Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

do kołyski (rozmowy z dziadkiem)


Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

 

 

jak nogi to długie

nie sprzeczaj się

uwierz

 

i usta namiętne

nie kreski za

wzięte

 

palce czułe smukłe

chcesz w krótszych się

uwięź

 

o piersiach napomnę

jak lubisz bierz

skromne

 

i umysł ten umysł

pojemny jak

z gumy

 

jak struny od pięt byś

złapany w futuryzm

sprzęgnięty z nim

był

już na zawsze

 

 

Edytowane przez jan_komułzykant (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Jak dla mnie: super.
Nie wiem tylko czemu obecność zaliczasz w satyrze. I zmieniłabym przymiotnik przy palcach, bo smukłe są długie - a długie już poszło przy nogach.

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Szkoda, że nie miałam takiej babci, co by się doświadczeniami chciała dzielić. Ciekawe co by powiedziała. 

A za to masz buziaka. Cymes. bb

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

też nie wiem, dawno nie byłem? Gdzie powinienem? :)

nie wiem, co na to dziadek, ale zgoda, zmienione, może być?

prosto z mostu, jak podejrzewam, miała wielki dar - aż do kolki ze śmiechu :)

obiecujesz? :)

Dzięki za miłą wizytę Betty.

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 Mój Mistrzu:

"czułe" to słowo klucz, otwiera większość kłódek ;D i te piersi skromne..  pełne szacunku, trudno się na tę zwrotkę pogniewać :D

Biorę w całości nauki dziadka.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

dziadek skromnym człowiekiem był, aczkolwiek, co tu dużo gadać, sam wybrał nieskromnie ;))

Jednak wyrozumiałości w nim pokłady całe i wszystko co piękne cenił po dwakroć,

jednakowoż omne trinum perfectum nie przepuścił, niech mi wybaczy :D

Dziekuję Beciu po trzykroć.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...