Skocz do zawartości
Polski Portal Literacki

Messalin_Nagietka

Użytkownicy
  • Postów

    6 949
  • Dołączył

  • Ostatnia wizyta

Treść opublikowana przez Messalin_Nagietka

  1. dziękuję Seweryno = bardzo mi miło pozdróweko MN
  2. północne niebo odgrywa planetę hamleta dłonią wodzi zemstę ducha któryby z ojców rzucił spoza grobu niesmak wśród żywych oczu dartych powiek temu rozstrzygać na matki niepomnej śluby z mordercą męża naiwności czernią zasłony tlą punkty zaczepne wróżby układu obłędu i drwiny takim to traktem zaplątane słońcem brył setki krąży a każdy hamletem łypią na siebie czaszą - być lub nie być bezwzględną masą w chichocie turlają zaklęte kręgi głazów narzutowych siłą lodowca promieni ciemności kruszy wspomnienie gładzi kolej rzeczy z których wynika doskonałość zbrodni północne niebo ogrywa zodiakiem sens horoskopu hamletopodobnych dać wiarę przeżyć ofiarę bez kultu w którym poddani są z tego królestwa
  3. sialala sialala sialala ;))) pozdrawiam SIAL - od Si i Al - podstawowe produkty zewnętrzenj powłoki skorupy ziemskiej - ale luksio, hi - sialala pozdrówko MN
  4. efemerydy - współrzędne przyszłości wlot odgadują wedle czasów ziemskich mechanizm zjawisk cykli harmonicznych badaniem ziaren w pustynnej włóczędze gdy w opozycji plecami do słońca wiatr wydmę niesie księga zna odpowiedź dokąd i po co aż po kwadraturę kąta prostego który łączy punkty zdarzy się ziarno wyrwie aż pod słońce że dojrzeć łatwiej czubek swego nosa zerkasz w tabele i wzorem koniunkcji zliczasz płaszczyznę wspólną osi ziemskiej do elongacji skrzywionych podróży jak do puenty schodzisz ciągiem zdarzeń tworząc trójkątny obraz niebermudzki interpretacji cyfr spisanych z biblii efemerydy - współrzędne przyszłości nieznane temu co nasiona rzuca z garści do wróżby znosi powiew treści czyta koleję fragmentów pustyni
  5. bardzo sialowe i ze smaczkiem MN
  6. gratuluję nagrodzonym i Mod'owi MN
  7. „tych” bym się pozbył Ano, I z jeszcze jedną zmianą Z „z” które też napewno Niepotrzebne – a wieść drzewną Ciągnącą do słoika Czytam raz kolejny I rozkosz dzika Nosi myśli na drzewa los chwiejny pozdrówko MN
  8. też czasem mam taki głód - luksio - choć głodno się zrobiło MN
  9. Wi Marku - do tej pory napisałem 30 wierszy tego typu - jeśli się znajdzie wydawca, czemu nie, dziękuję bardzo za niesamowity koment pozdrówko MN
  10. ludziki - piszcie o wierszu - proszę MN
  11. dzięki Bezet za czytanie tych moich no sam nazwę "dziwnych" wierszy - normalnie pokręca mną - nie wiem sam pozdrówko MN
  12. wszechświat jest płaski jak pudło gitary w naciągu strun i rąk gnących przestrzenie próżnią wymiata lub ssie do cholery oscylacyjne to oddziaływanie i serca nie masz nad rezonans dziury w której z energii tyle co i masy próżnią mierzone załamanie wiary rozlicza w tembrach wibracje gwiazd mgławic do których z progów podmuchy wybuchu odnoszą składnie spirali galaktyk wieść o podróżach na krańce akordu dudni harmonią w placebo zaradcze jak z pieśni słowa kręgami rozmyślań po sploty mięśni tak z hipotez wielu jest kręgosłupem zakrzywienie próżni z pudła gitary wygniecionym wiórem że bóg skakanką a plecionką mniejsi zwą chaotyczne spektrum pików świata falochron bytu dualizmu myśli wszechświat jest płaski jak pudło gitary
  13. a ja cóż dodam - może zabrzmi politycznie albo społecznie: takie zabajone lody jedzą całe narody pozdrówka MN
  14. dziękuję Bezet za wejście - takie coś mi podsunęła myśl - nie wiem, czy to dobre ale puszczam - potraktuj to z przymrużeniem oka MN
  15. niby Romeo na lutni, napiął sznura pęta, jakby się mógł w tej chwili opamiętać, nad Julię - Kolombiny piękności niedosięgłe, rozdziawił usta, szarpnął sznurem miłości piosenkę, jednak - nie była to pieśń tęsknoty ani śmierci jakby innego typu, rodzaju, troszkę uśmiechnięta, słuchała jej Kolombina pod naporem nocy, jakby już zdołał ją Arlekin zauroczyć, obudził się pan domu - srogi w zwyczaju Pantalon, za grzywę Arlekina spod balkonu wywlekając, rzucił go wpół muru i takoż w wydanych jękach płynęła dalej z ust Arlekina - miłosna piosenka, nad zryw Kolombiny, nad wywłokę spod Balkonu doszło do przymkniętego na wszystko domu - amo, amo, amo Kolombino - co za chryja - wrzeszczał Pantalon - cóż z tego Arlekina? obudzili się sąsiedzi, syna wysłali na zwiady, stanął tudzież Pierrot wpół snu - taki blady, nad swe pierwsze śluby dosłyszał nie zapisanej nuty, w której Arlekin wywodził miłością zatruty -amo, amo, amo Kolombino - moja kochana, słychać było aż do samiutkiego rana nad Pierrota utratę, nad baty Pantalona, śpiewał Arlekin - niech skonam - kocham, kocham, kocham ...
  16. hi - tak spontaniczności tu dość - Kociczko - wyszczególnij te byki - z chęcią poprawię MN
  17. w termosie jest zwykle srebrno - więc może ten księżyc latarni poskleja myśli i da się napić pękniętej ziemi, lawa z wulkanu słodka - ale żal, że ktoś mógł przepaść w jej objęciach MN
  18. przypomniałaś mi - kiedyś tam, będąc dzieckiem zdarłem sobie o takie cegły całe plecy - bawiliśmy się w wojnę i mnie zastrzelili - spadając ocierałem się o mur MN
  19. cześć – witajcie w mej bajce, która właśnie się zaczyna, chcecie się w niej znaleźć? wystarczy przymknąć powieki i w spokoju nad wszelkie strumienie myśli, w przyczynach niezależnych od człowieka, a już was wita Arlekin przybyły z gór Bergamo, wita was jego ukochana Kolombina, jego rywal Pierrot, na takąż to komedię dell’arte – posłuchajcie, cóż to takiego każdy z komediantów wyczyniał nad ich powiązania nasączone niejednym żartem, żart – to coś takiego jak zrobić z siebie samego błazna, zaraz otworzycie buzie i w uśmiechu od ucha do ucha ruszy Arlekin na służbę do Pantalona, pracy zazna w weneckim warsztacie rzemieślnika – pana – wyrwiducha, miał Pantalon córkę jedyną, Kolombinę, do której w zaręczyny przychodził Pierrot, syn sąsiada – bogacza, lepsze byłoby Arlekinowi obwiesić się w mrok sznurem, niźli miałby plany miłości do tej dziewczyny roztaczać, śmierć – cóż innego wybierać, każdego kiedyś dosięgnie, tejże nocy Arlekin wyszedł na dwór powłócząc węzłami, póki mu nie odejdzie kochanie czy serce nie pęknie, powiesi się, w żaden inny sposób bólu tego nie stłami? ech, nie niebyły to trudne – jak nawlec na ucho igielne, gdyby o tejże godzinie nie wyszła na balkon Kolombina, o kuszące wszelkie przypadkowości i moce piekielne! popatrzcie wraz z Arlekinem, cóż to za dziewcze, kapie ślina?
  20. w tym przed-prehistorycznym ogrodzie zwanym rajem paprocie wprzód paproci jak gdyby tylko one same na przestwór horyzontu aż po boskie wieczności jak gdyby nie było żadnych innych odmian roślin tubylcy - paprotniki - szkodniki z bożej łaski i inne ruchliwe, fruwające, pływające wynalazki, żyją w wielkiej symbiozie i jak bóg im nakazał bądźcie sobie pospołu i macie mi się rozmnażać pewnego ranka, kiedy wokół podnoszono ze snu oczy ujrzano wpośród polany coś jakby na wpół z paproci jakby to właśnie to, a nieco różniące się w wyglądzie wreszcie sam bóg na cudo zerknął i w nieboskim osądzie orzekł - mutant jak 'bone dyne', mutant, nic innego dał zakaz jeść owoców z owego czegoś nie domniemanego jeśli w ogóle to coś w coś obrodzi - o boskie prawo jeśli tegoż owoce do czegokolwiek się przydadzą nikt nie miał dotychczas kłopotów z uchwałami boga ale jak takie coś się zjawiło - to padł strach i trwoga kiedy to owo wydało owoce od siebie większe jakże się dziwili wszyscy na zakazy przenajświętsze nad zgromadzenie wszystkiego co się w raju znajdowało wybrali dwoje, którym ulec pokusie najbardziej się chciało a że nikt prócz węża nie liczył na wybrańców zęby w gębach ruszyło troje ogryzać, wpadając przed bogiem jak do przerębla tłumaczyli się każdy z osobna przed boskim majestatem pierwszy człowiek płci męskiej nad swej wyższości utratę powołał się na człowieka płci żeńskiej, na jego czyny że to on mu podał ten owoc, a tenże, że z przyczyny podsycania węża urwał owoc z owego 'ni zowąd' nad bezmiary przestudiował bóg ich liczne słowo orzekając wobec faktu pojawienia się mutanta w raju wszyscy, nawet ci co niewinni zostaną wypędzeni z kraju szli ci, co iść mogli, frunęli skrzydlaci, pływający - wodą, siali roślinni, łodygi im korzeniami poszły ziemską wygodą, a każdy niósł towarzysza - tegoż co nóg nie miał - pasożyta i tak się towarzystwo całe wyniosło z boskiego raju i kwita i nikt nie pomyślał by wziąć ze sobą mutanta, niecnotę przez którego śmierć i choroby i życia bieg marnym polotem a może gdyby ... lecz z gdybania jedne - pospolite nadzieje które wiatr sieje, boga grzeje, a nas na szczęście olewa a nie leje
  21. zauważyłem istnienie sprzeczności w oddziaływaniach zakrzywionych w czasie co wieczór kilka gwiazd wskazać potrafię które już dawno blask swój wypaliły i tylko promień jak wąż boa wije oplotem nieba dusząc chmurne myśli co wieczór kroplą w morzu wielu potrzeb zawija falą do cichej przystani skąd nocy chwiejność sztormem nie zważona krzywi czerwienią oddalenie widma wąż łuski gubi i słońca językiem rwie co z wieczora ziemskim rajem było owoc dojrzewa jakże go skosztować gdy gałąź pęka gad końcem ogona depcze miąższ tryska a nasienie świata łuszczy ochronną warstwę zrozumienia nie zauważam Adama i Ewy którym golizną trąca biznes drzewa boa – komornik glob owocem krągłym poza sprzecznością krzywioną istnieniem
  22. i mnie pewnie czeka wyjazd - moze ktoś potrafi napisać - co wziąć, ile kasy, jak znaleźć robotę, taka mała prośba MN
  23. kurczaki - no meloniki - to rodzaj męski - istniejący we wszechświecie, tylko tyle mogę podpowiedzieć pozdrówko MN
×
×
  • Dodaj nową pozycję...