Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Zgłoś



  • Zarejestruj się. To bardzo proste!

    Dzięki rejestracji zyskasz możliwość komentowania i dodawania własnych utworów.

  • Ostatnio dodane

  • Ostatnie komentarze

    • @jaś na tle tych białych kwiatków, ślicznie się prezentuje:)
    • Zaloguj się, aby zobaczyć zawartość.

      Tak, ale w wierszu ten niechciany dotyk tylko w odniesieniu do niekochanego męża, z którym łączą poza miłosne więzy, jak dzieci, kredyt, mieszkanie itp. Na forach i w necie sporo o tym.  Pozdrawiam. 
    • @violetta rusałka. Symbol siły duchowej i nadziei. Żyje niemal rok.
    • @jaś piękny, taki kolorowy:)
    • To jedno krótkie zapewnienie wywołało w moim sercu kolejną burzę emocji. Poczułam się tak, jakby cały wewnętrzny spokój pozostawił mnie samą. Jakby nagle odszedł! Odbiegł i znikł błyskawicznie, bez słowa bądź jakiegokolwiek znaku uprzedzenia. Wszystkie odczuwane do tej chwili pozytywne uczucie wymieszały się z im przeciwnymi, tworząc coś do wręcz amożliwym do określenia kształcie, za to powodującym niepokój wysokiego stopnia. Wysokiego na tyle, że ledwie opanowałam siebie, aby nie zerwać się z krzesła i wybiec z pokoju... a potem przed dom i na ulicę bez nawet cienia świadomości, dokąd biegnę i po co. Kotłowanina emocji musiała uwidocznić się na mojej twarzy tak bardzo, że Milanek  wystraszył się wyraźnie, a moja mama zrobiła zaniepokojoną minę. Za to Jerzy prawie nic dał po sobie znać; rzuciwszy szybkie spojrzenie w moją stronę, mocniej zacisnął swoją dłoń na mojej, najwidoczniej domyśliwszy się wszystkiego i przewidziawszy reakcję.    - Mamusiu... - urwał Milanek, po raz pierwszy widząc mnie w stanie tak silnego emocjonalnego wzburzenia. Do tej pory bowiem udawało mi się ukrywać przed nim swoje wewnętrzne sztormy.     - Przepraszam, synku... - wyjąkałam, chcąc podnieść się do niego, podbiec i przytulić. Skończyło się jednak na zamiarze, gdyż poczułam, że najzwyczajniej nie mam na to siły. Spróbowałam uwolnić swoją dłoń z dłoni Jerzego, ale nie rozluźnił uścisku. - Przepraszam cię najmocniej...     - Córciu... - zaczęła moja mama. Opanowawszy się trochę, wykonałam w jej stronę uspokajający gest. Odetchnęła. I odczekała chwilę, nim zaproponowała:    - Pójdźmy na spacer wszyscy razem. Jest taka piękna, słoneczna pogoda, szkoda ją zmarnować. A mycie naczyń może poczekać. Panie Jerzy, co pan na to? - zwróciła się doń, wyraźnie oczekując przejęcia inicjatywy.    - To świetny pomysł, proszę pani - Jerzy odparł mojej mamie tym samym, półoficjalnym tonem. - Istotnie szkoda zmarnować taką pogodę i tę okazję. Chodź, Aga - poprosił łagodnie, gasząc w zarodku - jak on to, u licha, robi? - odruchowe wewnętrzne najeżenie i sprzeciw. Popatrzyłam nań z wdzięcznością, zanim odpowiedziałam i zanim zwróciłam się do mamy z podziękowaniem.    - Dobrze, Jerzy. Chodźmy.    - Milanku - spojrzałam na synka. - Zacznij się ubierać, proszę. Buty, bluza...     - Już, mamusiu - uspokojony i rozpromieniony poderwał się z krzesła.                   *     *     *       Spacer rzeczywiście okazał się świetnym pomysłem. Dzięki mojej mamie i zgodzie Jerzego mogłam, idąc z nim za rękę, w znacznym stopniu uspokoić myśli. I emocje. Chociaż moja mama pilnowała Milanka, zauważyłam, że Jerzy - pozornie skupiając na mnie całą swoją uwagę - tyleż bacznie ileż dyskretnie, obserwuje jego aktywność.     - Doskonale, Jerzy: o to mi właśnie chodzi. I obyś mi się tylko nie zepsuł - pomyślałam, tym razem świadomie i zdecydowanie. - W przeciwnym razie...     Najwyraźniej znów albo wyczuł moje myśli, albo odczytał je w awiadomy dla mnie sposób. A może to telepatia? - zapytałam samą siebie. - Może naprawdę istnieje między nami energetyczne połączenie i ja sama wysyłam mu swoje myśli? Jeśli nie wszystkie, to chociaż część? A może wyjaśnienie jest bardziej racjonalne? Może po prostu ciągle myśli i analizuje? Nie wiem, gubię się już w tym... Zresztą na tę chwilę to nieważne; zapytam go o to później - stwierdziłam i sięgnęłam do torebki po papierosy: cienkie Marlboro light. Gdy tylko wyjęłam jeden z pudełka, wolną dłonią sięgnął do kieszeni po zapalniczkę.     - Przecież wiesz, że chcę rzucić - mruknęłam.    - Wiem - odmruknął w odpowiedzi. - Dlatego podawał będę ci ognia do co drugiego papierosa.    Zaciągnęłam się dymem i  dopiero wtedy nań popatrzyłam. Celowo. I celowo udawanie krzywo.    - Ach, ty mój Jerzy - zamruczałam, mrużąc lekko oczy. - Dzięki ci.       Voorhout, 4. Kwietnia 2025 
  • Najczęściej komentowane

×
×
  • Dodaj nową pozycję...