obrzydła skrytość męczy
jak woda kapiąca w to samo
miejsce ścieka po twarzy
nabrzmiewają więzy zimno
powraca strach się nie kończy
łamanie zwiększa kryzys
nie mija ucieka w drażliwość
trauma narasta
to piekło nie było za grzechy
dla zabawy pocałunek zaprawiony
goryczą trwa na wieki
nie oderwiesz ciekawskich
kroków od smoły co wciąga
jak bagno gdy mówisz
że szeol na ziemi dzięki
tobie dobry człowieku
Tomkowi
bez krwi i kości mózg
na większych obrotach
emocje oderwane od ziemi
łagodnieją zmrożone kolce
przyjaciele wydali wyrok
w agonii chcąc dobić
targu bez szkody
jeśli na zbyciu skorupa
bryłą lodu w ramionach
nie rozpływasz się w ustach
w dzień ulatujesz mi
mam ciebie tylko nocą
zażywasz truciznę i prosisz
do tanga z uczuciem
impulsami płynie żądza
topniejesz widząc moje
bose stopy
płyniesz
M.Poema,w warsztacie czytałam.
Tu jeszcze lepiej lśni.Idąc tropem Talarka,myślę ,że więcej jest
prawdy niźli fantazji,a jest nad czym pomyśleć.
Pointa podoba się.PozdrawiaM.