Plac Marii Magdaleny
W środku miasta
jest placyk niewielki,
fontanna bez wody.
Odleciały gołębie.
Stoi kościół Marii Magdaleny
Grzesznej, a świętej.
Wakacje.
Kupcy zjeżdżają się,
placyk ożywa, gwar jak przed laty,
ludzi tłum leniwie przechadza się.
Ktoś o Chrystusie zbyt frasobliwym opowiedzieć chce.
Gdy rzeźba spada,
pęka skorupa,
leją się łzy.
Dialog obcych ludzi
wybrzmiewa historią serc.
Melancholijny sfinks
na stoliku obok bezwiednie przysłuchuje się.
Odbył długą podróż
w walizce bez cła.
Zachwycić nie potrafi jeszcze.
Ktoś o Horbowym opowiada,
jakby wciąż z nami był.
Żółty wazon zachód słońca przypomina.
Nie pamiętam, skąd taki obraz znam.
Tramwaje zwalniają bieg,
jakby ludzie za szybą wiedzieli więcej.
Największy smutek jaki widziałam
i czyjś spokojny zachwyt
xd-:)
trzeba przyjść-:)
@Gosława
Ja tu się przychylę do zdania @LessLove- nawet bardziej.
Twoje wiersze mają taką wartość projekcyjną, że jestem pewien, że Ty w ogóle nie zdajesz sobie z tego sprawy.
To jest taki list otwarty
I dobrze !!!
Czasami każdy z nas musi wyrzucić z siebie to co boli i gdzieś tam w okolicach serca gniecie
Myślę że to jeszcze nie wiersz jednak widać że starasz się dobrać metafory i odejść od dosłowniści
Pisz z przyjemnością będę zerkać
Pozdrawiam serdecznie