Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

- jeśli najpierw uruchomisz / włączysz muzykę z adresu pod tekstem, to o wiele barwniej będzie Ci czytać poniższą treść wiersza ..

 

~~

Szum morza, dzika plaża i nasz namiot nocą,

w nim szukać nie musimy miłości od nowa

- ona zawsze gotowa, gdy serca łopocą ..

 

Jakże cudowne chwile, uczuciami syte,

pośród gorących spełnień podróży do nieba

- tego nam właśnie trzeba, nic tu nie jest skryte ..

 

Radość z kąpieli nago i parzenia kawy,

krzyk mew, promienie słońca pośród morskiej bryzy

- ukryte na czas jakiś codzienności sprawy,

są dla nas pozyskaniem do bram rajskich wizy ..

 

Błękity w zielonościach od morza i nieba,

słona woda wśród słodkich pocałunków Twoich,

mają długi czas karmić nas przecież oboje

niezachwianą miłością, gdy zajdzie potrzeba ..

 

Przeżywajmy dziś zatem to, co nam jest dane,

ciesząc się każdą chwilą. Te są naszym wianem ..

~~

.

Edytowane przez bronmus45 (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Znowu piszesz sympatycznym atramentem, bo nic nie widzę .. 

Znalezione obrazy dla zapytania e-gify

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Piękny wiersz, Bronmusie - muzyka również - odpłynąłem na chwil parę bardzo daleko, do czasów opisanych w Twoim wierszu - to było tak dawno - a jakby wczoraj - dziękuję.   

Pod teledyskiem był komentarz - pozdrawiam

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Dzięki za odwiedziny i komentarz - jaki by nie był, to on tutaj jest ważny, bo dowodzi że wiersz żyje ..

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

,,Błękity w zielonościach od morza i nieba,

słona woda wśród słodkich pocałunków Twoich,

mają długi czas karmić nas przecież oboje

niezachwianą miłością, gdy zajdzie potrzeba ..

 

Przeżywajmy dziś zatem to, co nam jest dane,

ciesząc się każdą chwilą. Te są naszym wianem .."

 

~~

Te chwile ulotne a piękne, karmią nas (małżonkę i mnie) już 29 lat - jeszcze raz piękne dzięki za ten wiersz, Bronmusie - to taki wehikuł czasu do fajnych chwil, gdzie bardziej liczyło się być niż mieć, a czas nie pędził na złamanie karku.

 

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @tetu fajny wiersz i grafika.
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @Marek.zak1    Niezłe! Właśnie skończyłam "Rok zmian" M. Gorzka  i tam był taki Albert, co miał 15 dmuchanych lalek, ale nie pompował ich helem , tylko  robił z nimi inne rzeczy. :))  Albert był psychopatą, mam nadzieję, że Krzysztof to tylko taki niegroźny dziwak. :)
    • Wszystko zaczęło się od progu łazienki, Gdy w mojej wannie, pośród ciepłej piany, Ujrzałem Ciebie — nagą i senną, Zjawę radosną, choć bezimienną. Zbladłem, lecz serce wyrwało się z klatki, Bo sny me dotąd bywały tak rzadkie. Wyszłaś z tej wody, lśniąc kroplami, Z anielskimi na plecach skrzydłami.   Ja, łajdak wierny męskiej naturze, Zrzuciłem ciuchy w miłosnej wichurze. Chciałem Cię porwać, dotknąć Twej magii, Lecz nagle w Tobie zdarzyło się więcej.   Druga para skrzydeł wzbiła się w górę — Anioł Śmierci? Czy sny mam ponure? Lecz Ty podeszłaś, skrzydła mi dałaś, Wspólnym lotem oknem zawładnęłaś.   Skok w nieznane, w błękitu przestrzenie, Pod nami zniknęło twarde podziemie. To był lot w niebie, miłość uskrzydlona, Ty oszołomiona, ja w Twoich ramionach. Muskając obłoki, wilgotne jak szept snu, Skrzydła cięły powietrzne potoki. W amoku rozkoszy, w tej boskiej zabawie, Rwąc pióra, tonęliśmy w ekstazie. Pióro po piórze — aż nastała pustka, Zamilkły jęki, zadrżały ustka. Gdy ostatni puch uniósł się w górę, Runęliśmy z hukiem przez czarną chmurę. Lecz zamiast na trawę, wpadliśmy z mozołem Wprost w czarną smołę, pod piekła kościołem. W tym kretowisku, brudni i lepcy, Wypełźliśmy z kadzi, choć strach nas krzepił. Na twardym kamieniu, ze smakiem goryczy, Gdy mrok nas ogarnął i diabeł zaryczał, Ty szepnęłaś czule: „Mój miły, mój złoty, Mam jeszcze na małe harce ochotę”.   I gdy tak staliśmy w piekielnym pyle, Ciesząc się każdą tą grzeszną chwilą, Nagle głos żony przeciął te mroki: „Wstawaj, pij wodę z ogórków, na kaca!”.   Otwieram oczy — świat wiruje wściekle, A było tak bosko, choć skończyło w piekle. Zamiast anielic — żona z miednicą, Zamiast skrzydeł — kołdra pod potylicą. Próżno na plecach szukać mi puchu, Został tylko kwas i burczenie w brzuchu. Wczoraj skrzydła, lot i niebo w pakiecie, Dziś — negocjacje z podłogą w toalecie.
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...