Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Rekomendowane odpowiedzi

Opublikowano

Słowo, słowa... Wiele przeżyć zaczyna się od słowa a wiele przeżyć obywa się bez słowa. Notowanie w pamięci tych najczulszych słów... pomaga trwać, wytrwać.
Pozdrawiam Wanesko.

Opublikowano

Porównuję ten wiersz z poprzednim tu Twoim (Los żebraczy) i już miałem napisać, że poprzedni bardziej do mnie przemawiał (chociaż i tak mam do niego małe zastrzeżenia, co do drugiej końcowej zwrotki). Ale szybko dochodzę do wniosku, że jeden wiersz od drugiego jest troszkę inny (oczywiście, że nie chodzi o temat), chociaż oba są w Twoim stylu, czy(li) poetyce. Ale ten powyższy wiersz, wydaje się, że tak lapidarny, tyle jednak ma w sobie życia, że aż dziw bierze, że taki zwyczajny stan może być czymś tak wyszukanym. Widocznie to nie jest zwyczajna rzecz, i to nie jest zwyczajne uczucie, co człowieka czasami spotyka, że nie przechodzi się nad tym do porządku dziennego, tylko właśnie tkwi to coś w człowieku, uwypuklając się. I właśnie ten wiersz, to jest dobry przykład, jak pewnej preferencji skromność i pewnego rodzaju powściągliwość może być wystrzałowa. Acz (żyjąc już trochę, wiem, że pewnie) nie dla wszystkich, ale też, nie dla wszystkich jest wszystko, a nawet niejedne są elity (nawet w jednym temacie). Pozdrawiam

Opublikowano

Tak masz rację te niezwyczajne zazwyczaj stosunkowo rzadko się zdarzają i stąd tak trudno tak zwyczajnie się z tym pogodzić ,,będąc w twoim kontekście ,,dzięki za uwagę i skrupulatną ocenę za którą bardzo dziękuję ,,,

Opublikowano

Powiem tak ,zaskoczyłaś mnie interpretacją ,jeżeli jest taki odbiór to wynikł zupełnie nieświadomie ,,ale być moźe tak jest.
Po kilkakrotnym czytaniu też to wyczuwam i podobne mam odczucie .Co jest dla mnie samej niespodzianką ,ciekawostka bardziej .
mhm miło pozdrawiam
.

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się
  • Ostatnio w Warsztacie

    •   Klaustrofobia podziemi rosła, im bardziej puste okazywały się kolejne pomieszczenia, nagie i ascetyczne w swoich małych pokutach. Brakowało jednego przejścia, aby cały poziom tworzył jeden spójny cykl, krąg piekieł, albo aureolę na głowie kościoła przemysłu. 

        Zderzony z ostatnią ścianą, Karol odwrócił się, żeby spojrzeć na ślady butów wybite w zalegającym prochu. Nie martwiąc się o pobrudzone spodnie, usiadł na ziemi i, aby nie musieć zamykać oczu, wyłączył latarkę. Rozczarowanie. Nienasycenie. Karol był zawiedziony - nawet nie fabryką, lecz samym sobą. Ciemność trzymała go w serdecznym uścisku, ale nadal dało się wyczuć drżenia przestrzeni z każdym przejeżdżającym samochodem, a spomiędzy zawieszonej pleśni przebijał się zapach płynu do prania. Może właśnie o to chodziło? Centrum zniewolenia jesteśmy my sami, próbujemy uciekać w egzotyczne kraje lub kariery, a mimo tego i tak nie możemy nigdzie znaleźć miejsca brutalnie prawdziwego, brudnego absolutu istnienia. Człowieka chowa się czystego, a dopiero jego zadaniem jest samogwałt - wyrwanie ze swoich trzewi czegoś, czym faktycznie można by powiedzieć, że się jest (bo przecież chyba nie ,,piątoklasistą”?). Mały chłopczyk zastanowił się nad zdjęciem z siebie wszystkich ubrań (o zgrozo - ubrań ,,do szkoły”), nad pozbyciem się fetoru higieny. Nie, to nie to, to byłoby głupie - myśli chłopaka wróciły z powrotem pod ziemię.

        Strużki wody zostawiały rude ścieżki spływając powoli po ścianach. Kiedy Karol z rodzicami mieszkali jeszcze w biedzie, w nędznym domku pod miastem, całe dnie upływały mu w jego ,,bazie” - wciśniętej pomiędzy rosnące na działce drzewa a siatkę ogrodzenia. Ze wstydem wspominał do dzisiaj dzień, kiedy grupka dzieci w jego wieku, w czystych ubraniach, na kolorowych rowerach, zapuściła się w jego ulicę (co było na tyle niezwykłą rzadkością, że jest to jedyna taka sytuacja, jaką Karol pamiętał), aż spotkali go, skulonego w swojej kryjówce. Z dziecinną ochotą próbowali z nim zacząć rozmowę, lecz on, jak nieoswojony dzikus, nie był nawet w stanie spojrzeć im w oczy. Speszeni, ruszyli dalej błotnistą drogą, która prowadziła chyba tylko do jakiejś żwirowni (sam Karol nigdy nie zagłębił się w tę uliczkę dalej niż koniec jego działki), najpewniej zapominając o dziwaku już w następnej minucie. Lecz Karol pamiętał to do dzisiaj. Pamiętał, jak po długiej minucie wreszcie dotarł do niego sens sytuacji, rzucił się on wtedy biegiem przez działkę, wyskakując spomiędzy krzaków na otwarte pole, biegł przez wysoką trawę z nadzieją zobaczenia jeszcze błysku ich plecaków, lecz przywarł wreszcie policzkiem do ogrodzenia, a na uliczce panowała absolutna cisza. Karol-dzikus wyrywał się z jakiegoś rezerwatu, wracając teraz na powierzchnię świadomości chłopca, jakby między rurami piwnicznej kotłowni odnalazł komfort zapomnianej bazy. 

  • Najczęściej komentowane w ostatnich 7 dniach



×
×
  • Dodaj nową pozycję...