Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

W mym sercu jakoś opustoszało
Poczułam jakby chłodem zawiało
Przestrzeni nagle za wiele się zrobiło
Jakby coś znienacka się zawaliło
Chciałabym to teraz odbudować
I się tam przed światem schować
Lecz sama budować nie mam siły
Gdzie jesteś mój miły?!
Pomóż mi te głazy przenosić
By szczyty gór wznosić
Dbaj ze mną o ziemię by plony rodziła
By się nimi zawsze z nami dzieliła
Dbajmy o potęgę, którą zawiera woda
By życie z niej czerpała cała przyroda
Dbaj ze mną o drzewa
Bym nie czuła się jak Ewa
Bym nie musiała grzechu popełniać
Lecz twoje marzenia spełniać
Dbaj ze mną o żywe istoty
Nawet gdy nie ma na to ochoty
By czyste zawsze było nasze sumienie
By nie podległo przez Boga złej ocenie
Rozpalaj mi ogień bym bezpieczna była
Bym przed światem więcej się nie kryła
Oraz w modlitwy milczeniu ze mną trwaj
A efektem naszej współpracy będzie Raj

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się


  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @Leszczym   świetny wiersz, bo pod pozorem lekkiej    gry językiem mówi o rzeczy ciężkiej bo o odroczeniu samego siebie !   tu „vacatio legis” nie jest już terminem, tylko stanem ducha.   chwilą, w której człowiek zna sens, zna słusznosć, a mimo to nie potrafi wejsć w życie własnym wyrokiem.   mocne, celne i podszyte bardzo inteligentnym chłodem !   dobre to jest Michał !!!    
    • lecą na księżyc ale najpierw przez garderobę gdzie ktoś przypina im noc na rzepy pył sypią z worków po cemencie z datą ważności lipiec sześćdziesiąt dziewięć z pieczątką efekt specjalny nie wdychać zbyt głęboko reżyser pali siódmego papierosa dłubiąc w zębach zaostrzoną kością z różańca który pękł z nudów podczas ostatniej modlitwy o deszcz otrząsa popiół z marynarki prosto na europę a peta gasi w popielniczce zrobionej z globusa i mówi - panowie historia to tylko dziwka która najlepiej wygląda w kontrowym świetle a wszechświat to tylko stary dywan który trzeba porządnie wytrzepać z gwiazd żeby pod spodem było widać wyłącznie nasz głód cudów ten sam który zaspokajamy zlizując pot z zimnych szyb telebimów w oczekiwaniu na zbawienie w promocji z darmową dostawą dwa dni przed śmiercią scenograf dopycha butem paski i gwiazdy do budżetu i dorzuca gratis trzy litery USA wypalone na dnie aluminiowej puszki żeby świat wiedział czyje to sny są dziś w promocji w charakteryzatorni makijażyści w białych kitlach podłączają nam kroplówki z mielonego szkła i nadziei żebyśmy srali złotem gdy każą nam patrzeć w górę tam gdzie pustka ma kolor siniaka na udzie historii a gdy braknie tchu w tym próżniowym akwarium podają nam tlen przez odbyt starej ideologii żebyśmy oddychali smrodem własnych wnętrzności wierząc że to zapach gwiezdnego pyłu prosto z płuc boga NASA który zasnął przy cygarze dyndają na stalowych linkach pilnując by pion nie rzygnął im poziomem bo grawitacja to jedyny sędzia którego nie da się przekupić w budżecie są napompowani dumną narracją o podboju podczas gdy pod hełmem każdy z nich gryzie własny język z wysiłku i wstydu modląc się by pęknięty karabińczyk nie zmienił zdobywcy księżyca w bezwładny worek kartofli który z hukiem rozbije się o "nieskończoność” zrobioną z dykty i czarnej emalii ktoś zza kamery charczy flegmą - podciągnijcie im te druty pod jaja niech grawitacja wygląda na ból bo naród kocha tylko to co go uwiera Armstrong robi krok ale najpierw sprawdza czy pępowina kabla nie zaplątała się w martwy płód natchnienia bo bohater bez zasilania to tylko kupka styropianu potem już tylko powolne wyćwiczone udawanie nieskończoności flagę wbijają się w grunt który jest tylko zakrzepłym rzygiem technika co nie zdążył do wychodka przed pierwszym dublem Armstrong klęka by ucałować tę ziemię z tektury a z jego hełmu wycieka rdzawa posoka niespełnienia i wsiąka w karton jak w pieluchę giganta który właśnie zesrał się ze strachu przed własnym odbiciem w soczewce obiektywu orzeł na lądowniku APOLLO ma jedno skrzydło krótsze bo odlewy robił krewny scenografa nieskończoność ma twarz zmęczonego technika który za kulisami reperuje drogę mleczną szarą taśmą klejącą dźwiękowiec wycina z taśmy krzyk i upycha go w puszki po konserwach na potrzeby kolejnego seansu a prawda leży w kącie jak oskórowany anioł którego nikt nie chce ubrać bo kostiumy mają lepsze fasony niż naga rzeczywistość chłepczą ten kosmos jak popłuczyny z autopsji nadziei którymi płuczą im żołądki żeby  nie zwrócili tego całego żarcia z kłamstwa zanim spadną napisy końcowe gwiazdy to tylko ropiejące krosty na plecach nocy które technik wyciska brudnym kciukiem żeby nie psuły symetrii kadru w studiu noc zaczyna się łuszczyć krawędź odchodzi od krawędzi jakby ktoś źle przykleił wszechświat na ślinę technik zbiera gwiazdy do wiadra scenograf pyta a jeśli ktoś zauważy szwy na niebie? reżyser śmieje się jak bóg który właśnie dostał przelew i mówi - spokojnie jeśli nie uwierzą to i tak będą chcieli uwierzyć bo prawda nie ma dekoracji a człowiek bez dekoracji zaczyna widzieć własne dłonie w których odbija się księżyc jak bańka mydlana pełna pyłu i powietrza a tego nie przewiduje scenariusz dokręcają śruby w hełmach w narracji w historii aż głowy idealnie pasują do środka kłamstwa gdy kończą gaszą księżyc światło znika zostaje tylko swąd spalonych bezpieczników i lekki niepokój że może nie chodziło o to czy tam byli tylko o to jak bardzo brakowało nam oklasków wypatrują sygnału z góry z orbity z nieskończoności a wszechświat to tylko czarna skrzynka którą ktoś wyrzucił na śmietnik historii reżyser zwija niebo w rulon pod pachę bierze gwiazdy jak zbite bombki i wypluwa na podłogę ostatni łyk prawdy która smakuje jak rdza zeskrobana z gwoździ którymi przybito nas do foteli w pierwszym rzędzie żebyśmy nie uciekli przed końcem świata który okazał się tylko awarią rzutnika wszyscy jesteśmy tylko powidokiem po żarówce którą ktoś wykręcił zbyt brutalnie zostawiając w siatkówce oka dziurę w kształcie cudu przez którą teraz wycieka nam reszta świata prosto w piasek pod stopami którego tam i tak nie ma jesteśmy tylko manekinami z odrzutu którym wstawiono szklane oczy żebyśmy nie mrugali aż w końcu ktoś na ziemi podnosi wzrok i widzi nie księżyc tylko własny pokój zagracony nadziejami i zaczyna klaskać bo w świecie iluzji tylko to klaskanie jest prawdziwe jedyny dowód na to że wciąż mamy dłonie choć już dawno starliśmy z nich linie papilarne o szorstki papier ścierny cudzych snów tresura skończona wylizaliśmy lukier z tej atrapy świata teraz siorbiemy krew z własnych dziąseł wierząc że to nektar z kosmosu        
    • @lena2_   "Mój oddech i ślady stóp" - wzrusza mnie ta intymność z miejscem. Nie ja je pamiętam, ono mnie pamięta. Belonging w najczystszej formie. Piękny wiersz! 
    • @Berenika97   Nika.   ogród.   Twój wiersz to ogród, w którym mysli dojrzewają jak kwiaty w ciszy, a każdy wers jest dłonią, która delikatnie dotyka tego, co kruche i nieuchwytne .   czytam go jak milczenie pełne znaczeń, w którym pulsuje życie, a słowa stają się mostem między duszami.   jednocześnie tętni w nim dzikośc, która nie pozwala odpocząć, porywa   i porusza.   jakby każda fraza była strumieniem pełnym niespodzianek, a każdy oddech Twojego wiersza odbijał się echem w moim sercu.     śliczna poezja :)    
    • @Starzec   Dokładnie tak. :) 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...