Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Fragment do Prawd niechcianych

Któregoś z powszednich dni tygodnia, jak zwykle siedziałem w moim sklepiku przy laptopie. Pogrążony pracą przy książce nawet nie zauważyłem wchodzącej do sklepiku klientki. Dopiero ciche szuranie stóp przywróciło mnie do rzeczywistości. Z mojej męskiej oceny ta kobieta, klient miała trochę więcej niż siedemdziesiąt lat. Włosy rozczochrane, ale usta umalowane na karminowy kolor. Ubrana w dość pospolite ciuchy z którymi wyraźnie kontrastowały kłaki psiej sierści.
Przyczyną tego stanu rzeczy jest trzymany na kościstych rękach, rudego koloru, czworonożny zwierzak. Oprócz, nie oszukujmy się, niezbyt ładnej, rudej, podpalanej sierści, uwagę przyciągają duże, wyłupiaste oczy i tak już zdecydowanie dziwnego zwierzaka. Mimo brzydoty coś w tych wielkich oczach jest… jakby ukryta radość, taki niby ironiczny uśmiech wymieszany z ciepłotą usposobienia ich posiadacza. Żeby wszystko było jasne, tym czworonogiem jest pies dziwnej rasy… prawdę mówiąc diabli wiedzą z czym mieszaniec czegoś niedającego się w żaden sposób zdefiniować. Kobieta stawia to coś na podłodze przed ladą i grożąc palcem wskazującym wydaje rozkazującym głosem polecenie:
- Stój tu i nie ruszaj się.
Pies nie był zmilitaryzowany więc nie posłuchał swojej pani i nie wykonał polecenia tylko zaczął myszkować po zakamarkach sklepowych znajdujących się przed ladą czyli po stronie pomieszczenia przeznaczonego dla klienta. Zerkam na psa, bo mam dość poważne obawy czy nagle nie nasika mi na stojący, przeznaczony dla starszych osób fotelik lub któryś z narożników ścianki działowej dzielącej pomieszczenie główne od zaplecza. Klientka nie odczytawszy moich myśli, nie przejmuje się higieną mojego sklepu toteż nie zwraca na swojego pupila najmniejszej uwagi.
Bardzo jestem ciekawy co by powiedziała, gdyby to niuchające coś nasikało w moim sklepiku…? Czy wyraziłaby wolę posprzątania i poniesienia kosztów zniszczonej psią uryną farby na ścianie? A może ja przesadzam. Może moje obawy są na wyrost bo piesek jest wyuczony załatwiać swoje potrzeby fizjologiczne poza domem? Szukając niejako potwierdzenia swoich myśli, zerknąłem na właścicielkę myszkującego psiaka, ale w jej twarzy niczego takiego nie zauważyłem. Ona była już zajęta towarem leżącym na półkach. Obserwując beztrosko regały z żarówkami i całą resztą towaru w końcu wydusiła z siebie:
- Żarówki to Pan ma?
- Mam. A jakie leżą w Pani zainteresowaniu – pytam by uściślić zakres asortymentu.
- No wie pan…
- Niestety nie wiem… gdybym wiedział nie pytałbym o to.
- No… takie małe… najlepiej matowe – sprecyzowała.
- O, dawno Pani nie była na zakupach bo matowych żarówek nie produkują już od trzech lat.
- Jak to nie produkują…?
- Nie dość, że rzadko przychodzi Pani do mojego sklepu to jeszcze telewizji Pani nie ogląda?
- Ja nie oglądam telewizji…?
- Z całym szacunkiem, na to wygląda…
- Panie kochany… żadnemu serialowi nie popuszczę… wszystkie brazylijskie, kolumbijskie i meksykańskie oglądam po kilka razy. Oprócz nich na wszystkie debaty polityczne, dzienniki i wiadomości patrzę choćby i o głodzie…
- O rety… co za poświęcenie… to jest Pani zagorzałą fanką telewizji… a pies też ogląda politykę – zażartowałem.
- Ogląda, a jakże. Tylko jak Donald Tusk ma debatę to szczeka jakby się wściekł…
- Mądra psina… chociaż on jeden zna się na ludziach…
- E tam… za mądry to on nie jest… ale ujada na polityków za całe stado psów – wyznała.
- Widać, że nie zna Pani swojego pupila…
- Znam, znam… zgłupiał na stare lata bo na nikogo innego tak nie ujada jak na polityków…
- Chyba wezmę po nim szczeniaczka…
- Na dzieci to on już za stary – wyraziła wątpliwość.
- Wielka szkoda – odparłem zawiedziony.
- To ma Pan te żarówki…?
- Niestety nie mam… Unia Europejska zabroniła produkcji wielu żarówek – wyjaśniam starszej kobiecie.
- Zabroniła…? A to niby dlaczego – zapytała z wyrazem bezgranicznego zdziwienie na twarzy.
- Podobno szkodliwe dla ludzkiego i psiego zdrowia, a także dla otoczenia… poza tym chodzi o oszczędności energii.
- Toteż ja oszczędzam bo chciałam taką małą żarówkę – to mówiąc pokazuje mi palcami dłoni jej rozmiar.
- Małych mlecznych też nie mam – informuję klientkę spokojnym głosem.
- A te co tam stoją – pyta niedowierzając.
Zanim zdążyłem odpowiedzieć spostrzegłem, że pies mieszaniec zaczyna przyglądać się gumowym lejkom leżącym spokojnie w pudełku na podłodze pod ścianą. Te lejki tak naprawdę nie są lejkami tylko taką gumą redukcyjną służącą do połączenia rury wychodzącej ze spłuczki i wchodzącej do miski sedesowej. Po chwili namysłu bierze jeden z nich i zaczyna go swoim rudym pyskiem obrabiać. Na szczęście klientka zauważyła zapędy kulinarne swojego pupila i zaraz przystąpiła do zniechęcania go w działaniu konsumpcyjnym.
- Fu, a fu… Czeguś, Czeguś… zostaw tą wstrętną gumę…
Ze zdziwieniem spostrzegłem, że tym razem pies o imieniu Czeguś posłuchał swojej paniusi i natychmiast porzucił moją własność na podłodze... zaś właścicielka psa podniosła lejek i położyła na swoje miejsce.
- A te w niebieskich pudełkach nie są matowe – zapytała ponownie patrząc na mnie wyczekująco.
- Nie, nie są – odparłem powstrzymując zniecierpliwienie.
- A w których pudełkach są matowe – pytała nie rozumiejąc co powiedziałem o unijnym zakazie produkcji.
- Mam jeszcze kilka matowe w czerwonym opakowaniu.
- Mogę zobaczyć… ?
- Tak, oczywiście – mówiąc to wziąłem z regału jedno pudełko, rozpakowałem i podałem klientce.
- Jakieś małe – te żarówki.
- Przecież prosiła Pani o małą żarówkę… ta jest średnia, troszkę większa od małej ale mniejsza od standardowej.
- Mnie się wydaje, że te niebieskie są mniejsze – wskazując palcem inne pudełka, wyraża dociekliwie swoje wątpliwość.
- Są takie same jak ta, którą trzyma Pani w dłoni.
- A tamte niebieskie nie są matowe…?
- Już mówiłem i to nawet kilka razy, że matowych nie produkują… a tą którą podałem jest wprawdzie matowa, ale tylko dlatego można ją jeszcze kupić ponieważ mój sklepik jest małym sklepikiem osiedlowym i nie zagląda do niego ogromna rzesza klientów.
- Wie Pan… ale ta niebieska jest mniejsza – upierała się.
- Skoro Pani tak uważa to niech tak zostanie. Ja nie mam już cierpliwości z tej błędnej oceny Pani wyprowadzać…
- To ma Pan te małe kulki matowe czy nie…?
- Ja nie mogę… przecież mówię, że nie mam.
- Nie rozumiem dlaczego Pan nie ma takich żarówek.
- Nie lubi mnie Pani, czy co…?
- Jaaaa…? Skąd Panu to przyszło do głowy?
- To dlaczego mnie pani męczy…? Już wcześniej mówiłem, że Unia zabroniła produkcji mlecznych żarówek. Jeśli się to Pani nie podoba proszę napisać zażalenie do Parlamentu Europejskiego – wyrzuciłem z siebie jednym tchem.
- Wcale Pana nie męczę. Trzydzieści lat temu… kto wie… może i bym chciała pomęczyć – zażartowała zalotnie.
- Dziękuję za komplement – wydusiłem.
- Wie Pan…? Ja nawet darzę Pana sympatią…
- Właśnie widzę i słyszę… to musi być szczególna odmiana sympatii. Nie słucha Pani co do niej mówię, męczy mnie bezsensownymi pytaniami… Czeguś pożera moje gumowe lejki, obwąchuje narożniki wpędzając mnie tym zachowaniem w lęk przed ich osikaniem…
- Proszę Pana… bez obawy. Czeguś jest dobrze wychowany i potrafi cały dzień nie sikać – rozwiała moje obawy.
- Doprawdy…? A może ma przerost prostaty i dlatego nie może biedak częściej sikać – w drodze rewanżu za męczenie postanowiłem z niej zakpić.
- Nie do wiary. Na prostatę to mój świętej pamięci mąż zmarł… ale żeby psy chorowały na to paskudztwo…
- Proszę Pani… dzisiejsze psy jedzą ludzkie jedzenie, noszą ludzkie ubranie, śpią w ludzkich lóżkach, potrafią terroryzować właścicieli to i nic dziwnego, że na ludzkie choroby chorują – ciągnąłem dalej swoją kpinę.

cdn. następnym razem

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Pospacerowy wieczór upłynął nam bardzo miło: na lekkiej, owocowej kolacji - dla Milanka truskawkach ze śmietaną, a dla nas plastrach ananasa do kawy - i rozmowie. Moja mama towarzyszyła nam i pomimo mojej obawy, że Jerzy będzie miał coś przeciw temu, albo że z powodu obecności synka rozmowa nie do końca będzie swobodna - cała potoczyła się naturalnym torem. Chwilami mój synek, najwidoczniej przysłuchując się, włączał się w jej tok - ku mojemu i swojej babci zdziwieniu - jak dorosły. Cóż - pomyślałam już przy drugim jego wtrąceniu - wygląda na to, że przez całą tę sytuację z nieobecnym ojcem stał się dojrzalszy, niż myślałam. A teraz, przy Jerzym, ten jego szybszy rozwój po prostu uzewnętrznił się. Uśmiechnęłam się do swoich odczuć: zdaje się, że podjęłam właściwą decyzję. Chyba faktycznie coś - jakaś duchowa siła - pokierowało mną wtedy... I chyba spotkaliśmy się nie przez przypadek. Zaraz, przecież Jerzy już kiedyś powiedział, że przypadków nie ma! Czyżby to wszystko przewidział? - znów się zaniepokoiłam. - To w gruncie rzeczy nieważne - odparłam sobie po chwili. - Bo nawet gdyby, to co z tego?    Obejrzeliśmy potem film. Trafem tego wieczoru Polsat wyemitował "Birds", jeden z bardziej lubianych przez Milanka obrazów. Jerzy przez większość tego czasu milczał, zerkając na niego od czasu do czasu i uśmiechając się. Na mnie, co też zauważyłam - i po kobiecemu przemilczałam - zerkał niby mimochodem trochę częściej. Naprawdę mu się podobam, uśmiechnęłam się do siebie raz i drugi. Ciekawe, czy zauważył i te moje uśmiechy? Pewnie tak...    Jerzy odczekał do końca wspólnego oglądania. Gdy film dobiegł końca, podniósł się razem z nami z kanapy.    - Dziękuję za przemiły czas - powiedział, wyraźnie kierując te słowa jednocześnie do wszystkich nas współobecnych w pokoju. - Na mnie już powoli pora, a i wam - szczególnie tobie, Milanie - czas spać.     Dotknęło mnie - rzec, iż uderzyło, byłoby za dużo - że Jerzy znów zwrócił się do mojego synka jak do dorosłego. Mam tu na myśli także ton. Zauważył coś, co mi jako matce umknęło? - zadałam sobie kolejne tego wieczoru pytanie. - Bo czyżby była to tylko maniera?    - Milanku, pożegnaj się... z Jerzym - zawahałam się, apewna, czy nie powiedzieć "z panem Jerzym". Od razu jednak zmieniłam zamiar: nie pora na wprowadzanie dystansu tam, gdzie przyszedł czas na budowanie rodzinnych więzi.     - Dobranoc, Jerzy - mój synek najwyraźniej nie miał tych co ja wątpliwości.    - Dobranoc, Milanie - odparł Jerzy, przykucając. Reakcja synka zaskoczyła mnie kolejny raz. Bo oto, najzwyczajniej w świecie i znów jak dorosły, odrzekł:    - Dziękuję ci. Miło mi było cię poznać - po czym wyciągnął do Jerzego rękę, którą ten uścisnął w odpowiedzi.     Gdy Jerzy wyprostował się, wymieniłam z nim szybkie spojrzenie.    - Zaczekaj na mnie, aż Milanek zaśnie - rzuciłam, biorąc synka na ręce i wchodząc z nim do jego pokoju. -  Odprowadzę cię.    Zaczekał.          Voorhout, 6. Kwietnia 2025 
    • ~~ wiosną co roku od zawsze odradza się życie przyrody niby wolne a zakute w kajdany cyklicznej powtarzalności dalszego trwania życia na Ziemi ~~
    • Za wcześnie na bzy, szaleją już gzy...  
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

        Rozumiem to przykre.   Mnie dwa dni temu śnił się rosyjski helikopter, który ostrzeliwał małymi rakietami sąsiedni blok. Wisiał tuż koło naszego. Mała odległość nas  dzieli. A ja co zrobiłem?   Zamiast wyjść na korytarz, gdzie byłoby bezpieczniej, to zacząłem kręcić przez okno film. To był początek wojny zatem miałbym super materiał. Instynkt fotoreportera zwyciężył pomimo lęku. W realnym świecie zrobiłbym to samo. Zawsze lazłem w najbardziej niebezpieczne miejsca.
    • @Rafael Marius słońce obecnie jest bardzo palące, to że zimno, to czułam te ciepło. 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...