Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Jasiek Nędza nie żyje! Jasiek Nędza nie żyje!!! Wiadomość o nagłym i niespodziewanym zgodnie młodego gazdy jak grom z jasnego nieba spadła na mieszkańców Cichego. Najbardziej jednak zaskoczony był… sam Jasiek.
Siedział właśnie z kolegami „Pod Złotym Kierpcem”, gdy dotarła do niego ta smutna informacja. Tak się przejął, że, gdyby żył, pewnie padłby trupem. Że starzy umierają, to nie dziwota. Ale młody? Za cóż to tak? A może on miał jakieś plany? A tu, ciach i już. Koniec żywota.
Planów oczywiście żadnych nie miał, ale… mógł mieć! Dla Jaśka Jasiek był najbliższą osobą. Na palcach jednej ręki mógłby policzyć dni, gdy się nie widzieli. Ostatni przydarzył się wczoraj - po imieninach Staszka!
Ot, był człowiek i go nie ma. Gdyby był filozofem, powiedziałby, że doświadczył szoku egzystencjalnego. A tak, jako prostego górala, po prostu trafił go szlag.
Miał wielką ochotę poskarżyć się komuś na tę ewidentną niesprawiedliwość. Ale komu? Matka zmarła kilka lat temu. Z ojcem, który za chlebem wyjechał do Stanów, nie utrzymywał kontaktu. Może Zosia?! E, nie. Po tym, jak w minioną sobotę zobaczyła, jak na zabawie obłapiał Maryśkę, raczej nie będzie chciała z nim rozmawiać! Poza tym byłoby mu przykro, gdyby powiedziała: Dobrze ci tak, pijaku i zdrajco!
I miałaby rację. Lubił wypić. Ale kto nie lubi?! To jedyna jego radość była. Po ciężkiej pracy musiał się zrelaksować. Telewizji nie lubił. Książek tym bardziej. Do ludzi go ciągnęło. A że mógł ich spotkać tylko w knajpie, to szedł.
Nikt mu jednak nie zarzuci, że był ochlaptusem. Wiedział – przeważnie – kiedy skończyć. Chyba, że rozmowa zeszła na tory polityczne lub ekonomiczną sytuację kraju. Wtedy odstawiał piwo i… sięgał po wódkę. Na trzeźwo nie mógł tego strawić. Za wrażliwy był. I nie odzywał się. Nie komentował. Tylko pił. Po pół litrze było mu już wszystko jedno, kto jest premierem, a kto przewodniczącym, czy emeryturę wypłacą mu z ZUS-u, czy z OFE… Najchętniej rozwiązałby ten problem, uciekając się do metod kultywowanych przez przodków – zbójników: bogatym zabrać, rozdać biednym! Ale miał wzgląd na wymogi demokracji, więc pił, aby uspokoić wzburzoną, zbójnicką krew. Każdy następny kieliszek zbliżał go do stoicyzmu. Gdyby wiedział, a nie wiedział, bo na czytanie nie miał ni czasu, ni chęci, kim był Heraklit i jakie poglądy głosił, z pewnością przyznałby mu rację, że panta rei – wszystko płynie, a on jest łódką bez wioseł, niesioną strumieniem historii.
Wiadomość o własnej śmierci zastała go w takim właśnie stanie świadomości. Żal mu tylko było siebie i tych kilku osób, które uronią łzę na jego pogrzebie. A może mógł coś jeszcze w życiu zrobić?! Może by się ożenił, ustatkował… Syna spłodził…
Oj, niesprawiedliwa to śmierć w tak młodym wieku. Niesprawiedliwa. Gdyby szacunku do świętości nie miał, to nie zgodziłby się na takie traktowanie. We wsi wszyscy wiedzieli, że rękę miał ciężką. Ale sprawiedliwą. Kiedy trzeba było komuś dołożyć – lał po pysku, że hej. Do czasu, aż przeciwnik padł. Leżącemu odpuszczał. A tu z kim się miał wadzić? Komu dołożyć? Bogu samemu chyba poskarżyć by się trzeba. Jak gazda Gaździe.
I poszedł. Lekko tylko się zataczając, bo wiadomość o własnej śmierci trochę go otrzeźwiła.

Opublikowano

Czy, aby tytuł nie miał brzmieć "O Jaśka zejściu z tego świata historyja krótka"?
1) Jak na mój gust, to nazbyt dużo jest tutaj enigmatycznych zdań. Do nich zalicza się cyt. "Tak się przejął, że, gdyby żył, pewnie padłby trupem." - To żył, czy nie żył? Zdanie intertekstualne w sensie prowadzenia gry słownej w stosunku do tego, co zostało napisane kilka zdań wcześniej, ale logiki nadrzędnej w tym zdaniu nie widzę.
2) Następne zdanie: "Dla Jaśka Jasiek był najbliższą osobą. Na palcach jednej ręki mógłby policzyć dni, gdy się nie widzieli. Ostatni przydarzył się wczoraj - po imieninach Staszka!" - O co tu chodzi? Że kilka razy w życiu urwał mu się film po pijaku? Jeśli o to chodzi, to w czym problem? Nie widział siebie, nie widział świata - a raczej niczego, z tego co widział, nie zapamiętał.
3)"Gdyby był filozofem, powiedziałby, że doświadczył szoku egzystencjalnego. A tak, jako prostego górala, po prostu trafił go szlag." - tego też nie rozumiem.
4) "Gdyby wiedział, a nie wiedział, bo na czytanie nie miał ni czasu, ni chęci, kim był Heraklit i jakie poglądy głosił, z pewnością przyznałby mu rację, że panta rei – wszystko płynie, a on jest łódką bez wioseł, niesioną strumieniem historii." - Zanim dotarłem do tego zdania, odnosiłem wrażenie, że narrator stara się mówić słowami i światem Jaśka, i wszystko szło w miarę gładko, aż do momentu, gdy nagle niczym Filip z konopi wyskakuje ze swoimi mądrościami Heraklit. Niesmaczne wrażenie, że autor zapragnął nagle wychylić głowę i pokazać czytelnikowi swoje inteligenckie spojrzenie spod okularów.

Tekst jest taki sobie. Owszem, to w jaki sposób pan buduje zdania, znaczy o dużym pańskim wyrobieniu. Natomiast widać, że pan przede wszystkim jeszcze bawi się pisząc i mam nieodparte wrażenie, że zostawia pan wszystko, co się panu napisało, a jedyne poprawki polegają na szlifowaniu istniejących już zdań i ewentualnym dopisywaniu nowych. Wydaje mi się, że nie umie pan jeszcze rezygnować z tego, co na pierwszy rzut oka wydało się panu udatne, atrakcyjne i literackie.

Pozdrawiam serdecznie

Opublikowano

Dzięki serdeczne za komentarz! Mądry i wnikliwy. Takich komentarzy na tym forum oczekuję. I się doczekałem.
Ma Pan rację, że przede wszystkim bawię się swoim pisaniem. Nigdy nie chciałbym dojść do momentu, że pisanie "jeszcze" mnie bawi. Sądzę, że w takiej chwili po prostu przestanę pisać.
Nie ma Pan racji, że zostawiłem wszystko, co mi się napisało. Szkoda, że nie mogę załączyć rękopisu! Wbrew pozorom tekst był bardzo przemyślany. Sam Pan wie, że krótkie utwory wymagają więcej pracy, niż te bardziej obszerne. Tutaj każde słowo musi trafiać w cel. I wydaje mi się, że trafiło. No, może nie w sam środek tarczy! Może rzeczywiście narrator pozwolił sobie na wychylenie się zza kulis w zdaniu o Heraklicie. Mam tego świadomość i teraz, i w momencie tworzenia tekstu. Taki był po prostu mój zamiar.
Jestem ogromnie wdzięczny za krytyczną, nie krytykancką lekturę! Z tą samodyscypliną również miał Pan rację.
Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam!

Opublikowano

Komentowanie po Donie ma tę zaletę, że większość ewentualnych uwag technicznych ma się już z głowy :) i można się skupić na innych aspektach. W warstwie, nazwijmy to, emocjonalnej, tekst niestety do mnie nie trafił. Jeśli intencją autora było, aby czytelnik polubił Jaśka i potraktował jego ciągotki do wypitki z przymrużeniem oka - to w moim przypadku to nie zadziałało - chyba dlatego, że jego osoba jest dla mnie zbyt mało ekspresyjna, za mało zbójnicka.
Od strony spójności językowej, zgrzytnęło mi jedno zdanie: "Po ciężkiej pracy musiał się zrelaksować." - jakoś mi to "relaksowanie się" do Jaśka nie pasuje - bardziej widziałabym w jego przypadku określenie "musiał się zabawić".
Pozdrawiam - Ania
PS. Gorąco popieram Pana podejście, że pisanie powinno przede wszystkim sprawiać frajdę piszącemu, a nie być zadaniem do wykonania.

Opublikowano

Pani Aniu, dziękuję za wizytę i pochylenie się nad tekstem. Ma Pani rację, że Jasiek miał naturę raczej "reflaskacyjną", niż refleksyjną, ale... o zmarłych tylko dobrze!
Zdaję sobie sprawę, że dla wnikliwego czytelnika, a tym bardziej krytyka (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), ważne jest nie tylko ogólne wrażenie, liczą się także szczegóły.
W moim pisaniu staram się jednak większą uwagę zwracać na wrażenie ogólne, na strumień słów, a nie poszczególne sformułowania... Taka góralska perspektywa: z góry widać więcej, choć mniej wyraziście!
Tekst się uleży i na pewno jeszcze do niego wrócę!
Serdecznie dziękuję za komentarze. I... proszę mi mówić po imieniu. Generalnie, tak mi się wydaje, wszyscy na tym forum jesteśmy rówieśnikami - takie literackie, raczkujące oseski (nikogo nie obrażając!).
Dziękuję i pozdrawiam!

Opublikowano

Bogdanie, po raz kolejny się zjawiam i gdybym chciał Ci "dać w mordę" (po prozatorsku) to nie mam powodu. Jesteś po prostu debeściak. Piszesz tak naturalnie! Kolekcjonuj moje wpisy, bo niewielu osobom dałem tyle razy tak wysokie noty za styl.

Opublikowano

Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.


Sam jeden - nieboże. Czemu nie? Podobnie, jak Jasiek, też lubię sobie wypić i nie mam pojęcia, jakie poglądy głosił Heraklit:)
Moi znamienici poprzednicy już wyłuszczyli, co ich gryzie odnośnie Twojego tekstu, ja mogę jeszcze dorzucić jedynie literówkę w trzecim zdaniu i - ale to już moje subiektywne zdanie - jak górale piją, to raczej ta ich krew góralska jeszcze bardziej się w nich wzburza, nie uspokaja, ale może Jasiek rzeczywiście był inny i być może się czepiam:)

Uśmiałem się przy: '' Po pół litrze było mu już wszystko jedno, kto jest premierem, a kto przewodniczącym, czy emeryturę wypłacą mu z ZUS-u, czy z OFE… ''


Tekst może się podobać - wyglądałem w nim mojej ulubionej przaśności, no ale cóż...

Pozdrówka -
M.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne. 

        W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba. 

        Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.

        Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.

        Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.

        Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.

        - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?

        - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy. 

        Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód. 

        - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty? 

        - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…

        - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.

        - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem. 

        Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną. 

        - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…

        - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.

        Ojciec roześmiał się ciepło.

        - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.

        Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.

        - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna! 

        Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.

        - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.

        - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.

        - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon. 

        - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie. 

        - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.

        Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.

        Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności. 

        Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • Nic dodać,  nic ująć. 
    • - Oby Njord podarował nam dobre wiatry, moje dzieci – mawiał ojciec do Vivian i Hespera przed każdym wejściem na statek. Łowili dorsze i halibuty, czasem homary. Morze zazwyczaj było spokojne.    W domu nie głodowali. Nawet jeśli dzieciom po wielu godzinach rejsu zaczynała doskwierać monotonia i rozrabiały na pokładzie, to pracę ojca darzyły szacunkiem. Co dzień na stół trafiała świeża ryba.    Hesper był kłopotliwym chłopcem. Wspinał się na maszty i pokazywał język wołającym za nim marynarzom. Bujał się na linach, rozplątywał supły. Nierzadko przemycał na pokład farby i pędzle, skrzętnie ukryte pod kamizelką.  Każdego popołudnia ktoś zmywał mopem namalowane przez niego murale. Załoga pokpiwała z jego dzieł inspirowanych Alidą Withoos. Jemu mówili, że niewieścieje, a między sobą szeptali o jego talentach. Twierdzili, że ma potencjał na wielkiego artystę, lecz nikt nigdy nie powiedział mu tego w twarz.   Vivian na morzu odnajdywała spokój, którego nie mogła zaznać na lądzie. Uwielbiała wpatrywać się w bezkresne wody i słuchać ich szumu. Wyobrażała sobie, co kryje się za horyzontem. Dopiero gdy jod dostawał się do jej nozdrzy czuła, że naprawdę oddycha. Ścigali się z Hesperem w ilości złowionych ryb. Przed zmrokiem ojciec ważył ich zdobycze. Zwycięzca otrzymywał tabliczkę czekolady. Hesper przeważał siłą fizyczną i niemal zawsze pokonywał starszą siostrę.   Ojciec dbał, by jego dzieci miały fach w ręku. Uczył ich wiązać węzły, sprawdzał czy pamiętają ich nazwy i zastosowanie; pokazywał jak zarzucać sieci i jak uniknąć szkorbutu, kazał im uczyć się na pamięć każdej części pokładu. Tym samym zapewniał im przyszłość, wyjście awaryjne, gdyby ich plany się nie powiodły.   Przed zachodem słońca, kierując się do portu, stawali we trójkę na dziobie i podziwiali horyzont. Pewnego razu zadał im pytanie poprzedzone ociężałym westchnieniem, jak gdyby przez długi raz zbierał się do tego, co ma powiedzieć.   - Powiedzcie mi, dziatki, macie jakieś marzenia?   - Być bogatym! – wykrzyknął od razu Hesper, którego sny o zostaniu światłym malarzem zostały stłamszone przez złośliwości marynarzy.    Vivian zastanawiała się przez moment. Do tej pory nie rozmyślała nad swym losem, nie szukała sensu istnienia. Do szczęścia wystarczyły jej wyprawy w morze i słuchanie szumu fal. Cieszyło ją, że rodziny nie dotyka głód.    - Pragnę spokojnej duszy, tato – powiedziała. Uśmiechu ojca nie było widać pod gęstym wąsem, ale zawsze wiedziała, kiedy się pojawiał – A ty?    - Ja już mam wszystko, co miałem… choć jest jedna rzecz, o której marzę skrycie każdej nocy…   - Co to takiego? – spytało równocześnie rodzeństwo. Nie mogli doczekać się, aż usłyszą nową historię.   - Jak myślicie, co znajduje się za horyzontem? – każdą opowieść ojciec poprzedzał pytaniem.    Nieznane lądy? Nowe cywilizacje? Dzikusy? Skarby? Koniec świata?, padały odpowiedzi i fakt – każda z nich mogła być tą poprawną, lecz on na myśli miał tylko jedną.    - Zgadza się, moi mali. Mnóstwo, mnóstwo skarbów…   - Co to za skarby? – Hesperowi oczy zabłysły na wieść o bezpańskich bogactwach.   Ojciec roześmiał się ciepło.   - Oczka ci się świecą, synku – pogładził chłopca po głowie – Pewnie widzisz już te wszystkie skrzynie ze złotem i klejnotami, które zostawili po sobie piraci. Tak, to też znajdziemy na wyspie Hollowstone, lecz prawdziwy skarb kryje się w jaskini przy brzegu.   Dzieci milczały, w napięciu czekając na to, co dalej usłyszą; zachwycały się obrazami tworzącymi się w ich głowach.   - Można tam wpłynąć tylko łodzią. Podobno na środku jeziora rośnie drzewo o liściach czerwonych jak krew i miękkiej, brunatnej korze. Mówi się, że jego sok zapewnia zdrowie na pięćdziesiąt lat! Żadna choroba nie jest ci straszna!    Zapał ostygł w sekundę. Vivian i Hesper spodziewali się usłyszeć o górach monet. Zdrowia oboje mieli w dostatku.   - Teraz mnie nie rozumiecie, ale z czasem… z czasem sami dojdziecie do tego, jak bardzo jest to ważne.   - Jak tam się dostać, tato? - zapytała Vivian po kilku minutach ciszy, podczas których ojciec wpatrywał się markotnie w horyzont. Z westchnieniem wyprostował plecy.   - I to, moja córeczko, jest najtrudniejsze do wykonania… Otóż drogę na wyspę mogą wskazać jedynie duchy żeglujące po Morzu Dusz od początku istnienia. Kiedyś powstała pieśń, która przywołuje je i wszystkich, którzy spoczęli pod falami, chcąc napić się soku z drzewa Arbivon.    - Dlaczego ten sok nie daje nieśmiertelności. Ja nie chcę umierać! - zawołał rozczarowany Hesper, na co ojciec roześmiał się serdecznie.    - Prędzej, czy później wszystko obróci się w proch. Poza tym, gdzieś tam czeka na nas lepsze miejsce - powiedział, spoglądając w niebo.   Wszystkich bywających w porcie ludzi Vivian i Hesper znali od najmłodszych lat. Kiedy przychodzili z ojcem, marynarze i ich żony głaskali ich czule po łowach, pytając o zdrowie. Przed wejściem na statek ojciec lubił uciąć sobie pogawędkę z kobietami żegnającymi mężów. Rodzeństwo oglądało wtedy kilkumetrowy, strzelisty monolit. Czytali na głos wyryty na nim cytat: Pamięci tym, co wybrali Morze i spoczęli na jego dnie. Pod spodem spisano nazwiska żeglarzy, którzy nie powrócili ze swoich wypraw i zostawili rodziny.   Nocami ojciec chwytał za lupę i przy świetle kilku świeczek studiował mapy. Latami szukał informacji o Hollowstone. Wertował książki, wypytywał kolegów i co jakiś czas zagajał starego Hermita, nie skorego do wspominek. Jak trafił na właściwy trop, nigdy rodzinie nie ujawnił. Pewnego poranka wszedł do kuchni z tobołkiem na plecach i oznajmił, że zbiera załogę. Ucałował żonę, pokrzepił dzieci i rzucił na stół garść monet i zwinięty w rulon papier - testament mający wejść w życie po roku jego nieobecności.    Vivian co świt i po zmierzchu wyruszała z latarnią na plażę. Wypatrywała statków powracających do portu. Składała modły, by na którymś pokładzie wracał do niej jej ojciec. Bogowie jednak nie byli łaskawi. Dni mijały, ewoluując w tygodnie, miesiące, aż w końcu i lata. Dopiero skończywszy osiemnaście lat, Hesper przestał wypytywać w każde urodziny, czy tata zjawi się z prezentem. Dorosłość rodzeństwo osiągnęło pod okiem jedynie matczynym, pod okiem smutnym i wyczerpanym. Nazwisko Carsena Vissera zostało wyryte na monolicie na wieki.
    • @Nata_Kruk to prawda , też tak uważam.   
    • @huzarc.. to, co w wierszu, to .. trwanie... czasem cholernie  trudne, bo.......

      Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      ... na władzę przymykam oko.. ale być odpowiednią funkcją, czemu nie.
    • @Radosław   Bardzo dziękuję! Pozdrawiam. :)
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...