Moją równowagą jest smutek
Moją powagą jest smutek
Moją prostotą jest smutek
Taki niski
Kiedyś w złych sytuacjach bardzo chciałem być radosny
Są antydepresanty
Ale nie ma tabletek na wywoływanie płaczu
Nie rozumiem tego a to dużo mówi
Ta złość która żyje we mnie musi odejść
Ta frustracja
Ta niezgoda
Ostatnio smutek nawiedził mnie w romantycznym okresie mojego życia młodości
Byłem outsiderem
Teraz smutek przychodzi do nienawiści, jakby przywołany przez nienawiść
Jest, mam wrażenie tyle nieodkrytych sfer w moim odczuwaniu
Po kolei, było tak: nienawiść potem bunt i złość, potem użalanie się nad sobą i bycie ofiarą
Potem destrukcja, potem znowu złość i cierpienie
Teraz poddanie się i smutek.
Najpiękniejszy, najdelikatniejszy on nie stwarza fałszu, on mi pokazuje prawdę taką jaką jest , wybacza zamiast karać.
A gdzie jest teraz sumienie i wewnętrzny krytyk?
Niewiem jak to osiągnąłem, pozwoliłem sobie na uczucie miłości i wdzięczności w relacji przyjacielskiej
Dla mnie smutek jest wolnością
Jest powrotem zakochanego
Teraz to widzę - upadek nastał kiedy niegdyś zacząłem szukać pocieszenia
Czy możliwe że..... skoro teraz mam wiek Chrystusowy to można to interpretować tak, że zaczyna się dobre życie a ten smutek jest związany z nadchodzącym opuszczeniem ukochanego Człowieka, Bliźniego?
I.... może momentem samowiedzy, iż śmierć nie jest dla mnie końcem, przejściem ani nowym początkiem
Jest opuszczeniem ukochanego Człowieka.