Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


;)
A ja głupi myślałem, że zakończyliśmy dyskusję, przynajmniej pod tym wierszem, przecież nawet sam się tego domagałeś. Ale nic straconego, za chwilę zamieszczę kolejny wiersz, to będziesz mógł wyżyć się, tyle na nim, co na mnie do woli. Oczekuję Cię i pozdrawiam
  • Odpowiedzi 47
  • Dodano
  • Ostatniej odpowiedzi

Top użytkownicy w tym temacie

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


;)
A ja głupi myślałem, że zakończyliśmy dyskusję, przynajmniej pod tym wierszem, przecież nawet sam się tego domagałeś. Ale nic straconego, za chwilę zamieszczę kolejny wiersz, to będziesz mógł wyżyć się, tyle na nim, co na mnie do woli. Oczekuję Cię i pozdrawiam

Ty głupi - to nie ja powiedziałem - ale przez grzeczność nie zaprzeczę. Nie wiem czy zdołałeś, ale chyba nie, lecz być może, jednakowoż miło byłoby gdybyś spostrzegł, że nie do ciebie się odezwałem, a nawet wcale się nie odezwałem, lecz uśmiechem potraktowałem spostrzeżenie niejakiego Pancolka, z którego spostrzeżeniem się zgadzam. Niemniej niezależnie od wszystkiego nie nobilituj własnych grafomańskich wybryków nazywając je wierszami, bo robiąc tak dramatycznie rozmijasz się z prawdą. Ja także czekam na twoją odpowiedź, bo ona będzie bardzo mądra, zwyczajowo. Również pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witaj chorobliwie zawistny człowieku. Ale skoro musisz być moim cieniem, to proszę bardzo. Zresztą nie Ty jeden, ale kto wie (poza Tobą samym), czy nie jesteś pierwszy i najważniejszy (w zaciekłości swojej). Przepraszam, że mam jakieś wątpliwości, bo pomimo tak wielkiej i coraz większej konkurencji jesteś jednak najlepszy, najzacieklejszy, jesteś po prostu niezrównany. Gratuluję więc samozaparcia, tym bardziej, że jest to, tyle chorobliwe, co niezrównoważone zaparcie. Ale niestety, choćbyś nie wiem jak bardzo chciał, życzył sobie i usiłował, kłamstwo powtarzane wielokrotnie (żeby tylko przez Ciebie) nigdy nie stanie się prawdą. Pozdrawiam Cię bardzo, bo bardzo tego potrzebujesz.


nie ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że tamten link jest jak najbardziej na miejscu((-:
ale ty i tak to widzisz po swojemu, widzisz we mnie "chorobliwie zawistnego, niezrównoważonego: nazwałeś mnie jeszcze "kłamcą" dziękuję za tak miłe słowa w stosunku do mojej osoby
życząc dystansu do własnej tffu-rczości
pozdr
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Witaj chorobliwie zawistny człowieku. Ale skoro musisz być moim cieniem, to proszę bardzo. Zresztą nie Ty jeden, ale kto wie (poza Tobą samym), czy nie jesteś pierwszy i najważniejszy (w zaciekłości swojej). Przepraszam, że mam jakieś wątpliwości, bo pomimo tak wielkiej i coraz większej konkurencji jesteś jednak najlepszy, najzacieklejszy, jesteś po prostu niezrównany. Gratuluję więc samozaparcia, tym bardziej, że jest to, tyle chorobliwe, co niezrównoważone zaparcie. Ale niestety, choćbyś nie wiem jak bardzo chciał, życzył sobie i usiłował, kłamstwo powtarzane wielokrotnie (żeby tylko przez Ciebie) nigdy nie stanie się prawdą. Pozdrawiam Cię bardzo, bo bardzo tego potrzebujesz.


nie ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że tamten link jest jak najbardziej na miejscu((-:
ale ty i tak to widzisz po swojemu, widzisz we mnie "chorobliwie zawistnego, niezrównoważonego: nazwałeś mnie jeszcze "kłamcą" dziękuję za tak miłe słowa w stosunku do mojej osoby
życząc dystansu do własnej tffu-rczości
pozdr
Nazwałem Cię tak, jak na to, jak najbardziej (z takich czy innych powodów) zasługujesz. I ręczę Tobie i wszystkim, że nie przesadziłem, ani o jotę. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


A ja głupi myślałem, że zakończyliśmy dyskusję, przynajmniej pod tym wierszem, przecież nawet sam się tego domagałeś. Ale nic straconego, za chwilę zamieszczę kolejny wiersz, to będziesz mógł wyżyć się, tyle na nim, co na mnie do woli. Oczekuję Cię i pozdrawiam

Ty głupi - to nie ja powiedziałem - ale przez grzeczność nie zaprzeczę. Nie wiem czy zdołałeś, ale chyba nie, lecz być może, jednakowoż miło byłoby gdybyś spostrzegł, że nie do ciebie się odezwałem, a nawet wcale się nie odezwałem, lecz uśmiechem potraktowałem spostrzeżenie niejakiego Pancolka, z którego spostrzeżeniem się zgadzam. Niemniej niezależnie od wszystkiego nie nobilituj własnych grafomańskich wybryków nazywając je wierszami, bo robiąc tak dramatycznie rozmijasz się z prawdą. Ja także czekam na twoją odpowiedź, bo ona będzie bardzo mądra, zwyczajowo. Również pozdrawiam.
Przynajmniej pod moim wierszem, biorę sobie pewne rzeczy do siebie. No i upieram się, że moje wiersze są wierszami, zresztą jak to widzi większość czytelników. A że niektórzy czytelnicy są mściwi i zawistni, cóż w tym dziwnego, że dezawuują wszystko to, co robię. Ale czyż tym samym nie dezawuują siebie. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



Ty głupi - to nie ja powiedziałem - ale przez grzeczność nie zaprzeczę. Nie wiem czy zdołałeś, ale chyba nie, lecz być może, jednakowoż miło byłoby gdybyś spostrzegł, że nie do ciebie się odezwałem, a nawet wcale się nie odezwałem, lecz uśmiechem potraktowałem spostrzeżenie niejakiego Pancolka, z którego spostrzeżeniem się zgadzam. Niemniej niezależnie od wszystkiego nie nobilituj własnych grafomańskich wybryków nazywając je wierszami, bo robiąc tak dramatycznie rozmijasz się z prawdą. Ja także czekam na twoją odpowiedź, bo ona będzie bardzo mądra, zwyczajowo. Również pozdrawiam.
Przynajmniej pod moim wierszem, biorę sobie pewne rzeczy do siebie. No i upieram się, że moje wiersze są wierszami, zresztą jak to widzi większość czytelników. A że niektórzy czytelnicy są mściwi i zawistni, cóż w tym dziwnego, że dezawuują wszystko to, co robię. Ale czyż tym samym nie dezawuują siebie. Pozdrawiam

Bezkres samooszukiwania widać nie ma dna. Ja też umiem czytać, waszmość, obudź się, bo jesteś w klinczu mirażu - mieszasz prawdę z blagą, jak nie blagę ze szczyptą prawdy. Żegnam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




nie ja tylko utwierdzam się w przekonaniu, że tamten link jest jak najbardziej na miejscu((-:
ale ty i tak to widzisz po swojemu, widzisz we mnie "chorobliwie zawistnego, niezrównoważonego: nazwałeś mnie jeszcze "kłamcą" dziękuję za tak miłe słowa w stosunku do mojej osoby
życząc dystansu do własnej tffu-rczości
pozdr
Nazwałem Cię tak, jak na to, jak najbardziej (z takich czy innych powodów) zasługujesz. I ręczę Tobie i wszystkim, że nie przesadziłem, ani o jotę. Pozdrawiam


czyli wyzywanie ludzi od kłamców i niezrównoważonych, uważasz to za coś normalnego, wiec moje pytanie brzmi -czy to jest normalne zachowanie u normalnych ludzi?????
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Nazwałem Cię tak, jak na to, jak najbardziej (z takich czy innych powodów) zasługujesz. I ręczę Tobie i wszystkim, że nie przesadziłem, ani o jotę. Pozdrawiam


czyli wyzywanie ludzi od kłamców i niezrównoważonych, uważasz to za coś normalnego, wiec moje pytanie brzmi -czy to jest normalne zachowanie u normalnych ludzi?????
Kłamstwo, czyli np. nadinterpretacja faktów (wiadomo w jakim celu, bo poniżenia oponenta) , a także chorobliwe, czyli obsesyjne, czyli niezrównoważone zachowanie (nawet jeżeli cel uświęca środki), nie są normalnym zachowaniem, przynajmniej wśród kulturalnych ludzi. I nie mów mi, że nie wiesz o co chodzi, że jesteś takim naiwnym dzieckiem, bo jesteś wyrachowanym cwaniakiem. Pozdrawiam
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.




czyli wyzywanie ludzi od kłamców i niezrównoważonych, uważasz to za coś normalnego, wiec moje pytanie brzmi -czy to jest normalne zachowanie u normalnych ludzi?????
Kłamstwo, czyli np. nadinterpretacja faktów (wiadomo w jakim celu, bo poniżenia oponenta) , a także chorobliwe, czyli obsesyjne, czyli niezrównoważone zachowanie (nawet jeżeli cel uświęca środki), nie są normalnym zachowaniem, przynajmniej wśród kulturalnych ludzi. I nie mów mi, że nie wiesz o co chodzi, że jesteś takim naiwnym dzieckiem, bo jesteś wyrachowanym cwaniakiem. Pozdrawiam
pięknie Islamic ciebie podsumował, że z tobą się nie da dyskutować bo ty prowadzisz monolog.
Więc już nie będę z tobą dyskutował bo to nie ma sensu, jesteś tak zapatrzony we własne odbicie w lustrze, że nic do ciebie nie dociera, już nie raz mnie obraziłeś, teraz nazwałeś mnie "cwaniakiem" . Nie życzę tego sobie. Już ci nie raz pisałem, że jako czytelnik mam prawo do własnego zdania, już ci napisałem nie raz, że twoja twórczość jest dla mnie pustosłowiem, nic nie zmieniłeś i nadal pozostajesz przy pustosłowiu, więc ja nadal ci stawiam minusy. Jako nauczyciel przywykłem do oceniania innych. Nie po przez obrażanie tylko obserwowanie, wkładu pracy i poczynionych postępów. Moim zdaniem nie pracujesz nad formą, masz słaby warsztat poetycki i dlatego twoje próby literackie wychodzą słabo.
p.s popracuj nad formą, spróbuj w tych swoich tekstach poszukać czegoś co zainteresuje czytelnika, bo inaczej będziesz musiał prowadzić te smętne monologi.
Niezrównoważony czytelnik kłamca i cwaniak pozdrawia narcyza.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Kłamstwo, czyli np. nadinterpretacja faktów (wiadomo w jakim celu, bo poniżenia oponenta) , a także chorobliwe, czyli obsesyjne, czyli niezrównoważone zachowanie (nawet jeżeli cel uświęca środki), nie są normalnym zachowaniem, przynajmniej wśród kulturalnych ludzi. I nie mów mi, że nie wiesz o co chodzi, że jesteś takim naiwnym dzieckiem, bo jesteś wyrachowanym cwaniakiem. Pozdrawiam
pięknie Islamic ciebie podsumował, że z tobą się nie da dyskutować bo ty prowadzisz monolog.
Więc już nie będę z tobą dyskutował bo to nie ma sensu, jesteś tak zapatrzony we własne odbicie w lustrze, że nic do ciebie nie dociera, już nie raz mnie obraziłeś, teraz nazwałeś mnie "cwaniakiem" . Nie życzę tego sobie. Już ci nie raz pisałem, że jako czytelnik mam prawo do własnego zdania, już ci napisałem nie raz, że twoja twórczość jest dla mnie pustosłowiem, nic nie zmieniłeś i nadal pozostajesz przy pustosłowiu, więc ja nadal ci stawiam minusy. Jako nauczyciel przywykłem do oceniania innych. Nie po przez obrażanie tylko obserwowanie, wkładu pracy i poczynionych postępów. Moim zdaniem nie pracujesz nad formą, masz słaby warsztat poetycki i dlatego twoje próby literackie wychodzą słabo.
p.s popracuj nad formą, spróbuj w tych swoich tekstach poszukać czegoś co zainteresuje czytelnika, bo inaczej będziesz musiał prowadzić te smętne monologi.
Niezrównoważony czytelnik kłamca i cwaniak pozdrawia narcyza.
Ja też Cię żegnam i to nawet usilniej niż Ty mnie, ale nie mów mi i komuś (nie udaj, jeżeli nie cwaniakuj), że nie wiesz o co chodzi. Bo chodzi przede wszystkim, a nawet tylko o to, że ja Ciebie kiedyś obraziłem (znieważyłem), a Ty się śmiertelnie (przynajmniej jak dotąd) obraziłeś za to na mnie. Tylko, że ja też szybko, a nawet jeszcze szybciej niż Cię obraziłem – przeprosiłem. Już mniejsza z tym, czy sam się tak szybko zreflektowałem, czy ktoś zwrócił mi uwagę na to, że przesadziłem, żeby Cię więc szybko przeprosić. No więc, co miałem zrobić, skoro mnie poniosło, czyli straciłem nerwy (a bo to pierwszy raz i w ogóle czy tylko raz wobec kogoś) i źle postąpiłem, to czy miałem już tkwić w złym i nie przeprosić Cię. Przeprosiłem Cię, a Tobie to ciągle mało, ciągle jesteś obrażony, albo też uniesiony fałszywym honorem.
Przecież, jak się tak dobrze przyjrzeć, to Ty się stawiasz ponad Boga, bo przed Bogiem wystarczy raz wyznać swoje grzechy, za które się żałuje i Bóg wybacza. Ale Ty ciągniesz w nieskończoność swoje, (już domniemane, po moich przeprosinach) poczucie krzywdy). Żeby nie było, że przeprosiłem Cię byle jak (na odczepne), to w tym miejscu i niniejszym przepraszam Cię jeszcze raz za to, że pozwoliłem sobie na za dużo wobec Ciebie, że po prostu obraziłem Cię i to być może nawet nie raz. Przepraszam więc jeszcze raz.
A pod moimi wierszami, oczekuję rzeczowej, merytorycznej oceny, a więc nie skażonej poczuciem krzywdy. I niech to jest, choćby i jak najgorsza ocena dla mnie, bo jeśli jest sprawiedliwa, to nie straszne są, a/chociaż pouczające następstwa oceny. Bo, co by nie mówić, ocena stronnicza (zresztą, którą się wyczuwa na kilometr) tylko mnie upewnia w tym, że to co robię, robie dobrze. Inną i nie inną rzeczą jest moja forma, mój styl (chodzi głównie o wiersze) wypowiedzi. Jak dla kogo, może to źle, a może dobrze, ale ja swojej swojego knajackiego charakteru nie zmienię, tym bardziej na potrzeby literackie. Powiem Ci tylko, że rzecz w tym, żeby niezależnie od stylu, a właściwie w zgodzie ze stylem (w jakim się mówi), mieć coś (istotnego) do powiedzenia. Pozdrawiam.
Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.



- tyle warte 'ocalenia'
ale w odwrotnej kolejności ;),

ps. poszukaj mniej siermiężnej formy (?)
;)
No właśnie, rzecz się rozbija o formę, czyli głównie jest w formie wypowiedzi. Ja naprawdę poprzednim razem nie żartowałem, ani ironizowałem, kiedy się zgodziłem z Twoją obserwacją, że moje wypowiedzi (zresztą, nie tylko wierszem) maja coś, a nawet sporo wspólnego z wypowiedziami, które można usłyszeć na przysklepowej ławeczce z „Rancza”. Ostatnia część powyższej wypowiedzi (do Macieja Tali) dotyczy tego samego problemu. A problem jest właśnie w tym, że ja skóry nie zmienię. Że nawet wolę siermiężną formę, od tzw. literackiej, czyli właściwie nijakiej formy, która po pierwsze nie ma ducha (miejsca czy osoby). Pozdrawiam.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię.

      Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem.

      Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach




  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Krótki, ostrzegawczy szmer poprzedził huk, który rozszedł się w ciemności podziemia, głośny do tego stopnia, że z nadmiarem wypełnił pustą do tej pory przestrzeń zmysłów. Ryk żołądka fabryki jeszcze chwilę kaskadował, a Karol zdał sobie sprawę z tego co właśnie usłyszał - jedna z wielkich gór węgla musiała runąć na ziemię. Odurzony dziecięcą fascynacją, chłopiec z powrotem włączył latarkę, otrzepał spodnie, i ruszył w drogę powrotną. Wszystkie pomieszczenia zdawały się jałowe, ich osnowa tajemniczości leżała poszarpana w strzępach tłustych pajęczyn, lecz kiedy wreszcie Karol skierował wzrok latarki na drzwi pierwszego pokoju, ciemność nie ustąpiła ani kroku. Pierwszy raz dzisiaj jedenastolatka ogarnął prawdziwy strach, nie ten napędzający wolę walki, czy wzniecający pożądanie zakazanego, ale najprostszy, dziecięcy strach, ten sam, który każe chłopcowi bać się wilkołaków lub kosmitów. Przez chwilę, Karol stał wpatrując się w ścianę czerni, nie wiedząc nawet co ze sobą zrobić, aż instynktownie rzucił się ku zaspie wyrzucając z niej pojedynczo kolejne grudki węgla. Każdy wyrzucany kamyczek zdawał się być od razu zastępowany następnym i następnym, a niektóre zwalały do środka jeszcze więcej gruzu, aż rozsypywał się on pod butami chłopca. W panice Karol odrzucił latarkę, nadal żarzącą się w rogu pokoju, aby obiema rękoma wyryć sobie drogę przez zaspę. Kolejnymi, długimi zamachami wyrzucał sprzed siebie garści kamienia, jakby płynął w ciemności, jak niedoświadczony pływak - nieważne ile energii nie wkładający w swe ruchy, zastygły w miejscu. Chłopiec poczuł na sobie ciepły dotyk, a kiedy spojrzał w dół, zobaczył, że wokół jego paznokci zbiera się krew. Karol cierpiał na tę przypadłość, przez którą mdlał na widok własnej krwi. Jej mezalians z węglowym pyłem odbierał mu powoli wzrok. Musiał zrobić sobie przerwę, lecz praktycznie całą posadzkę pokoju pokrywały rozrzucone grudki węgla, przeszedł więc on do następnego pokoju, gdzie padł dopiero na ziemię, wychładzając się z pierwszego przypływu adrenaliny. Próbując racjonalnie myśleć, zdjął z siebie zimową kurtkę, pod którą zdążył się już porządnie spocić, wytarł w jej futro brudne dłonie i ustabilizował oddech. Przez jego gardło przeszedł najbardziej donośny krzyk na który mógł się zdobyć. Wzywał pomocy w regularnych odstępach, a jego ślina gęstniała z każdym kolejnym przełknięciem. Rozpłakał się. Spływające, gorące i ciężkie łzy, wytyczyły ślady w czarnym pyle pokrywającym jego policzki. Nie miał czasu się wstydzić, szlochał prawdziwie rozdzierająco, to znów przechodził w przerywany oddech, mamrotał pod nosem, lub trwał w całkowitej ciszy, gdzie tylko lekkie spazmy oznaczały rozpacz. Rozbolała go głowa, a ciemność przed nim zaczęły wypełniać finezyjne kształty i kolory, przypominające wygaszacz ekranu z domowego komputera - fioletowe i niebieskie wstążki zwijały się wokół Karola, kurczyły i pulsowały, uciekały na chwilę, i wracały z drugiego krańca wizji. Rozłożył się na posadzce, i mógłby przysiąc, że gdzieś w tle rozlega się kolejny szkolny dzwonek. Zatkał uszy palcami, a hałas trwał w najlepsze. Jak alarm przeciwpożarowy, nieprzerwany brzęk wdrążał się w jego mózg, tupot uczniowskich kroków na schodach wybijał marszowny, wojskowy krok, jakiegoś pośpiesznego i niecierpliwego wojska, głodnego krwi i śmierci. Tupot. Tupot. Trupot. Nieprzerwane bębny kołatającego serca. Karol zerwał się na równe nogi, a jego głowa pozostała na ziemi. Formy przed oczami przypominały lany w andrzejki wosk. Świetliste kontury składały się w rude gwiazdozbiory. Rude. Nitki rudych włosów trzepotały na wietrze ciała szklistego. Karol nachylił się, żeby je pocałować, a one odfrunęły pod sam sufit, nęcąc go po kolei swoją bliskością, tylko po to, aby uciec w ostatnim momencie. Zlizana z warg sól zdawała się teraz smakować owocową pomadką do ust. Truskawki. Kiedy jego mama usługiwała sąsiadom, aby zarobić na związanie początku miesiąca z końcem, zabierała go ze sobą do ogródka, on plewił chwasty, a ona zbierała z krzewów owoce - dojrzałe i ponętnie czerwone w skwarnym, letnim słońcu. Jego dłonie w roboczych rękawiczkach nie mogły się równać jej, czerwonym i gładkim, jak wyrobiony w korycie rzeki kamień.
    • @Charismafilos  wiersz nie jest o tym:)) .Zaskakujące skojarzenie ;) Dziękuję  @Marek.zak1

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Dziękuję, nie znałam tego. Sprawdziłam i rozumiem aluzję . Spokojnej nocki;))  @Mel666 Bardzo trafne odczytanie.  Serdecznie dziękuję.  Uściski.

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

    • @wiedźma nie wiem czy się nie mylę, ale dla mnie jest to wiersz o przemocy. Psychicznej, fizycznej....ale ukrytej. Tak o nim mysle po pierwszym czytaniu. Jest świetny!
    • ?trwałość pamięci*   upłynnij wymowę cz chupa chups w kwiatek czy chmurkę   od lat podnosi  poziom serotoniny staś dla nel zdobyłby chupsa zamiast chininy    logo zbyt  późno powstało avida słodycz salvadora dolar   galowe logo którego nie czupiają się zegary co zostało  osiemdziesiąt dziewięć    przełom zabrał malarza cukierek poszedł do kosza  papierek pozostał  w dłoni   * Nawiązanie do tytułu jednego z obrazów S.Dalego.
    • @Poet Ka i dziękuję za wszystkie lajki i komentarze. Wiele dla mnie znacza
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...