Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zszedł ze schodków, skręcił w lewo, minął szopę a za nią kupę starych mebli przykrytych spaczonymi drzwiami i zaczął obchód wzdłuż parkanu. Psy się rozbiegły, znały trasę. Przy płocie sterta desek a dalej boczna furtka. Za ogrodzeniem tylko las. Ta furtka ułatwiała jego żonie dostanie się do lasu w poszukiwaniu drewna do piecyka. Właściwie z jakiej racji? Znów poczuł się skrzywdzony. Lekarz mu kazał chodzić przez godzinę, więc chodził po ogrodzie, przy płocie, dookoła, potem alejką wzdłuż i wszerz. Spacer za ogród nie miał sensu, bo nawet gdyby kogoś spotkał, nikt się do niego nie odezwie. Wiedział dlaczego. Dobrze wiedział. To wszystko dranie i złodzieje.

Mija kopczyki liści, które zgrabił. Będą tak sobie leżeć aż do wiosny, potem zarosną zielskiem. Lubił porządek w miejscach, które widać z drogi. To nic, że w krzakach leży pełno złomu i rupieci. Wszystko się kiedyś przyda. Czasami ona chodzi tam i szpera. Czegoś szuka. Ciekawe czego? Na ogół tego, czego szuka, nie znajduje. On widzi to przez okno. Śledzi ją, jak tylko ona wyjdzie do ogrodu. Na próżno odciął ogrzewanie, bo jakoś dała sobie radę. Był tym zirytowany, bo poczuł się bezsilny. Ale na razie. Zobaczymy.

Kiedy podchodził do komórki w której miał wszystko czego potrzebował, coś jednak przyszło mu do głowy. Furtka. Poprzedni pomysł z kłódką i łańcuchem się nie sprawdził. Syn przeciął łańcuch, kłódkę zabrał. Sklął syna, syn go sklął i furtka znów otwarta. Trzeba wymyślić coś innego.

Stanął, bo ona wyszła ze swojej części domu niosąc piłę. O proszę. Ciągnie kabel. Mógłby zabronić, a wtedy ona wrzaśnie, że to jej drewno i jej dom. To jeszcze się okaże. Bo oni chcą go okraść, dlatego wciąż się zabezpiecza. Wszystko co mógł, to pozamykał, wszystko co znajdzie na podwórku chowa. Śledzi ją. Nawet kiedy ubrana w lepsze ciuchy jedzie do miasta. Po co jedzie? Czego tam szuka? Skąd pieniądze?

Trzeba się zająć furtką. Wywlókł spawarkę z szopy, ale czeka, aż ona zniesie drewno i wreszcie zniknie swojej części domu. Kiedy musi zrealizować jakiś plan nie lubi świadków, lubi zaskoczenie. Któreś z nich będzie chciało przejść przez furtkę. A tu nic z tego. Zaspawane.

Panoszą się do czasu. To co mu świta w głowie wymaga pracy i nakładów. Niewielkich, bo wszystko co potrzebne znalazł w komórce i na złomie. Kiedy się wreszcie z tym upora, dopiero wtedy się okaże się, kto tu jest prawowitym właścicielem.

Na dworze zimno, bo to jesień, ale u niego ciepło. U niej nie. Odciął jej ogrzewanie, bo chciała go okradać. Niby to miała pokryć koszty, lecz jego na to nie nabierze. Musiała wstawić piecyk i wsadzić rurę do komina. Nie sama, syn to zrobił. Znowu ten nagły przypływ nienawiści. Skąd może wiedzieć, czy to naprawdę jego syn?

Suka przylazła za nim i leży na fotelu. Śpi. Dwa psy zostały na werandzie. Grube, nażarte, ociężałe. Pomyślał o obiedzie. Jeszcze za wcześnie i nawet nie chce mu się jeść, jest podniecony tym, co zrobi. Musi poskładać to co skonstruował i wybić dziurę w ścianie przy kominie. Ostrożnie, jak najciszej. Obejrzał urządzenie. Nieduży wentylator elektryczny. Wyszedł na chwile na dwór, spojrzał w górę, dym nie leci, jeszcze nie rozpaliła w piecu. Dobrze jest. Szybko wybije dziurę w przewodzie kominowym i wstawi wentylator. Kabelek z wtyczką będzie gotów na odpowiedni moment. Jej piecyk z rurą do komina stoi na dole, w suterenie.

Po chwili był już gotów i szczelnie zamaskował otwór w ścianie. Teraz może sobie poleżeć, zobaczyć co tam w telewizji. Ma dużo czasu do wieczora. Wie, że cokolwiek pokazaliby w telewizorze na pewno zaśnie. Lecz nie ona. Ona nie sypia w ciągu dnia.

Zmierzch wkradł się nieoczekiwanie, kiedy otworzył oczy, było ciemno. Natychmiast poczuł głód i zabrał się do pitraszenia. Od kiedy zabronił jej gotować dla nich dwojga dobrze się odżywia. Polubił gotowanie. We własnej kuchni i zupełnie sam. Nie potrzebuje tu nikogo. Kiedyś przychodził stary kumpel. Ale od kiedy nie popija, bo lekarz mu zabronił i nie kupuje nawet piwa, nawet ten stary nie przychodzi.

Ile też ona wydaje na jedzenie? Zebrała pewnie niezłą sumkę kiedy byli razem. . A teraz syn coś nosi. Chodzi na skróty ze swojego domu przez las i furtkę. Koniec z tym. Do bramy przez osiedle dookoła płotu nie będzie mu się chciało. Byłby się z tego pewno pośmiał, jednak zapomniał jak to jest, kiedy się człowiek śmieje. Ale ta myśl dodała mu energii. Wyszedł na dwór, dym leciał już z komina. Pali się u niej światło, widać ją, widać przez okno jak się krząta.

Zjadł obiad. Jarzyny, chude mięso. Zapewne jakiś instynkt, albo lekarz każe mu dbać o siebie. Teraz może oglądać telewizję. Czekać. Już nie zaśnie. Przedtem nakarmi psy. Psy, jak psy. Ale kiedy się wydostaną przez dziurę w ogrodzeniu, pobiegną gdzieś i znikną na pół dnia, przeżywa męki niepokoju, dlatego co dzień sprawdza płot. Mogą sobie przez siatkę poszczekać na przechodniów.

A jednak zasnął. Obudził się wieczorem. Już po dzienniku i po filmie. To znowu będzie długa noc. Teraz poczeka. A na co? Jeszcze nie wie. Znowu wyszedł i spojrzał w górę. W świetle księżyca widać strużkę dymu. W jej oknie ciemno. Więc już czas. Skurczył się w sobie. Już. Wtyczka z kabelkiem od wentylatora w gniazdku. Ruszył i teraz będzie zasysał dym z komina. Tłoczył w dół. Przemyślał to i skonstruował jak potrzeba.

W nocy jak gdyby nie spał. Trochę kręciło mu się w głowie. Nie wie dlaczego. Wstał i wywietrzył, bo poczuł nikły zapach dymu. Widać podłoga nie jest szczelna. Był ciekaw, co ona na to powie.. ? Pochmurny ranek, coraz widniej Zaraz przyleci z awanturą. On tylko na to czeka. Czeka długo. Cisza. Psy jakoś dziwnie zaniepokojone. Zwęszyły jeża? Niemożliwe.






Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Migrena  Dobry wiersz. Pozdrawiam.    
    • @KOBIETA  Wieża Eiffela to matematyczna ekspresja miłości, wygrywa siłą ducha, toczy się pomiędzy kochankami, jak błyskawica. Pozdrawiam serdecznie :)
    • Tam gdzie milczące aniołów posągi, Obejmują spojrzeniem swym dumnym, Rozległe panoramy miast średniowiecznych, Spoglądając wymownie ku horyzontowi,   Tam gdzie przecudne aniołów twarze, Wykute w drewnie, piaskowcu, marmurze, Niekiedy szczerym złotem pokryte, Niekiedy miejscami nadkruszone…   Nad krajami Grupy Wyszehradzkiej, Niosą się niesłyszalne szepty anielskie, Rozbudzając nasze uśpione emocje, Czule dotykając naszych serc,   A każdy taki anielski szept, Dla wielowiekowych tradycji jest hołdem, Przez niezliczone hufce niebiańskie, Z nabożnością złożonym ufnie…   Gdy w samym sercu Europy, Ludzie z dziada pradziada pobożni, pracowici, Składając wieczorami ręce do modlitwy, Ofiarowują Bogu ufnie trudy codziennych dni   W czterech krajów zacisznych zakątkach, Gdzie z każdego kąta spogląda historia, Da się posłyszeć i szept anioła, Mówiący o tym co zatarł czas.   W sercu Europy cztery dumne narody, Wierne pozostając swych ojców tradycji, Dla świata całego przykładem są wymownym, Szacunku do ojczystych korzeni,   Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Dumni, szlachetni, niezłomni, Przez dziesięciolecia sowietyzacji się oparli, Przykładem dziś będąc dla całej ludzkości…   Dziś gdy w mroku globalnego bezprawia, Tli się Grupy Wyszehradzkiej idea, Niczym z jednego złoconego świecznika Czterech świec płomieni jasny blask,   Niegasnącemu zacieśnianiu więzi, Pomiędzy czterema bliskimi sobie narodami, W cieniu wielowiekowej pobożności, Z niebios błogosławią dziś anioły…   I od piaszczystych plaż Pomorza, Poprzez tonące w chmurach szczyty Tatr, Przez zabytkowe rynki czeskich miast, Po urokliwe kawiarnie w budapesztańskich zaułkach,   W każdym z krajów Grupy Wyszehradzkiej, Pośród zwyczajnej codzienności szarej, Szepty anielskie da się posłyszeć, Wlewające w serca otuchę…   Gdy w starych drewnianych kościołach Podlasia, Przesuwają rozmodlone staruszki paciorki różańca, Wyszeptując cicho modlitw swych słowa, Wypraszając swym rodzinom obfitych łask,   Bacznie przysłuchujące im się anioły, Gdy mrok ziemię otuli, Zanoszą je wszystkie przed tron Boży, By wysłuchania i spełnienia doczekały…   Gdy pośród licznych mazowieckich wiosek, Gdzie od lat wciąż niezmiennie Przeszłość z przyszłością nierozerwalnie splecione, Wyznaczają kolejnych dni bieg,   Stare pobożne gospodynie, Swych prababek zwyczajem, Starannie naostrzonym nożem, Czynią znak Krzyża na chlebie,   Także identyczny Krzyża znak, W blasku jasnego poranka, Kreśli niewidzialna dłoń anioła, Błogosławiąc wierne Bogu domostwa,   By codzienny prosty posiłek, Okraszony anielskim błogosławieństwem, Smakował niczym dania najwyszukańsze, Na niejednym królewskim dworze…   Gdy o poranku krakowskie kwiaciarki, Zaplatając kolejne bukietów wiązanki, Wymieniają między sobą uprzejmości, Często przyodziane w ciepłe uśmiechy,   Pośród trzepotu gołębich skrzydeł, Gdy w skupieniu wsłuchamy się w ciszę, Da się czasem słyszeć anielski śmiech, Strun naszej wrażliwości dotykający czule.   A gdy z wieży gotyckiego Kościoła, Pośród gwaru Starego Miasta, Ku wszystkim czterem stronom świata, Hejnału Mariackiego niesie się melodia,   Czasem i podniebne anioły, Pod nieboskłonem skrzydła rozpostarłszy, W skupieniu wsłuchają się w jej dźwięki, Skrycie roniąc niewidzialne swe łzy…   Gdy w skupieniu prascy zegarmistrzowie, Z pieczołowitością reperują zegary stare, Od lat niezmiennie całe swe serce, Wkładając z czcią w codzienną pracę,   Niekiedy niewidzialne anioły, Uważnie przypatrując się ich pracy, Zamyślone oddają się refleksji, Nad dziejami całej ludzkości.   Gdy czasem stary siwowłosy Czech, Przytykając do ust złocistego piwa kufel Z rozrzewnieniem rozmarzy się tęsknie, Wspominając lata swe młode,   Niekiedy niewidzialny anioł, Kładąc na ramieniu jego swą dłoń, Poruszony jego tęsknotą, Zanuci mu do ucha pieśń swą anielską…   Gdy w cieniu słowackich Tatr, Na wiejskich zacisznych plebaniach, Przy drewnianych kościołach i cerkwiach, Gdzie dawno temu zatrzymał się czas,   Oddani Bogu słowaccy księża, Biorąc wieczorami do ręki brewiarz, Z nabożnością czyniąc znak Krzyża, Składając wieczorami ręce do pacierza,   O pomyślność narodu słowackiego, Przodków swych powierzone im dziedzictwo, W ciszy i w skupieniu się modlą, Okraszając swe modlitwy niejedną łzą,   Zasłuchane w nie za oknami anioły, Gorące z oczu ich łzy, Nanizują na złote swe nici, Niczym kryształowych różańców paciorki,   By na szczycie Krywania, Gdy rozproszy mroki nocy świtu blask, Przed obliczem samego Boga, Ofiarować Mu je niczym najwyszukańszy dar…   Gdy wraz z złotego słońca wschodem, Starzy słowaccy górale, Wypasając bladym świtem liczne stada owiec, Snują gawędy swe barwne,   Niekiedy anioł świetlisty, Choć ludzkim okiem niewidzialny, Na porośniętym mchem głazie polnym, Przysiądzie w zadumie w nie zasłuchany…   Gdy węgierscy uliczni muzycy, Przytykając do ust złote saksofony, Delikatnymi ruchami dłoni, Najcudowniejsze wyczarowują z nich dźwięki,   Niekiedy zasłuchane w nie anioły, Przystanąwszy na rogach ulic, Pięknem ich poruszone do głębi Niebiańskie do nich nucą swe piosnki.   Gdy dostojne węgierskie damy, Gotyckich katedr przekraczają progi, By do mosiężnych skarbon kościelnych Z oddaniem wrzucić hojne swe datki,   Czasem wsłuchując się w siebie, Przed bogato zdobionym ołtarzem, Posłyszą jakby anioła szept, Chwalący dobre ich serce…   Wypraszajcie anioły niebiańskie, Łask obfitych narodom Grupy Wyszehradzkiej, By zawsze odznaczały się odwagą i męstwem, Do wielowiekowych tradycji przywiązaniem,   By wielowiekowe pradziadów dziedzictwo, Cenniejszym im było niż całego świata złoto, Zawsze więcej dla nich znaczyło, Niż złudna pogoń za nowoczesnością,   By w godzinie próby nieubłaganej, Gdy wicher historii zawieje, Zakulisowym knowaniom nie dali się zwieść, Dumni Polak, Czech, Słowak i Węgier.   By w milionów ludzi sercach, Ten sam płonął nieugaszony żar Co na dawnych bitew polach, Co w narodowowyzwoleńczych powstaniach,   By na współczesności bezdrożach Także i dziś drogowskazem im była Prastara odwieczna ta prawda, Niegdyś na kartach kronik spisana,   Iż poszanowaniem historii i ducha niezłomnością, Wierne Bogu narody wciąż trwają, Gdy inne stopniowo wymierając, Z biegiem wieków obracają się w proch,   By Polacy, Czesi, Słowacy i Węgrzy, Zawsze honorowi, lojalni i solidarni, Jak bracia pozostali sobie wierni, Co w jednym domu byli wychowani…   Wiersz opublikowany w dniu 15 lutego w międzynarodowy dzień Grupy Wyszehradzkiej.     Idea zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej zawsze zajmowała szczególnie ważne miejsce w moim światopoglądzie… Z czasem jednak zacząłem zastanawiać się czy nie byłoby dobrym pomysłem spróbować włożyć w tę ideę pierwiastek duchowy...  I tak narodził się pomysł tego wiersza...       Wiersz ten jest próbą włożenia pierwiastka duchowego (motywu opiekuńczego anioła) w ideę zacieśniania więzi pomiędzy narodami Grupy Wyszehradzkiej.      

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Anioł Stróż autorstwa Romana Stańczaka w Parku Rzeźby na Bródnie w Warszawie.     Anioł na kandelabrze przed frontem audytorium muzycznego Rudolfinum w Pradze.     Rzeźba św. Michała Archanioła w niszy barokowego mostu przy Bramie Michała Archanioła w Bratysławie.     Posąg Archanioła Gabriela na Placu Bohaterów w Budapeszcie.
    • @Berenika97 Dziękuję Ci z całego serca!...  Pozdrawiam Najserdeczniej!!!
    • Meta, leżeli ileże latem?    
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...