Tomkowi
bez krwi i kości mózg
na większych obrotach
emocje oderwane od ziemi
łagodnieją zmrożone kolce
przyjaciele wydali wyrok
w agonii chcąc dobić
targu bez szkody
jeśli na zbyciu skorupa
bryłą lodu w ramionach
nie rozpływasz się w ustach
w dzień ulatujesz mi
mam ciebie tylko nocą
zażywasz truciznę i prosisz
do tanga z uczuciem
impulsami płynie żądza
topniejesz widząc moje
bose stopy
płyniesz
M.Poema,w warsztacie czytałam.
Tu jeszcze lepiej lśni.Idąc tropem Talarka,myślę ,że więcej jest
prawdy niźli fantazji,a jest nad czym pomyśleć.
Pointa podoba się.PozdrawiaM.
Dziękuję ,ale nie wiem czy mogę nazwać się poetką morza.
Myślę ,że każdy nie raz miał do czunienia z morzem.
Może kiedyś napiszę o górach.
Pozdrawiam serdecznie.
M.Poema, ''zbałwania ''-pewnie nie ma w słowniku,można to nazwać neologizmem.
szarzeje powietrze,
ciemnieje woda,-może tak.
Serdecznie dziękuję, miło że odwiedzasz.
PozdrawiaM.
Eugene, dziękuję za uwagi.Wiem ,że jeszcze wiele pracy przy wierszu.
Muszę jednak odczekać i nabrać dystansu,a potem zabrać się
ponownie do pracy.Z pewnością skorzystam z uwag.
Jeszcze raz dziękuję.PozdrawiaM.
Egzegeto,dziękuję za uwagi.Wprowadziłam zmiany.
Córką kapitana nie jestem,ale kiedyś będąc na morzu przeżyłam sztorm.
Chyba mój Anioł był przy mnie,dlatego dzisiaj mogę pisać.
Pewnie jeszcze nie raz poruszę ten temat.PozdrawiaM.