebios gra przepięknie, gra pięknie. Sztuka układa się w stosy tak jak układa się nasza nauka za życia. 

-To dla mnie zaszczyt, jestem wdzięczny tobie. Jeszcze raz dziękuje, chociaż dziękowałem milion razy. 

Kartki niezapisanego papieru w konwulsjach wznoszą się strugami w powietrze. Fragmenty tlenu, azotu, lecą a ich cząsteczki ujeżdżają harcem po przestrzeni zdarzeń. Kartki miały być zapisane, miały stanowić kolejny rozdział, który nigdy nie został poczęty. 
Zatrzymują się umarli dla czasu. Czas zatrzymuje się dla umarłych. Ostatnie tchnienia i gorzkie łzy płynące polikami by zapaść się w materialny świat. Hipertrofia, hipertrofia, hipertrofia. Szepty mnie przewlekły. Ja tańczę, ja tańczę, ja płaczę... będę walczyć o nadzieję. Walka dobiegła końca, od zawsze była pozorna. Jego życie zostało spisane jak scenariusz. Puste kartki, które jak tornada poniewierały się kolistym ruchem nie miały nigdy zostać zapisane. 

-Dziękuję

Dziewczyna nie mogła wydusić z siebie żadnego słowa. Zabrało jej tchu. Nawet się nie pożegnała, bo kiedy wypowiedziała niewypowiedziane było już za późno. 

-Kocham ciebie, kocham...

Chłopak leżał, już nie żył. Nigdy nie był godzien usłyszeć tej sentencji słów, która była jedną z najpiękniejszych "kocham ciebie". Nie było tego w scenariuszu. 

Cisza,cisza,cisza

(Tik tak) (Tik tak) (Tik tak)

Czas minął. 

20 luty, 2020 rok

Cybulski

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • spotkali się nie w miejscu, lecz w szczelinie pomiędzy myślami, gdzie cisza jeszcze pamięta imiona, a sens nie zdążył przybrać formy. ona była praświatłem, które więzi własny blask, luminacją tak gęstą, że aż czarną, istniejącą w samym rdzeniu nicości, zanim czas ośmielił się wybić pierwszą sekundę, nie świeciła - raczej wiedziała, że jest jasna, jak gwiazda istniejąca jeszcze zanim powstało niebo. on był antymaterią spojrzenia, cieniem, który nie zasłania, lecz jest otchłanią zaproszoną do środka tą która pozwala widzieć głębiej. niż wzrok, niż pamięć, niż strach. nie mieli rąk, więc dotyk wydarzał się między słowami, które urywały się zostawiając znaczenie po drugiej stronie. nie mieli ust, więc cisza mówiła za nich, oddychając pytaniem, które znało oba  imiona i nie potrzebowało odpowiedzi. ich istnienie było skandalem dla materii tak eteryczni, że grawitacja wyła z bezsilności, krusząc martwe przedmioty, i puste gesty, które w swej ordynarnej ciężkości mogły im tylko zazdrościć niebytu, w których świat zawsze coś obiecuje, a nigdy nie dotrzymuje. byli miejscem, w którym wszechświat na chwilę zapomniał własnych praw i musiał je wymyślić od nowa, w którym rzeczywistość zacięła się na chwilę, i nagle zrozumiała, że nie wszystko da się wydarzyć bez konsekwencji. gdy byli blisko, świat tracił ostrość, a rzeczy wstydziły się, że są tylko rzeczami, że mają ciężar, funkcję i koniec. ona widziała w nim przyszłość, która nie chce się wydarzyć, bo zna cenę. on widział w niej przeszłość, która wciąż jest prawdziwa i dlatego niebezpieczna. nie pragnęli siebie. pragnienie byłoby zbyt głośne, byłoby aktem przemocy w tej katedrze milczenia, którą budowali z powstrzymania, z odwagi niewzięcia. rozpoznawali się raczej jak dwa ciała niebieskie, które nigdy nie wejdą na tę samą orbitę, a jednak wiedzą, że ich istnienie zakrzywia tę samą przestrzeń. byli jak dwa zakazy fizyki skierowane naprzeciw siebie - tak blisko, że rzeczywistość zaczynała się jąkać, a powietrze między nimi świeciło jak martwa gwiazda: energii było dość, ciała - nigdy. ich bliskość była architektoniczną herezją, sklepieniem przerzuconym nad otchłanią, wykutym z hartowanego milczenia i lodu,  po którym nawet bóg nie odważyłby się  postawić stopy w obawie przed upadkiem w prawdę byli jak dwie planety, które zrozumiały, że ocalą siebie tylko wtedy, gdy pozostaną w idealnej odległości - dość blisko, by się przyciągać, i dość daleko, by nie zamienić się w popiół. gdy odchodzili, nic nie zostało. i właśnie to było dowodem. bo ta miłość nie zostawia śladów, ciepła ani popiołu - zostawia Możliwość - monstrum o tysiącu twarzy, masę krytyczną, która nigdy nie eksploduje, lecz pożera od środka każdą nową miłość, więżąc ją w horyzoncie zdarzeń, z którego nie ma powrotu do światła. a możliwość jest najbardziej okrutną formą istnienia: masywną jak gwiazda, która nigdy nie zapłonie, i wystarczająco ciężką, by do końca zakrzywiać każdą kolejną miłość.              
    • @Jacek_Suchowicz Jacku, coś mi się jeszcze przypomniało. Na wakacjach czy urlopie, bywałam też na wsi. I było jak w piosence "A tymczasem leżę pod gruszą, na dowolnie wybranym boku i mam to, co w życiu najświętsze - święty spokój"   A kogut szukał dla kurek dla różnych dobrych rzeczy i jak znalazł, wołał: - Co to, to, to, to ,to... - a one leciały jedna za drugą. Sam nie jadł, zostawiał dla nich.  A w kurniku, jak kura miała znieść jako, jakby mówiła tak: - NIeee pójdę do koguta, nieee pójdę, nieee pójdę...  - a jak zniosła jako, wołała; - Jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz! Tych odgłosów nie da się zapisać, ale kto widział to towarzystwo, wie o czym piszę,  a opowiedziała mi o tym babcia, naśladując odgłosy .  

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Dobrej nocy :)
    • @Wiechu J. K. Dziękuję.
    • @Mitylene dziękuję 
    • @Charismafilos ja też bardzo
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...