Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano (edytowane)

wszelkie podobieństwo roślin zwierząt do jakiejkolwiek sytuacji jest zupełnie przypadkowe

 

muszę stwierdzić ze łzą w oku

że się szarogęsi kocur

fakt podwórko jest ubogie

nie ma drobiu a to szkodzi

 

nie ma kurek gęsi kaczek

co rozdziobią każdy kwiatek

rozpracują skomentują

że nic dodać i nic ująć

 

brak koguta co by rządził

lecz jest Azor czy bez jąder

bo gdy coś wymruczy kocur

Azor zaraz zrobić gotów

 

już w rabatach ruch uczynił

krzewy niskie z wysokimi

wziął wymieszał powstał melanż

kto to poukłada teraz

 

kto wyłuska kwiatek śliczny

pośród „kwiatów hermetycznych”

tych zamkniętych dla prostaków

ech to chyba „znaki czasu”

 

delikatna lilii postać

żółcień przy niej mniszek rozlał

kwitną pięknie wszystkie kwiaty

mnóstwo pięknych jest inaczej

 

myśl wysnuję nikt nie zgadnie

Azor bardzo jest poprawny

ważna jest urawniłowka

nie przeszkadza może zostać

 

 

 

Edytowane przez Jacek_Suchowicz (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

 

 

 

Co tak bardzo boli?

Trzeba było wcześniej pisać takie rymowanki jak portal był rujnowany. Tylko, że Krzywak trzymał za mordę i na takie fanaberie by nie pozwolił. Jak kogoś trzymano za uzdę krótko przy pysku, to jak trafił się ktoś z taktem i kulturalny, to może jest bez jaj?

Trzeba było wznosić lament jak te kurki, gęsi, kaczki udawały się na emigrację. Jest dział, w którym można napisać co się nie podoba.

Wygodniej obsrywać po cichu kogo się da z niewinną minką?

Od czasu jak założyłem tutaj powtórnie konto nie schodzę z czołówki w rankingu. To boli?

Nie ukradłem tego i nie dostałem w spadku od bogatej cioci, ale zapracowałem na to ciężko, poświęcając temu portalowi masę czasu.

A z wymruczeń były jak na razie dwa - zostawić jeden dział na wiersze  gotowe, zamiast trzech i zwiększyć ramkę na publikacje na każdej stronie, aby nasze wiersze dłużej były na widoku. 

I będę miał jeszcze trzecie wymruczenie - aby sprawić, że tytuł wytrawnego poety zobowiązuje i do kultury przekazu, i do jakiegoś namacalnego poziomu. Co to za wytrawny poeta, co nie potrafi postawić przecinków w zdaniu?

Edytowane przez kot szarobury (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

1. mnie nic nie boli  - lecz trochę  żal starej dobrej formy ale może nowa jest lepsza (ale co jest lepsze: czy  to co jest dobre , czy to  co jest lepsze  - problem filozoficzny)

2. jako treść przekazu forma podwórka a  zwierzaki mogę kreować różnie w przeciwieństwie do prawdziwych postaci których nie obrażam

3. kurki gęsi i kaczki z jakiegoś powodu wyemigrowały - ale myślę, że stopniowo będą wracać i już się pojawiają

4."Wygodniej obsrywać po cichu kogo się da" - czy to jest od razu obsrywanie (kultura komentowania) szpileczka satyry i duma obrażona - balonik pękł

5. "Od czasu jak założyłem tutaj powtórnie konto nie schodzę z czołówki w rankingu. To boli?"  Ja nigdy o żadne punkty się nie upominałem ( czy one nie są wskaźnikiem umiejętności - mam zastrzeżenia ) - popularności z pewnością tak - a to ostatnia rzecz, o którą zabiegam

6. tutaj sam o sobie ktoś napisał, że stosuje "metafory hermetyczne" - w tej sytuacji ja jestem tylko prostakiem

7. odnośnie ramki popieram - racica słuszna - wymruczenie

8. a jeżeli oceniamy po przecinkach to rzeczywiście  jestem grafomanem - wrodzone lenistwo

9. nigdzie nie napisałem, że Azor jest bez jaj - bo wiele razy ikrę wykazał ale to temat na  dalsze relacje podwórkowe

10. to że lubię satyrę i zabawy rymiczno-rytmiczne mogę tu kogoś drażnić  - trudno

a jednak może :)))

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Drogi Jacku, nikt z nas się o to nie ubiega, ale każdy, kto powie, że mu na tym zupełnie nie zależy, to zwykły blagier.

Te lajki nie świadczą zapewne o geniuszu literackim ich posiadacza, ale będąc - jak sam Pan napisał  - jakimś wyznacznikiem popularności, z pewnością przyjmowane są przez każdego autora z pewnym zadowoleniem, świadczą bowiem o tym, że to, co wymyślił i napisał komuś się spodobało, a przecież skoro publikujemy nasze wiersze, to po to, aby ktoś je przeczytał i miał na ich temat jakieś zdanie, a jeśli to będzie zdanie dobre, to mamy to zlekceważyć?  No, bez jaj!

 

A jeśli o twój wiersz chodzi - cóż, nie zgadzam się z jego wymową, a co do formy to wydaje mi się, że akurat satyra wymaga interpunkcji, a tłumaczenie się lenistwem to trochę zasłona dymna.

 

Co do Azora bez jaj, to może nie wprost, ale tylko bardzo głupi by nie zrozumiał, a chyba nie sądzisz, że tutaj tacy są.

Pozdrawiam

AD

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

jeśli u Ciebie jest zadowolenie z lajków to proszę bardzo :))

ciągle słyszę od tych dobrze piszących, że publikować w internecie to udostępnianie pomysłów. Ja nie uważam abym tak dobrze pisał, że tylko do szuflady a potem do druku. Może kiedyś do tego dojdę, a teraz pisanie jest zabawą z dystansem do samego siebie i innych.

Jeszcze raz powtarzam: nigdzie nie napisałem, że Azor jest bez jaj

ps. rola interpunkcji w wierszach satyrycznych - temat na pracę doktorską

Pozdrawiam;)

 

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Nożyce się odezwały po uderzeniu w stół przez Szaroburego. :)))

Jacek, racz zauważyć, że tutaj więcej osób głosowało za zlikwidowaniem segregacji poetów na lepszych i gorszych. Ja też byłam i jestem za tym. Nawet napisałam to Mateuszowi, kiedy uprzejmie zaproponował mi nagrodę w postaci awansu do Wprawnych - bo chociaż miło mi było i poczułam się nagrodzona już przez samą tę propozycję, to jednak naprawdę mi nie zależy na takim awansie.

A co do jaj i jąder - wyjaśnij mi, proszę, jaka jest różnica? Bom baba i czegoś nie rozumiem...

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Mogę Cie zapewnić, że na pewno się nimi nie martwię, a tym bardziej ich nie lekceważę. Ale są też tacy, którzy posiadaczy tych lajków uważają za gorszy sort parających się pisaniem. Bywają autorzy wierszy, którzy uważają, że im mniej osób je zrozumie, tym są lepsze ;)

Ja tez nie mam ciśnienia na druk. Niektóre moje wiersze ukazały się drukiem jedynie w antologiach portali, na których się udzielałem. Ja też pisze dla zabawy i odprężenia od spraw codziennych.

 

Jacku, chcesz na przekonać, że poezja czy satyra mają coś wspólnego z dosłownością?

 

Pozdrawiam

AD

Opublikowano (edytowane)

A mnie się podoba i forma i treść  tego wiersza.  Nie rozumiem tylko dlaczego taki hałas wokół , przecież to samo życie :)

Na tego rodzaju forach każdy kto pisze dla rozrywki jest blagierem bo chce być oceniany i sam się pod pręgierzem ustawia. Źle jest tylko wtedy, kiedy  jest źle oceniany ale i te oceny nie  są miarodajne bo gołym okiem widać jak podzielone jest to forum.

 

Wystarczy jedna negatywna opinia i grad TWA spada na głowę komentatora wynosząc pod niebiosa autora i odwrotnie jedna pozytywna a komentator bez suchej nitki i negatywnych opinii za nim  łańcuszek.

Tak naprawdę trudno ocenić co jest dobre a co złe, więc może poprzestańmy na tym że "nie to jest ładne co  ładne ale co się komu podoba". :)

Bierzmy zatem swoje zabawki  i wracajmy do zabawy, lepmy swoje babeczki mniej lub bardziej urodziwe nie wywijając łopateczkami na lewo i prawo bo łatwo zrobić komuś krzywdę.

 

Pozdrawiam ciepło wszystkich forumowiczów :)

 

P.S.

Już dawno temu  postulowałam żeby utworzyć dział AWANGARDA   i niech awangarda zamieszcza tam swoje utwory. :)

Edytowane przez czytacz (wyświetl historię edycji)
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Oczywiście, że pisze dla rozrywki i odprężenia i zupełnie z tych samych powodów gram na klawiszach ( i lubię, jak zona tego słucha), a publikując wiersze na forum automatycznie poddaję się ocenie, bo co za przyjemność trzymać wszystko w szufladzie. Blagierem byłbym wtedy, gdybym twierdził, że opinie są mi kompletnie obojętne. aczkolwiek nie traktuje ich jako cel mojego pisania.

 

Chyba nieco przesadzasz Bożenko. Owszem, są osoby, których nie znam osobiście, nie mam pojęcia ani kim, ani skąd są, ale ich sposób pisania mi odpowiada, podoba mi się i te osoby częściej oceniam pozytywnie, czy aby na pewno jest to TWA?

A utwory oceniam nie patrząc na to, jak je ktoś inny ocenił. Wiele innych osób robi dokładnie tak samo. Owszem, w ten sposób tworzą się pewne grupy osób o podobnej wrażliwości, lubiące podobny sposób pisania, ale określaniem ich mianem TWA to chyba spora przesada.

Nie wmówisz mi Bożenko, że wszystkich na forum jednakowo lubisz i cenisz ;)

 

Aha, a kto będzie decydował, kto jest awangardą, bo jeżeli sami forumowicze, to wkrótce będzie wyłącznie awangarda. ;)

 

Pozdrawiam :)

AD

Opublikowano (edytowane)

Bożenko:

awangarda wyłoni się sama

pisząc teksty super hermetyczne

metaforą chcąc zęby połamać

i nie ważne czy piękne czy śliczne

 

same myśli obecnie istotą

kompozycję za piecem schować

trzeba słowa spaskudzić zabłocić

bez wyjątku się musi podobać

:))

Edytowane przez Jacek_Suchowicz (wyświetl historię edycji)
Opublikowano (edytowane)

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

Jeszcze trochę a będzie to miejsce tylko dla jasnowidzów i wróżów :)

 

P.S.

Obawiam się, że z powodu wycieczek osobistych ten wierszyk zniknie więc moje przemyślenia na temat podwórka w odrębnym temacie :)

Pozdrawiam ciepło :)

Edytowane przez czytacz (wyświetl historię edycji)

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Cylinder zastygł w bezruchu 

      a tuba zamilkła.

      Tym razem nawet igła fonografu 

      zdawała się nie mieć ochoty 

      wracać na powierzchnię cylindra 

      po raz setny tej przeklętej nocy.

      Obiecałem,

      że pomogę w poszukiwaniach,

      lecz po tym czego się tu dowiedziałem 

      i po tym co usłyszałem i zobaczyłem,

      stwierdzam jasno, 

      choć z dozą 

      naprawdę przejmującej rozpaczy,

      że mój nieodżałowany ojciec,

      został pochłonięty w odmęty, 

      bezdennej paszczy szaleństwa.

      Po czym uleciał w kompletny niebyt,

      bagiennych wrzosowisk

      północnej Szkocji.

      Przeszukano cały dom

      od piwnicy po strych.

      Wszystkie pozostałe obejścia i budynki.

      Studnie, staw

      a nawet rozkopano

      przydomowy ogródek

      ze wspaniałymi krzewami piwonii

      o które tak dbał.

      Bardziej niż o jedyne dziecko.

      Wszystko zaczęło się 

      gdy byłem jeszcze dzieckiem.

      Ojciec był 

      szanowanym profesorem archeologii 

      na uniwersytecie oksfordzkim.

      Był najlepszy w swoim fachu

      i dzięki temu pozostawał w kontakcie

      z najtęższymi umysłami

      z całego świata.

       

       

      Pamiętam doskonale zimowy poranek,

      jakieś piętnaście lat wstecz.

      Zakładałem szkolny mundurek 

      i z teczką w prawej dłoni 

      zmierzałem ku drzwiom domu.

      Ojciec szedł za mną.

      Trzymał mnie delikatnie za ramię,

      tłumaczył mi że jeśli 

      nie zakończy 

      zaplanowanego wykładu na czas 

      to odbierze mnie ze szkoły 

      nasza sąsiadka panna Stevenson.

      A jeśli wszystko zakończy się 

      zgodnie z planem 

      to obiecuję zabrać mnie

      potem na łyżwy.

       

       

      Nic nie poszło zgodnie z planem.

      Otworzyłem drzwi i o mało co 

      nie zderzyłem się w nich 

      z ponurym, wysokim 

      i dość postawnym jegomościem 

      w szarym, długim,

      dwurzędowym płaszczu 

      o prostym kroju.

      Jego fason

      nie był typowym dla wyspiarza

      a raczej obywatela zbuntowanej kolonii.

      Dziwny gość

      otarł mnie ledwie wzrokiem 

      zza przyciemnianych, wąskich szkieł

      i zwrócił się do mojego ojca.

      Bardzo przepraszam

      za tak nagłe najście 

      ale na uniwersytecie powiedziano mi,

      że jest Pan

      jeszcze w domu panie Fodden

      a sprawa z którą przychodzę nie cierpi już zwłoki ponad to co nadłożyłem starając się dostarczyć Panu interesujące dokumenty, zapis z fonografu oraz przedziwny szczątek metalu, który

      z pewnością pana zainteresuję.

       

       

      Wyjął z płaszcza niewielkie opakowane szarym papierem zawiniątko

      i wręczył je ojcu.

      Nazywam się Peter Noyes 

      i jestem zastępcą profesora Clarka 

      na uniwersytecie Miscatonic w Arkham.

      Myślę, że to Panu wiele wyjaśnia.

      Profesor liczy na Pana pomoc

      w tej sprawie.

      Jeśli tak w istocie będzie 

      czekam na Pana 

      w dniu jutrzejszym w południe 

      na nabrzeżu numer dwa,

      celem odbycia podróży

      najpierw do Bostonu 

      a potem do Arkham.

      Proszę pamiętać, 

      że nie ma czasu do stracenia.

      Gwiazda czy też planeta,

      powoli pojawia się 

      w naszych snach nieprawdaż?

      Nie czekając na odpowiedź,

      odwrócił się na pięcie i szybko

      znikł za zakrętem skrzyżowania.

      Ojciec nie tłumacząc niczego zaprowadził mnie do pani Stevenson

      i nakazał jej 

      by zajęła się mną przez jakiś czas 

      bo czeka go długi

      i pilny wyjazd do Bostonu.

       

       

      Zostałem u niej długie lata.

      A ojciec wrócił podobno kilka lat temu.

      Nikt nie wiedział skąd ani po co.

      Uważano go za zmarłego.

      Zaginął gdzieś w lasach Nowej Anglii 

      razem z tym całym

      Noyesem i Clarkiem.

      Nadal gdzieś w szufladzie biurka 

      mam jego nekrolog

      z jednej z gazet z Arkham.

      Żył ale przypłacił to szaleństwem.

      Nie widziałem go już nigdy później.

      A teraz zaginął po raz wtóry.

      Podobno planeta 

      znów nawiedzała go w snach.

       

       

      Odebrałem telefon z policji 

      i obiecałem przybyć na miejsce 

      by jakkolwiek pomóc śledczym.

      Bo sami nie rozumieli 

      w środek jak wielkiego szaleństwa 

      przyszło im wpaść i brnąć

      dzięki zostawionym wszędzie przez ojca dokumentom i zapiskom.

      Już ich pierwsze pytanie zdawało się idiotycznie niedorzeczne.

      Czy mówi mi coś nazwa Yuggoth?

      To miasteczko, osada czy może 

      jakaś kodowa nazwa 

      jakiejś świątyni czy wykopalisk?

      Znaleźli pamiętnik ojca,

      gdzie ta nazwa pojawia się ciągle.

      Ten krótki wpis ołówkiem 

      sprzed wielu tygodni.

      Wreszcie odezwali się do mnie

      Ci z Yuggoth.

      Będą czekać w oktawę święta 

      ojca Yog-Sottotha przy ołtarzu na wzgórzach.

      Zabiorą mnie znowu…

      Brzmiało to jak żart.

      Lecz jedno było pewne.

      Mój ojciec nigdy nie był skory do żartów.

       

       

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...